Jakaś nieprzewidziana katastrofa może już tylko chyba pozbawić warszawską
Legię zdobycia upragnionego od lat tytułu Mistrza Polski. Przewaga jaką
wypracowali sobie pilkarze nad drugą drużyną w tabeli jest już naprawdę duża i trudno sobie wyobrazić aby legioniści dali ją sobie odebrać. Gdyby jednak ktoś przed rozpoczęciem rozgrywek wiosennych powiedział, że Legia na półmetku
wypracuje sobie przewagę sześciu punktów nad Amicą i aż siedmiu nad Wisłą
Kraków,niejedni kibice w tym kraju pukali by się w głowę. Zdecydowanym
faworytem ligi pozostawała drużyna "Białej gwiazdy". Niejako z urzędu
przypisywano temu zespołowi mistrzostwo Polski. Niemal wszyscy nasi krajowi
eksperci futbolu (z Janem T. na czele) oczami wyobraźni widzieli już krakowian na koniec sezonu w mistrzowskiej koronie. Najwięksi spece piłkarscy nie dawali większych szans "wojskowym" w rywalizacji z Wisłą. Ba znależli się i tacy, którzy twierdzili nawet, że Legia będzie miała problemy z utrzymaniem drugiego miejsca tracąc je na rzecz wronieckiej Amiki, która także była bardzo wysoko oceniana w walce o tytuł najlepszej drużyny sezonu 2001/2002. Kluczem do końcowego sukcesu Wisły miał być charyzmatyczny trener Franciszek Smuda. Bywalcom stadionu Wojska Polskiego jak i wszystkim pozostałym kibicom stołecznej Legii, postaci Franciszka Smudy przedstawiać nie potrzeba. Niestety (aczkolwieg stety dla kibiców Legii) po raz kolejny szkoleniowiec ten udowodnił całej Polsce, że czasy jego świetności już dawno minęły. To co prezentowała Wisła w rundzie jesiennej, a więc niezłe występy przeciw Barcelonie, Interowi Mediolan czy Hajdukowi Split w pucharze UEFA były raczej konsekwencją jeszcze pracy z tym zespołem Adama Nawałki, niż zasługą Smudy. Tak to więc został raz na zawsze obalony mit "Franza zwycięzcy". Podejrzewam również, że Smuda "wyleczył" w końcu, także niektórych kibiców Legii, którzy do tej pory byli wpatrzeni w jego postać jak w obrazek. Dobrze pamiętam co się działo po zwolnieniu Smudy z Legii. Owszem nie brakowało osób które odetchnęły z ulgą, ale większość fanów była oburzona decyzją jaką podjął zarząd Legii. Z pewną satysfakcją przyznam, że należałem do grona tych kibiców, która za Smudą nie przepadała. Taką samą reakcję wywołała kolejna decyzja kierownictwa klubu z ulicy Łazienkowskiej. Zatrudnienie Dragomira Okuki wywołało wielkie niezadowolenie wsród większości kibiców "wojskowych". Złośliwi twierdzili, że był to kaprys Andrzeja Zarajczyka, jednego z członków zarządu warszawskiego klubu, chyba najbardziej nie lubianej osoby wśród fanów Legii. Wyniki jakby potwierdzały słuszność podejrzewań kibiców. Drużyna grała beznadziejnie słabo gubiąc punkty z kim się dało. Na palcach jednej ręki można było policzyć tych,którzy byli zadowoleni z pracy Okuki. Do oponentów popularnego "Drago" nie docierały tłumaczenia, że za fatalną dyspozycją drużyny stoi jej złe przygotowanie do rundy wiosennej jeszcze przez Franciszka Smudę. Nikt nie przyjmował do wiadomości wypowiedzi jugosłowiańskiego szkoleniowca, że całkowitą odpowiedzialność za wyniki będzie brał w następnym sezonie.
