- Dlaczego Legia, grając tak dobrze na początku, tak słabo zagrała w drugiej połowie?
Cezary Kucharski: Kluczem do wszystkiego były chyba pojedynki jeden na jeden. My przegraliśmy ich o wiele więcej niż wygraliśmy. Rywale nas mijali i stwarzali sobie przewagę pod naszą bramką. Byliśmy od nich wolniejsi przy startach do piłki. Niby biegaliśmy, ale jednostajnie. Ja wcale nie jestem tak bardzo przemęczony. Sił starczyło do końca.
- Zadowolony jest Pan z tego remisu?
- Tak. Nie zapomnijmy, że graliśmy na wyjeździe, w Katowicach. GKS przez większą część meczu był lepszy, bardziej zdeterminowany. My, oprócz pierwszych 30 minut, słabo graliśmy także w środku pola. Nie umieliśmy utrzymać piłki z dala od własnej bramki. Graliśmy za nerwowo, zbyt niedokładnie. Nie wiem, czemu gramy tak nierówno.
- Kto teraz, Pana zdaniem, jest najgroźniejszym rywalem Legii w walce o tytuł?
- Chyba Amika. Ma do nas cztery punkty straty, a Wisła siedem. Krakowianie wpadli w jakiś "dołek". Ale przed nami mecze we Wronkach i Krakowie. Wszystko się okaże.
- Strzelił Pan 11. gola...
- I miałem asystę! Przypadkowa, bo przypadkowa, ale zawsze asysta. Z bramki się cieszę, bo już dawno nie pokonałem bramkarza rywali głową. Pokazałem Olkowi, gdzie będę wchodził i on tam wrzucił mi piłkę.
Rozmawiał Robert Błoński