Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Harakiri

czwartek, 28 marca 2002 07:53
Genezyp Kapen

Seppuku



Trochę naczekałem się, żeby uzyskać pretekst do napisania niniejszego tekstu. Jeszcze podczas meczu Walia-Polska przekonywałem sąsiada, który ze mną oglądał owo widowisko, że nie warto się denerwować, bo nasza reprezentacja to nie jest prawdziwa drużyna. Później wolą niebios, zbiegów okoliczności, a także dzięki nieudaczności Walijczyków, a i Norwegów wychodziło, że to ja nie bardzo wiedziałem, co mówię, choć widziałem dokładnie to, o czym zawsze chciałem powiedzieć. Kiedy wreszcie chłopcy Engela zagrali tak, jak lubię najbardziej, nakreślę fragment swej wizji obrazoburczej, którą pierwotnie chciałem zatytułować „Dlaczego nie warto kupować dekodera Polastu, czyli o tym, jak wrócimy z mistrzostw świata po trzech meczach.”


Bóg, honor, ojczyzna


Kwestia pierwsza i zasadnicza - nasi piłkarze nie potrafią grać w piłkę nożną. Jedyne co potrafią to walczyć o piłkę jak o niepodległość pipidówka, w którym dorośli. Engel doszedł do mistrzostwa w rozjuszaniu naszych orłów przed ważnymi meczami. A to pokazał film nalotami na Polskę z okresu II wojny światowej, a to wspomniał, że cały naród czeka na sukces i takie tam różne wyzwalacze agresji stosował. Przed meczem niezbyt ważnym, a mianowicie towarzyskim i to z Japonią, rozsierdzić naszych chyba nie miał ani jak, ani zapewne czym. Mógłby im wyświetlić np. jak przodkowie naszych środowych rywali ścinali głowy jeńcom wojennym lub zatapiali okręty alianckie stosując metody terrorystyczne – kamikaze. Widocznie Filmoteka Narodowa nie była w stanie przygotować na czas odpowiednich materiałów.

Nasi wyszli więc na boisko i usiłowali robić to, o czym nie mają pojęcia, czyli grać w piłkę. Bez zadęcia patriotycznego, bez udowadniania, że potrafimy ginąć nie tylko za Gdańsk oraz bez konieczności łamania nóg znienawidzonym przeciwnikom. Czyli na wstępie nasi utracili wszystkie atuty. I dowiedli w sposób dobitny, że o grze w piłkę pojęcia nie mają żadnego, co dla mnie nie było znowu czymś odkrywczym. Natomiast pojęcie o elementach towarzyszących grze w piłkę mają zaledwie mgliste.

Starcie z potomkami samurajów wyglądało zatem jak wyścig po zatłoczonym mieście lokomotywy na węgiel ze skuterem japońskim. Okazało się, że mozolnie odbudowywana po licznych urazach masa mięśniowa naszych asów przeszkadza w pojedynkach ze zwrotnym, szybkim, poruszającym się z lekkością rywalem. Zamiast nowych strojów Pumy, nasze siermiężniki powinny być odziane na ten mecz, jak i zapewne na cały mundial we włosiennice, powrósła i inney kondycyi szaty pokutne, które idealnie pasowałyby do prezentowanego przez nich stylu ekspresji boiskowej. Gdyby tak jeszcze rozdać im topory tarcze...

Engel liczył zapewne, że jak pokaże rywalom jedyne w swoim rodzaju oblicza Iwana i Krzynówka w drugiej połowie, to nawet najwytrwalsi potomkowie dzielnych samurajów nie wytrzymają takiej nawałnicy wrażeń i rozpierzchną się po boisku, zostawiając wolne pole dla Oliego. Nic z tego, podobno dla żółtych każdy biały wygląda tak samo, więc najpoważniejsza broń na końcówkę naszego coacha meczu zawiodła.

Po zakończeniu przypomniała mi się pełna humoru wypowiedź zawodnika Świerczewskiego, który zauważył na łamach prasy, że kibice japońscy kompletnie nie znają się na futbolu, gdyż oklaskują auty i emocjonują się kornerami. Przewaga polskich kibiców nad japońskimi wydała mi się równie znaczna jak japońskich piłkarzy nad polskimi...


Gadające głowy


Analogicznym refleksem jak nasi zawodnicy w grze popisywali się komentujący spotkanie w TVP 2 Dariusz Szpakowski i Jan Tomaszewski. Ledwie ten drugi raczył zauważyć, że wszystko idzie dobrze, a on oczyma wyobraźni (mam nadzieję) widzi cały czas Koreańczyków w granatowych koszulach, gdy Japońce strzelili nam gola. Później trafiony został Jerzy Dudek przez jakiegoś „znającego się na piłce” ’Irokeza zza bramki łódzkiego stadionu. Niepokój komentatorów wygasł jednak szybko, gdy tylko okazało się, że Dudek dostał zwykłą petardą, nie zaś rakietą przeciwlotniczą marki Strzała, serię których ukradziono rano tego samego dnia z jakiegoś transportu kolejowego i w które mieli prawo być wyposażeni najlepsi kibice na świecie, gdyż kontrola przy kasach była równie pieczołowita jak ochrona owych rakiet w transporcie pociągowym.

