Występ Wojciecha Hadaja w meczu z Wisłą okazał się jednorazowy, a w spotkaniu z Ruchem nie można już było usłyszeć jego głosu. Jaki był tego powód? Oficjalnego stanowiska władz klubu nie udało nam się uzyskać. Nieoficjalnie można było usłyszeć, że Wojtek odmówił współpracy. Sam zainteresowany chętnie udzielił wyjaśnień: "Przed meczem z Wisłą moją pracę zorganizowano tak, że wbrew wcześniejszym ustaleniom kolumny nagłaśniające zostały przeniesione tylko pod Żyletę, bo tam podobno siedzą moi kibice, wyłącznik głosu znalazł się w rękach policji, na wypadek gdybym gadał głupstwa, natomiast siła nagłośnienia została obniżona o połowę (choć i tak była słabsza niż oficjalne nagłośnienie). Ponieważ uznałem, że w takich warunkach mój wysiłek nie ma żadnego sensu, zapowiedziałem, że jeśli klub nie zmieni swojego stanowiska, ja nie będę się wygłupiał i krzyczał do mikrofonu, choć kryta nie słyszy mnie wogóle, a Żyleta bardzo słabo. Przed meczem z Ruchem, kiedy podtrzymałem swoją decyzję, rzecznik prasowy Legii poinformował mnie, że w każdej chwili mogę zostać wyprowadzony ze stadionu, bo moja wejściówka wydana przez klub jest w tej sytuacji nieważna. Czy to wszystko jest normalne?" - kończy Hadaj.
Co z Hadajem?
wtorek, 26 marca 2002 16:25
źródło: Nasza Legia