Najbardziej zniecierpliwieni i sfrustrowani kibice domagali się jak
najszybszej dymisji trenera,a swoją dezaprobatę wobec stanowiska jakie
zajmował zarząd Legii postanowili zamanifestować po pamiętnym (niestety w
najgorszym tego słowa znaczeniu) meczu z Wisłą, podpalając trybuny stadionu
Wojska Polskiego. Była to sytuacja bezprecedensowa. Sytuacja jaka jeszcze nigdy w historii nie miała miejsca na rodzimych stadionach. Oczywiście nie był to powód do dumy, a wręcz przeciwnie,do ogromnego wstydu. Okuka i szefostwo Legii nie ugięło się jednak pod naciskiem rządań kibiców, mimo iż końcówka ubiegłego sezonu była jedną z najgorszych w historii stołecznego klubu! Początek teraźniejszego też nie należał do najbardziej udanych. Po dwóch porażkach na samym początku rundy jesiennej ze Śląskiem Wrocław i Amiką Wronki, dziennikarze i kibice nie pozostawiali suchej nitki na szkoleniowcu Legii. Liczono kolejne "rekordy" jakie bił z drużyną Okuka. Sam zainteresowany, odpierał ataki, tłumacząc iż poprzedni sezon się nie liczy i nie należy łączyć obecnych porażek z poprzednimi oraz przekonywał, że zespół gra tak jak on to sobie wyobraża i z meczu na mecz napewno będzie prezentował się znacznie lepiej. Kibiców nie przekonywały tłumaczenia Okuki. W internetowych sondach na temat które miejsce zajmie Legia na koniec rundy jesiennej w zreformowanej lidze oraz jak będzie się prezentował w dalszej części rozgrywek, nie brakowało odpowiedzi pesymistycznych. Naprawdę bardzo wielu kibiców było przekonanych, że Legia nie dostanie się do grona zespołów walczących w grupie mistrzowskiej. W komentarzach towarzyszących sondom, wyczuwać można było brak wiary w odniesienie jakiegokolwiek sukcesu. Przeważały głosy rozgoryczenia.Dostało się trenerowi. Wyzwisk kierowanych w stronę szkoleniowca nie było widać końca.Fani Legii tęsknili za Smudą. Domagali się wręcz powrotu dawnego coacha na Łazienkowską. Twierdzono, że zatrudnienie Okuki z jednoczesnym zwolnieniem Smudy było najgorszą decyzją,jaką podjęli w ostatnich latach działacze Legii. Zapatrzeni w dawne wyczyny Smudy, liczni kibice, nie mogli pogodzić się z odejściem "swojego" ukochanego trenera. I nie ważne było nawet to, iż z obecną drużyną Legii nie osiągnął on niczego! Ba Smuda z Legią przegrał wszystko co było tylko możliwe. Nie odniósł ani jednego zwycięstwa w prestiżowych spotkaniach z lokalnym rywalem Legii, Polonią oraz krakowską Wisłą, z którą wcześniej pracował. Nie obchodziło ich również "burackie" zachowanie Smudy podczas konferencji prasowych czy na ławce rezerwowychy oraz to że do dnia dzisiejszego ma on kłopoty z prawidłowym wysławianiem się w ojczystym języku. Obecne wyniki jakie osiągają dwaj główni kandydaci do tytułu
mistrzowskiego, a więc Legia i Wisła potwierdzają jednak słuszność decyzji jaką podjął rok temu zarząd klubu ze stolicy. Smuda po raz kolejny odszedł z klubu w którym pracował w niesłwaie. Ciekawi mnie tylko jak się czują teraz jego gorący zwolennicy? Wracając do wyników uzyskiwanych obecnie przez Legię, gołym okiem widać efekty pracy Dragomira Okuki i jego asystenta Dariusza Kubickiego. W jednej chwili za sprawą dobrych rezultatów osiąganych przez stołeczną jedenastkę "Drago" stał się ulubieńcem nie tylko kibiców, ale także żurnalistów. Już nie liczy się kompromitujących jego osobę "rekordów". Wręcz przeciwnie, wymienia się tylko rekordy ale te które przynoszą chwałę trenerowi. A trzeba przypomnieć, że w tym sezonie Legia kilka takich pobiła. Trener Okuka bardzo chętnie udziela wywiadów zarówno dziennikarzom z prasy jak i telewizji. Mimo iż nie mówi jeszcze płynnie po polsku to nie unika udzielania odpowiedzi w naszym języku. Widać, że Okuce zależy na dobrym wizerunku.