Przy okazji znakomity duet komentatorski Szpakowski-Tomaszewski dostrzegł, że w grze w piłkę dopomaga wyszkolenie techniczne, którą to umiejętnością Azjaci przewyższali naszych. Całe życie sądziłem, że futbol polega właśnie na technice, bo biegać za piłką można nauczyć nawet dowolnego czworonoga. Otóż światli ci mężowie wyprowadzili mnie z błędu. Z pełnym przekonaniem utrzymywali, że nasza kadra aż do meczu z Japonią nie była świadoma przewag jakie daje wyszkolenie techniczne, w związku z tym bagatelizowali je. I jak podkreślali co chwilę Szpakowski z Tomaszewskim warto było wydać te 250 tys. dolarów na mecz z Japończykami, gdyż teraz nie ma wątpliwości co do tego, że nasi zawodnicy są skandalicznie wyszkoleni technicznie i że element ów jest rzeczywiście istotny. Ponieważ czasu nie ma doszkolenie nasze sztab szkoleniowy za rada sztabu telewizyjno-komentatorskiego doszedł do konstruktywnego wniosku, że należy w takim razie więcej biegać. A zważywszy, że w gorącym klimacie azjatyckim przyjdzie biegać intensywnie co cztery dni podczas meczów mistrzowskich, spodziewać się należy, że nasi kadrowicze wytrzęsą cały przeznaczony na mundial zapas sadła - zapuszczonego na ławkach rezerwowych już w ciągu dwóch gier. A pamiętamy jak znakomicie nasze kochane siermiężniki wypadały w meczu środowym po batalii niedzielnej w eliminacjach... np. z Białorusią.

Ciekawe ile trzeba będzie wydać jeszcze, aby przekonać się w miarę wcześnie przed czerwcem, czym może nas zaskoczyć team USA...


Cytat dnia


„Zamiast my ich złapać na pressing, oni nas złapali i nie możemy rozegrać 3-4 podań” -
Jan Tomaszewski


PS. Mam prośbę do kibiców. Gdyby któryś z was zauważył na mieście jakieś rakiety przeciwlotnicze, proszę nie zabierać i nie wnosić na stadion, tylko zawiadomić odpowiednie służby. Wprawdzie jakieś rakiety znaleziono, ale nie wiadomo czy tyle, ile zginęło i czy te same. Dobranoc Państwu.


PS 2. Z piłkarzami Legii rozprawię się pewnie w terminie poświątecznym. Rozumieją Państwo, jajka, dyngusy itp.







ARTUR:

Zawsze lubilem felietony p. Kapena, ale ostatnio trąci tak niesamowitym pesymizmem ze juz sie nie da tego czytac. Panie G., publicystyka to nie tylko uzalanie sie nad swiatem i wszystkim co nas otacza... Bedzie Pan bardziej wiarygodny gdy zrownowazy Pan ilosc wylanego kwasu chociaz odrobiną slodyczy ktorej - nie zaprzeczy Pan - legionisci nam troche dostarczyli... I radze
pogodzic sie z tym ze mistrzami swiata nie zostaniemy, latwiej bedzie pogodzic sie z trafiajacymi sie czasem gorszymi wystepami repry :) pozdrawiam i wesolych Swiat :)


Sławomir Zając:

Uważam tą publikację za totalny bełkot... Ten gość (Genezyp) pewnie do wszystkiego w życiu podchodzi pesymistycznie. Po jednym przegranym
towarzyskim meczu nie należy robić takiej nagonki. Sam jestem ciekaw jakie oblicze ma Pan Genezyp, może mówi tak o Iwanie i Krzynówku trapiony własnymi kompleksami.

P.S. Nie wiem jakiemu klubowi kibicujesz gościu...

P.S.2 W pełni zgadzam się z podsumowaniem pracy redaktora Szpakowskiego i pseudo-dziennikarzyny Tomaszewskiego


marmar:

Moja pierwsza refleksja to cytat z Juliusza Cezara, który podobno
powiedział: "Uważajcie na ludzi, którzy się nie śmieją. Są niebezpieczni".
Ale nie! Cytat ten nie jest właściwy, bo - na Boga - jakim cudem ponurak
wytrzymałby w dobrym zdrowiu okrągły rok, w którym Engelowa reprezentacja co
i rusz wyśmiewała jego święte przekonanie. Nawet gdyby tak nie było, to nie
ma obaw, bo po to przytrafił się mecz z Japonią, żeby Kapen miał czas na
odbudowanie zdrowia. Mam tylko nadzieję, że Legia nie przegra w Katowicach,
bo w przeciwnym razie strach będzie otwierać tę stronę. A co do Japonii, to
znowu zacytuję: "Jutro zweryfikuje dziś". Nie wiem kogo to, ale mądre.





Skomentuj felieton wysyłając maila na adres: legia@futbol.pl

Podaj ten news dalej: