Polska przegrała z Japonią 0-2 (0-2) w towarzyskim meczu piłkarskim rozegranym w Łodzi.
Bramki: Hidetoshi Nakata (10), Naohiro Takahara (42).
Sędziował: Hermann Albrecht (Niemcy).
Widzów: ok. 6 tys.
Polska: Jerzy Dudek (46-Radosław Majdan), Tomasz Kłos, Tomasz Wałdoch (46'Jacek Bąk), Tomasz Hajto, Michał Żewłakow (46'Jacek Krzynówek), Tomasz Iwan, Radosław Kałużny (79'Arkadiusz Bąk), Piotr Świerczewski (46'Bartosz Karwan), Marek Koźmiński, Paweł Kryszałowicz (46'Marcin Żewłakow), Emmanuel Olisadebe.
Japonia: Yoshikatsu Kawaguchi, Naoki Matsuda, Tsuneyasu Miyamoto, Koji Nakata, Kazuyuki Toda (80'Tomokazu Myojin), Daisuke Ichikawa (71'Yasuhiro Hato), Junichi Inamoto (54'Takashi Fukunishi), Hidetoshi Nakata, Shinji Ono, Takayuki Suzuki, Naohiro Takahara (54'Tatsuhiko Kubo).
Japonia okazała się z pewnością bardziej wymagającym przeciwnikiem dla reprezentacji Polski niż można było przypuszczać przed meczem. Od początku szybcy i ruchliwi podopieczni francuskiego trenera Phillipe'a Troussiera sprawiali wiele kłopotów wolniejszym Polakom.
Co prawda pierwszą groźną akcję przeprowadzili "biało-czerwoni", ale Emmanuel Olisadebe nie zdołał trafić do bramki z ośmiu metrów.
W dziesiątej minucie goście objęli prowadzenie. Ruchliwy pomocnik Daisuke Ichikawa przejął piłkę po prawej stronie boiska i ostro dośrodkował na pole karne, gdzie błąd polskich obrońców wykorzystał Hidetoshi Nakata i ostrym strzałem po ziemi nie dał szans Jerzemu Dudkowi.
W 16 minucie bramce Yoshikatsu Kawaguchiego po raz drugi zagroził Olisadebe. Dobrze opanował piłkę w polu karnym, uderzył po ziemi obok bramkarza, ale piłka o kilka centymetrów minęła prawy słupek. Chwilę później napastnik Panathinaikosu Ateny popisał się rajdem przez prawie pół boiska, ale jego dośrodkowanie wyłapał Kawaguchi.
W pierwszej połowie nie popisali się również polscy kibice. Zza bramki Jerzego Dudka rzucono na boisko petardę, która wybuchła obok polskiego bramkarza i na kilka chwil go ogłuszyła.
Polacy w dalszym ciągu grali wolno, mało dokładnie i nie potrafili poważnie zagrozić bramce Azjatów. Żadnego efektu nie przyniosły również liczne stałe fragmenty gry egzekwowane przez podopiecznych Jerzego Engela.
Z kolei obie linie obronne często stosowały pułapki offsajdowe. Przynosiły one zakładane efekty, ale polscy obrońcy w innych sytuacjach nie ustrzegli się błędów.
Po raz kolejny na bramkę Dudka uderzał Hidetoshi Nakata, a strzał głową Shinji Ono z pięciu metrów po rzucie rożnym z trudem odbił polski bramkarz.
W 42 minucie Michał Żewłakow po raz kolejny pozwolił dośrodkować Ichikawie, błąd Tomasza Kłosa wykorzystał Naohiro Takahara i zdobył drugiego gola dla współgospodarzy mistrzostw świata. Jeszcze przed przerwą dogodną okazję zmarnował Hidetoshi Nakata, któremu w sytuacji na sam piłkę spod nóg wyłuskał wybiegający z bramki Dudek.
Do drugiej połowy Polacy przystąpili z pięcioma zmianami, ale styl gry "biało-czerwonych" niewiele się zmienił. Podopieczni Jerzego Engela grali uważniej w obronie i agresywniej w ataku, ale nie długo potrafili zagrozić bramce Kawaguchiego.
Grający z kontry goście zagrozili bramce Radosława Majdana. W 61 minucie uderzał głową wprowadzony po przerwie Tatsuhiko Kubo, ale strzał był lekki i w środek bramki.
Obraz gry do końca meczu nie uległ zmianie - piłkarze walczyli głównie w środku pola, gdzie większość bezpańskich piłek padała łupem szybkich, zwinnych i sprytnych Japończyków. Szczególnie dobre wrażenie pozostawił po sobie rozgrywajacy włoskiej Parmy Hidetoshi Nakata, który umiejętnie dyrygował swoimi kolegami.
W 80 minucie Japonia powinna prowadzić 3-0. Po dokładnym dograniu Hidetoshi Nakaty w dogodnej sytuacji znalazł się Takayuki Suzuki, ale jego strzał głową z bliskiej odległości efektownie obronił Majdan. W odpowiedzi groźną akcję przeprowadzili "biało-czerwoni". Po dośrodkowaniu Jacka Krzynówka głową strzelał Marcin Żewłakow. Kawaguchi był jednak na posterunku.
Do końca spotkania wynik nie uległ już zmianie i Japończycy odnieśli zasłużone zwycięstwo.
Wypowiedzi po meczu:
Jerzy Engel, trener reprezentacji Polski: Pierwsza połowa to było chyba najgorsze 45 minut, jakie ta reprezentacja rozegrała pod moją wodzą. Japonia wygrała zasłużenie, była pod każdym względem zespołem lepszym. Zdawałem sobie sprawę, jak silny to jest przeciwnik i dlatego chciałem się z nim zmierzyć właśnie teraz. Nie wiedzieli tego za to ani kibice, ani zawodnicy. I bardzo dobrze, że się przekonali. Nasi piłkarze nie byli przygotowani na tak agresywną grę i taki ścisły presing. Nie odpowiedzieli tym samym i to zadecydowało o porażce. To była dla nas surowa lekcja i pokaz mentalności drużyn azjatyckich. Tak samo będzie grał nasz koreański rywal na mistrzostwach świata. Dla obu drużyn był to tylko test-mecz. Chciałem sprawdzić ustawienie kilku zawodników na kilku pozycjach, dlatego po przerwie zmieniłem czterech graczy. Piąta zmiana - Majdana za Dudka - nie była wcześniej ustalona, ale konieczna, bo Jurek nie słyszał na jedno ucho i nie dało się w przerwie nic na to zaradzić. Jestem pod wrażeniem gry Nakaty. To wielka przyjemność oglądać kogoś takiego na naszych boiskach.
Hidetoshi Nakata, pomocnik Japonii: Ten wynik to wielka sensacja i niespodzianka dla nas. Myślę, że w zwycięstwie pomógł nam mój szybki gol. On podciął skrzydła Polakom, rozbił ich i sprawił, że grali naprawdę źle. Strzeliłem bez wahania i celnie.
