Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Pitolenie

poniedziałek, 25 marca 2002 14:28
Genezyp Kapen

Do futbolu ligowego w wykonaniu legijnym wdarł się nowy element: rachunkowość. Kibice zamiast zająć się podnoszeniem jakości dopingu, opracowywaniem pieśni okolicznościowych oraz wyznaczaniem nowych norm etycznych jakie powinny regulować kwestię obijania twarzy kibicom drużyn przeciwnych, zajęli się skomplikowanymi wyliczeniami. Siedem kolejek i siedem punktów. Z tego cztery kolejki na wyjazdach, w tym dwie z bezpośrednimi rywalami. Ale ci rywale spotkają się jeszcze między sobą w Krakowie... My też gramy w Krakowie... Gdybym był księgowym na pewno nie miałbym okazji pisać do Państwa niniejszych słów, bo gromadziłbym szmalec w jakiejś korporacji założonej przez biznesmenów z Przasnysza i Białołęki. Skoro nie jestem, pozwólcie, że porzucę emocje jakie towarzyszą zazwyczaj przy wypełnianiu PIT-u i przejdę do kwestii piłkarskich.


W piątek oczęta moje strudzone śledziły pojedynek na szczycie naszej z przeproszeniem ekstraklasy pomiędzy potentatem Amicą i obrońcą tytułu Wisłą. O tym, że wronkowcy urwą co nieco Wisełce byłem przekonany jeszcze długo przed rozpoczęciem tego spotkania. Po kwadransie miałem jednak niejasne przeczucie, że coś jest grane, tylko ja nie wiem co. Trwa jakaś bardziej zaawansowana rozgrzewka czy może krety skopały boisko.... No cóż, był to jednak mecz. Skala nieudolności tak wielka, że wyglądało to wszystko na kiepsko wyreżyserowana próbę nawet nie generalną przed występami orkiestry ochotniczej straży pożarnej w Grójcu. Przeżyłem jeszcze kilka wstrząsów, bo obaj trenerzy uznali, że mecz był dobry, dramatyczny i mógł się podobać. A najbardziej zdumiał mnie mistycyzmem owiany trener Kasperczak, który zademonstrował całkiem szczere... zadowolony z porażki. Zadowolony był także piłkarz Sypniewski, bo kopnął tak, że piłka wpadła do siatki i to nie własnej. To dzięki temu, że Gęsior skorygował lot piłki... i udowodnił tym samym przydatność do drużyny z Krakowa.... w roli korektora strzałów Sypniewskiego.
Nazajutrz Legia wyślizgała zwycięstwo z Ruchem i stało się. Widmo mistrzostwa zajrzało nam w oczy. Niby OK, ale proszę zauważyć, że regułą w naszej lidze jest to, że biedni leją bogatych, że głodni dokopują sytym, że wszystko można wybiegać i wywalczyć. A trudniej walczyć o coś, co już się zdobyło. Najtrudniej walczyć, gdy się uwierzyło, że jest się tak dobrym, że wystarczy kopnąć ze dwa razy piłkę a przeciwnik sam ucieknie. Ileż razy to przerabialiśmy? Prawda jest zaś taka, że wyszkolenie naszych (wszystkich ligowych) piłkarzy jest tak marne, że i tak o 85 proc. sukcesu decyduje wybieganie, ruchliwość i zaciekłość, o czym mam nadzieję niejednokrotnie przekona nas dream team z Krakowa. Ufam tylko, że Okuka o tym wie. Że Kubicki nie po to ganiał drużynę przez całą zimę, żeby ta teraz roztrwoniła ciężko wypracowany dorobek.

Liderowanie z przewagą punktową groźne jest dla psychiki. W szarych komórkach panoszyć zaczyna się puntatorstwo. Łydki drgają, bo jest blisko, a jednak trzeba jeszcze walczyć. Proszę przypomnieć sobie mecz Legia - Górnik z 1994 roku. Pełna Łazienkowska, w pamięci świeże zwycięstwo 5:2 nad tym samym Górnikiem w Pucharze Polski, świadomość, że do tytułu wystarcza remis... Legia była wtedy o dwie klasy lepszą drużyną a omal nie skończyło się klapą, a jeszcze co niektórzy kibice do dziś wypominają trzy czerwone kartki, jakie wtedy ujrzeli zabrzanie. Bo cały świat jest za Legią proszę państwa i tylko nam się wytyka nadużycia. Gdyby sumiennie pozabierać wszystkie kupione i nieuczciwie zdobyte tytuły, pozbawić kluby zwycięstw koniunkturalnych i zweryfikować wszystkie ustawione mecze... myślę, że Legia Warszawa zaliczyłaby sporo dodatkowych trofeów. Żeby nie rozdrabniać włosa na czworo, przejdę do konkluzji.