Już teraz mimo iż do końca rozgrywek pozostało jeszcze siedem kolejek pozwolę
sobie nazwać Dragomira Okukę zwycięzcą tego sezonu. Myślę, że nie ma w tym
większej przesady. Okuka wykazał się naprawdę dużą odpornością psychiczną. Nie jeden szkoleniowiec nie wytrzymałby nagonki na swoją osobę ze strony prasy i kibiców. Jugosłowianin jednak nie przejął się kłodami rzucanymi mu pod nogi i robił swoje. A, że robił to dobrze świadczy miejsce w tabeli jakie obecnie zajmuje Legia w grupie mistrzowskiej. Drużyna skazywana przez większość na bronienie się przed spadkiem z ligi, kroczy pewnie po tytuł mistrzowski! I z całą odpowiedzialnością mogę napisać iż jest to zasługa obecnego jej trenera. I tak jak ciekawiło mnie samopoczucie zwolenników Smudy tak ciekawi mnie samopoczucie największych oponentów Okuki, których przed sezonem nie brakowało. I ponownie z pełną satysfakcją mogę się pochwalić, że mimo wcześniejszych niepowodzeń Okuki nigdy nie zwątpiłem w jego fachowość. A to, że Okuka fachowcem jest nie podlega żadnej wątpliwości. To właśnie pod jego wodzą po długich latach przerwy, Legia w końcu znajduje się na czele tabeli i zdecydowanie wyprzedza pozostałe zespoły, a gra piłkarzy może cieszyć większość kibiców. Wreszcie Legia prezentuje swój własny styl, czego brakowało w ostatnich latach. Na pewno cieszy to, że Legia gra do końca i nie odpuszcza już teoretycznie łatwiejszych meczów,co było nagminnie czynione w poprzednich
sezonach. Wszyscy pamiętamy tracone punkty w meczach wyjazdowych w Grodzisku, Zabrzu czy Olsztynie. Wydaje się, że nawyk ten Okuka potrafił
wyeliminować.
Nie obyło się jednak też od wpadek naszego "Dragona". Na pewno należą do nich
przegrane w obu meczach z najsłabszą obecnie drużyną naszej ligi Śląskiem
Wrocław. Na szczęście nie miały one wpływu na układ tabeli, ale szkoda kilku
dodatkowych punktów. Generalnie jednak należy być zadowolonym z efektów
dotychczasowej pracy Okuki z zespołem Legii. Drużyna jest na najlepszej drodze do zdobycia tytułu mistrzowskiego. I to jest najważniejsze. Jeśli "Drago" osiągnie cel, czyli zdobędzie tytuł z Legią będzie bohaterem Warszawy i kibiców "wojskowych". Można być pewnym, że jeśli Legia sięgnie po koronę już w przedostatnim meczu u siebie z Odrą 27 kwietnia to Okuka zostanie wyniesiony ze stadionu na rękach kibiców jako wielki zwycięzca.Oby tylko ten piękny sen się nie skończył i oby okazał się on jawą właśnie już za miesiąc. Na pewno życzą sobie tego wszyscy prawdziwi fani warszawskiej Legii. Pozostaje już tylko na koniec napisać "powodzena Drago".
Felieton
Drago zwycięzca
poniedziałek, 25 marca 2002 09:30
Sebastian Mazur