Michał Listkiewicz, prezes PZPN: Japończycy pokazali nam jak silne są drużyny azjatyckie i co nas czeka w spotkaniu z Koreą. Drugi gol był filmowy. Należy go pokazywać młodym adeptom futbolu, jak konstruować akcję i kończyć ją golem. Ale tragedii z tej porażki też nie należy robić. Oglądający mecz ze mną pan Kazimierz Górski przypomniał, jak jego drużyna w ostatnim meczu przegrała 0-3 z Polonią Bytom, a potem zdobyła złoty medal na igrzyskach olimpijskich. Lepiej więc dziś przegrać z Japonią, niż 6 czerwca z Koreą. Było tu zresztą sporo dziennikarzy z Korei i bardzo dobrze, niech sobie myślą, że mamy słabą drużynę. A przecież Polacy nigdy nie grają dobrze w spotkaniach towarzyskich. Natomiast nie zgadzam się w jednym z trenerem Engelem - że selekcja na Mundial już jest skończona. Moim zdaniem powinna trwać do ostatniego dnia przed wyjazdem. Przypomnę, że np. Władysław Żmuda załapał się na wyjazd w ostatniej chwili i jak dobrze się to skończyło. Jeśli chodzi o petardę, która trafiła w Dudka, cóż, to był incydent jakiegoś jednego idioty. Kibice natychmiast przeprosili Jurka i mam nadzieję, że sami złapali sprawcę i oddali go w ręce porządkowych. Po za tym publiczność była w porządku.
Tomasz Hajto, obrońca reprezentacji Polski: Zagraliśmy poniżej oczekiwań, ale to ta drużyna wywalczyła awans do mistrzostw świata. Razem wygrywaliśmy to i razem przegrywamy. Gorszy mecz zawsze może się zdarzyć i lepiej, że teraz, a nie za dwa miesiące na mundialu. Ta porażka dobrze nam zrobi, sprowadzi na ziemię. Kolejnego przeciwnika na pewno nie zlekceważymy. A tu nie zagraliśmy tak, jak prosił trener - agresywnie od pierwszych minut. Zupełnie się zdekoncentrowaliśmy. I otrzymaliśmy w zamian półtoragodzinną lekcję jak się gra na mistrzostwach świata.
Jerzy Dudek, bramkarz reprezentacji Polski: Japończycy byli od nas lepsi pod każdym względem, dużo szybsi, bardziej agresywni. Ale obie bramki padły nieszczęśliwie, trochę przez to kiepskie, nierówne boisko - współczuje chłopakom, że tu muszą grać co sobotę. Przy pierwszym golu Nakata strzelił mi ostro w krótki róg, byłem bez szans. Mogłem wybić piłkę, ale mi podskoczyła. Na szczęście do mistrzostw świata jeszcze daleko. Ale też wiadomo, że walczyć o tytuł tam nie jedziemy.
Phillipe Troussier, trener Japonii: Cieszy mnie ten wynik i to, że udało nam się znaleźć właściwą odpowiedź dla siłowej, bardzo atletycznej gry Polaków. Tego się właśnie obawiałem, czy potrafimy sobie poradzić przeciwko drużynie grającej w takim stylu. Mam nadzieję, że japońscy piłkarze uwierzą teraz w siebie, że potrafią wygrywać z każdym. Z drugiej strony to był tylko mecz towarzyski, nie popadamy więc w zachwyt - przed mistrzostwami świata czeka nas jeszcze sporo pracy.
Radosław Kałużny, pomocnik reprezentacji: Każdemu zdarzają się takie mecze, że nic nie idzie. Kiedyś musiało trafić na nas. Zagraliśmy bez determinacji, nieagresywnie. To my powinniśmy zagrać tak, jak Japończycy. Teraz wiemy przynajmniej, co nas czeka na mistrzostwach świata. Cóż, trzeba z tej lekcji wyciągnąć wnioski. Za trzy tygodnie mecz z Rumunią i na pewno zagramy inaczej.
Emmanuel Olisadebe, napastnik reprezentacji: Ta drużyna wywalczyła awans do mistrzostw świata i jej jeden gorszy mecz o niczym nie przesądza. Szkoda, nikt nie lubi przegrywać, ale lepiej przegrać tu i z Japonią, niż na mistrzostwach świata z Koreą. Ja w drugiej połowie dostałem łokciem w tył głowy i dlatego przestałem grać. Ale nam wszystkim brakło dynamiki, a Japończycy ją mieli. Przed nami jeszcze dwa miesiące do mistrzostw i jeszcze wszystko co złe, można zmienić na lepsze.