Jeśli jeden cel został zrealizowany, natychmiast trzeba wyznaczyć sobie następny. Ja proponuję założyć sobie zdobycie minimum 6 punktów, z tym, że na boiskach Amiki i Wisły. A przed realizacją proponuję nie mówić więcej o mistrzostwie. Inaczej liga i tak słabiutka przestanie w ogóle nas emocjonować. Utoniemy w liczbach. A przypominam, że jedna frajerska porażka np. z Polonią u siebie może wszystko przewrócić do góry nogami. Ale bądźmy dobrej myśli, wiemy my i wiedzą Okuka z Kubickim, że Legia musi ten tytuł wywalczyć - wybiegać. To jedyna metoda. W pojedynku głodni kontra syci nasi gracze powinni zachowywać się jak głodomory ogołocone ze wszystkich dóbr przez rywali. Pocieszające jest to, że sukcesy Legia odnosi w dość rezerwowym składzie. Magiera nieźle sprawdza się ostatnio w obronnych działaniach (w Wodzisławiu wsadził nawet woleja pod poprzeczkę, ale trafił w Bęben), umie znaleźć się tam gdzie piłka spada pod bramką, bo prezentuje inteligencję wyższą od przeciętnej na naszych boiskach, ale sztywne nogi nie pozwalają mu przewagi szarych komórek przełożyć na sukcesy boiskowe, natomiast Sokołowski z Kiełbowiczem głównie biegają. Ostatni nawet coś trafił, ale też lepszy jest w odbiorze niż w ofensywie. Myślę, że można oczekiwać na się wsparcie głównie ze strony Karwana, Wróblewskiego, Szali i... Piekarskiego. Ten ostatni w końcu musi okazać się choćby pełnowartościowym zmiennikiem. Może okazać się to nieodzowne w korespondencyjnym pojedynku na punkty. Wisełka wierzy w to, w co Legia wierzyła rok temu - w korzystny układ spotkań. Jak wspomniałem, musimy po raz kolejny dowieść, że PZPN lubi Legię i układ spotkań dla Wisły ułożył bardzo niekorzystnie, o czym przekonają krakowian bolesne porażki na własnym boisku z głównymi konkurentami do tytułu.
Maciej Szczęsny na jednym a czatów przyznał z właściwą sobie skromnością, że Wisełka jest skazana na zwycięstwo i to szczególnie na zwycięstwo na Łazienkowskiej. Swoją drogą chętnie poznałbym przyczyny tak nieprzejednanej nienawiści pana Macieja tak do naszych działaczy wszelakich jak i do naszego klubu jako takiego. Jednak teraz, kiedy jest szansa zrobić innemu to, co nam przez tyle lat było niemiłe, trzeba ją wykorzystać i wkopać Wisełce w Krakowie. Bez tej kropki nad i sezon uznam, co najwyżej za średnio udany. Jesteśmy im to winni i nie powinno być mowy o robieniu niespodzianki. Oni się spodziewają przegranej, więc nie możemy sprawić zawodu.


Dylematy prawdziwego chuligana


Na jednym z forum znalazłem post podpisany przez pewnego kibica artykułującego bardzo groźne treści. Podpis był taki: „Ruchofan”. Do tej pory nie mam pewności czego fanem jest ów groźnie brzmiący dżentelmen.

Przeciętna dysputa chuligańsko-kibicowska w Internecie wygląda mniej więcej tak:

Kibic czerwony: Ci i ci wtedy i wtedy wyłapali od nas oklep.

Kibic niebieski: Ty taki i owaki, było was więcej, mieliście sprzęt, wśród nas był staruszek, kobiety i czereda dzieci w szalikach, a ustawić się nie chcieliście.

Kibic czerwony: Ty taki owaki i jeszcze raz taki a owaki jeszcze bardziej: sami w X napadliście na nas kupą, mieliście sprzęty, a naszemu fanowi ze Żłobka w Y zabraliście pieluchy w barwach klubowych. Wyłapaliście oklep i jeszcze nie raz wyłapiecie. Sami się chwaliliście, że ustawki was już nie interesują i teraz będzie wojna, bo jednoczycie siły, więc nie miej pretensji, że my też zjednoczyliśmy, a właśnie odkryliśmy, że walnięcie kogoś trzonkiem daje lepsze efekty niż walnięcie gołą pięścią.

