- Ile celnych strzałów oddał Pan wiosną?
Sylwester Czereszewski: Trzy.
- Ile strzelił Pan goli?
- Trzy.
- Skąd to się u Pana bierze?
- Tak się jakoś składa. Ale dobrze, oby tak dalej.
- Skuteczność mogła być jeszcze lepsza. Na początku drugiej połowy z ośmiu metrów nie trafił Pan w bramkę...
- A rzeczywiście, nie dosięgnąłem piłki. Powinienem zostawić ją Czarkowi Kucharskiemu, który był w lepszej sytuacji. Ale nie widziałem go ani nie słyszałem. Piłka dostała jeszcze poślizgu i nie mogłem dobrze strzelić.
- Jak Pan oceni to spotkanie?
- Ciężko się grało. W nogach czuliśmy jeszcze mecz z Wisłą, nie było tej szybkości i świeżości. Opadliśmy trochę z sił. Ale nie pozwoliliśmy Odrze na nic.
- Legia ma cztery punkty przewagi nad Wisłą...
- To dobrze. Lepiej niż gdyby Wisła miała o tyle punktów więcej od nas. Powiem szczerze, że jak we wtorek dowiedziałem się, jaki jest wynik w Krakowie, to zacząłem się denerwować. Wiedziałem, że mamy ogromną szansę, ale pamiętałem, że w takich sytuacjach Legia często zawodziła, nie wygrywała, nie umiała postawić kropki nad i. Tym razem było inaczej. Wykorzystaliśmy okazję, mamy przewagę.
- Zszedł Pan w 75. min. Tak było ustalone?
- Nie. Nie chcę już więcej schodzić z boiska przed końcem meczu. Siły mam. Pocieszające, że dziś grałem chyba o dziesięć minut dłużej niż z Wisłą.
Rozmawiał Robert Błoński