Kibic niebieski: Ty taki, a taki owaki, a już owaki w szczególności i jeszcze bardziej owaki owaki. Nie sprzeczam się, niech będzie 3-2 dla was, ale teraz jak nabierzemy sprzętu ( bo nasze odkrycie wcale nie ustępują waszym) w złomowisku za rzeczką, to jak przyjedziecie wy tacy tacy tacy owacy, a owacy po trzykroć to fartuszki przedszkolne pogubicie panienki jedne. A ile was było w G? itd. itp.”

Na stronie http://free.of.pl/h/hools1/ znalazłem info, które spowodowało odwleczenie decyzji o skrobnięciu całego artykułu o hools. Strona donosi, że doszło do starcia sił kibicowskich Schalke i Lechii Gdańsk. Przedmiotem sporu były zapewne różnice światopoglądowe, natomiast podmiotami sporu były grupy kibiców o łącznej liczbie 2. Zwarcie uczestników w systemie 1x1 jak donosi strona zakończyło się „wjazdem psów” – oczy sami jak mniemam uznali za stosowne powiadomić opinię publiczną.

Ustawki są zatem w regresie, a ruch hools nie wypracował jeszcze zastępczej metody załatwiania naglących różnic światopoglądowych. Triumfy święcą zatem napady na pociągi, autokary, wjazdy pod kasy klubowe, na sektory kibiców – najczęściej bogu ducha winnych, co wpływa na obniżenie frekwencji. Czyli nastąpił powrót atrakcji chuligańskich na stadiony i miejsca użyteczności publicznej. Nie rozstrzygnięto także kwestii kogo można bić, kiedy, czym i w jakich okolicznościach. Otóż wielkim problemem środowiska jest ustalenie, które mordobicie jest mordobiciem właściwym i może być zaliczone jako pełnowartościowy oklep, którym można się chwalić m.in. na forum internetowym. Jak już ktoś oklepie kogoś natychmiast okazuje się, że

a) oklep owszem miał miejsce, jednak wzięli go ci, którzy pierwotnie chwalili się że go dawali,

b) oklep zakończył się remisem, do czego obie strony dochodzą po kilku godzinach ożywionych debat,

c) oklep miał miejsce, ale zamiast przodującej bojówki chuligańskiej oklepano rodzinę wyjeżdżającą na wczasy, przy czym dziadka wzięto za lidera wrogiej nabojki i skrojono mu kalesony, bo były pożółkłe, a to kojarzyło się ze znienawidzonymi barwami wroga,

d) oklep jest nieważny, bo użyto w jego przeprowadzaniu trzonków do siekier, motyki ogródkowej, desek z pobliskiej budowy, elementów płotu pochodzących z pobliskich działek rekreacyjnych pracowników PKP,

e) oklep jest nieważny bo napastników było więcej,

f) oklep jest skandaliczną kompromitacją atakujących, bo napadli słabszych.


Wielkim dylematem filozoficznym jest procedura przeprowadzania akcji, która ma zakończyć się zdobyciem barw wroga, przy czym powinna być wymierzona w bojówkę wrogiego klubu. Problem polega na tym, że bojówka rzadko jakikolwiek flagi posiada, w związku z tym pozostaje napadanie na ultrasów, którzy flag mają w bród, za to nie bardzo zajmuje ich sama procedura oklepu w celach bliżej niesprcyzowanych – o czym świadczy powyższy wywód. Ultrasów zajmuje info, kto w jakiej liczbie stawił się w Pipidówku A na nasypie ziemnym zwanym „trybuną na kurwidołku” i ile rac odpalił oraz co śpiewał. Ja rozumiem, nie każdy ma słuch muzyczny, rozumiem że krzepa w ryncach zobowiązuje, a jeszcze jak ktoś całe życie spędził w bloku, słuchając tylko mołojeckich historii jak to się zabawę w remizie rozpędzało, to wobec całkowitego braku innych możliwości istnienia może wybrać tylko chuligankę. Tylko proszę panów chuliganów, żeby nie starali się dorabiać ideologii do zwyczajnego lania po ryju, gdyż w wykonaniu krajowym jak słyszę czytam – i mam nadzieje się nie przekonam – nie różni się ono niczym od zwykłej awantury żuli w bramie, tramwaju czy innym miejscu, gdzie ktoś na kogoś napada. Gdyby to ode mnie zależało zaimprowizowałbym ogrodzoną arenę na każdym z osiedli, gdzie miłośnicy rzadkiego uzębienia mogliby udowadniać wyższość swoich racji bez stresu, że kulminacyjnym momencie nastąpi interwencja sił porządkowych i rezultat sporu trzeba będzie rozstrzygać przez tydzień na różnych stronach internetowych. Wskazane byłoby, żeby okładali się na owych wyznaczonych placach boju do upadłego. Życzyłbym im wtedy stuprocentowej skuteczności. W innych okolicznościach - nie życzę.






Michał Siwik:

po raz kolejny bardzo dobry interesujacy i inteligenty felieton , bardzo
dobrze sie czyta, najwiekszym mistrzem z niego jest : Magiera nieźle sprawdza
się ostatnio w obronnych działaniach (w Wodzisławiu wsadził nawet woleja pod
poprzeczkę, ale trafił w Bęben), umie znaleźć się tam gdzie piłka spada pod
bramką, bo prezentuje inteligencję wyższą od przeciętnej na naszych boiskach,
ale sztywne nogi nie pozwalają mu przewagi szarych komórek przełożyć na
sukcesy boiskowe



Marcin Rycak:

Artykuł Pana "Genezyp'a" jest fantastyczny, oby więcej takich.


Maciej Nowak:

w sumie dobre też nienawidzę kiboli hoolsów i ultrasów kutasów wszelkiej maści a kto wygra ligę myślę że jednak Wisła :))


Marcin K:

Naprawdę dobra analiza, zarówno naszej ligi jak i tzw. hoolsów. Wnioski
niezbyt miłe ale prawdziwe. Zwłaszcza ten, że w naszej "ekstraklasie"
mistrzostwo zdobywa się bieganiem a nie wirtuozerią techniczną. A co jest
dobrą motywacją do biegania (oprócz pieniędzy oczywiście) - głód sukcesu. I w
tym tkwi niestety przewaga Legii nad Wisłą. Piszę niestety, bo jestem kibicem
Wisły.

P.S Gratuluje "ciętego pióra".

P.S' Mecz z Legią w Krakowie, jeśli nawet nie będzie szans na mistrzostwo,
będzie potraktowany bardzo poważnie. Przynajmniej przez kibiców...



Yaroc:

Musze przyznac ze sie niezle ubawilem. Felieton jest naprawde super! Pozdrowka dla kibicow Wisly i dla autora felietonu.


Pe?symista:

felietony Kapena sa super, ony tak dalej . i mam propozycje aby sie
zastanowic po co tak naprawde nam mistrzostwo?

zalozmy ze juz je mamy, i co ?

odchodzi karwan, miecielowi na powrot sie nie zbiera, pewnie odejdzie
piekarski, citko wroci ale nie do nas...

kto bedzie gral w champions league? nie wydaje mi sie zeby bylo stac legie
na kogos z klasa (nawet srednia). acimovica nikt nam za darmo nie podrzuci,
nie ma sie co ludzic.

wiec jesli legia bedzie dalej grala tak jak gra (nie chodzi o wyniki tylko o
sama gre), to bardzo cienko widze nawet pierwsza runde eliminacji LM.
drugiej w ogole nie widze. w tej chwili mysle ze legia powalczylaby ale o
utrzymanie w II lidze niemieckiej, wloskiej, hiszpanskiej. z taka gra nie
mamy czego szukac w europie, nawet wschodniej. a najgorsze jest to ze gra
sie nie poprawia od wielu lat, jak bylo za smudy tak jest i teraz, tylko
wyniki troszeczke lepsze bo troche wiecej szczescia. legia w ogole nie gra
"w pilke", tak jak chociaz oststnio ruch w warszawie , czy wisla w
poprzedmim sezonie, pilka chodzila im od nogi do nogi , bylo na co
popatrzec. a u nas? to samo od kilku lat: kopnij i biegnij. zero
pomyslowosci w akcji , skladnosci, jedna wielka kopanina.
dlatego tez nie wydaje mi sie zeby te mistrzostwo bylo nam tak bardzo
potrzebne i niezbedne. moze dla kibicow. ale mistrzostwo prowadzi do LM , a
tam nie ma miejsca na takie cos w co gra legia





Skomentuj felieton wysyłając maila na adres: legia@futbol.pl

Podaj ten news dalej: