Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Nadrobię zaległości

czwartek, 4 kwietnia 2002 13:17
Sylwester Czereszewskiźródło: Przegląd Sportowy

W ubiegłym roku w Legii rozegrał tylko kilka spotkań. Pod koniec jesiennych rozgrywek. Dlatego, że niemal 10 miesięcy spędził w Chinach. Przez kilkanaście tygodni wydawało się nawet, że Sylwester Czereszewski, nie odnajdzie swego miejsca na Łazienkowskiej. Piłkarz myślał chyba podobnie, bo szykował się do wyjazdu do amerykańskiej MLS. W marcu wszystko odmieniło się niczym po dotknięciu czarodziejską różdżką.


Życiowa forma


- Jestem w formie, zwłaszcza strzeleckiej, w jakiej chyba jeszcze nigdy nie byłem - twierdzi "Czereś". - Wiosną rozegrałem w lidze sześć meczów i zdobyłem pięć bramek. Po powrocie z Chin miałem obawy, że mogę mieć zaległości. Jednak tylko przez chwilę, bo ja tam naprawdę ostro zasuwałem. Czasami piłkarze mają dłuższą przerwę po kontuzjach, a w czasie rehabilitacji nie robią prawie nic. Dlatego szybko zacząłem myśleć pozytywnie. Miałem przy okazji trochę szczęścia, że trener Dragomir Okuka widział dla mnie miejsce w ataku. Bo w pierwszej linii czuję się zdecydowanie najlepiej.


- Ostatnią ze wspomnianych bramek, w Katowicach w Wielką Sobotę, zdobył pan jednak w nieprawidłowy sposób. Przed strzałem dotknął pan piłkę ręką.

Sylwester Czereszewski: Ależ ja nigdy nie powiedziałem, że tak nie było! Tyle że tak do końca nie wiem, jak to się stało, bo wszystko działo się w ułamku sekundy. Podczas spotkania myślałem, iż piłka odbiła się od mojej prawej ręki, tymczasem odbiła się od lewej. Zrobiło się dużo szumu wokół tek akcji, moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie. Nie strzeliłem przecież ręką, nawet nie pomogłem sobie - to naprawdę było przypadkowe zagranie.


- Zamierza pan przeprosić piłkarzy GKS?

- Za co? W meczu Pucharu Ligi z Lechem Poznań katowiczanie zdobyli bramkę ze spalonego. I wcale nie było im głupio. A przecież po moim trafieniu na 2:0 GKS potrafił nie tylko wyrównać, ale jeszcze objął prowadzenie. W ekstraklasie zdobyłem dotychczas 61 bramek. A ta ostatnia była pierwszą, która wzbudziła jakieś kontrowersje. Nikogo jednak nie oszukałem, więc nie czuję się w obowiązku przepraszać.


- Pański kontrakt z Legią wygasa 30 czerwca. Działacze podjęli już rozmowy w sprawie nowej umowy?

- Na razie koncentruję się wyłącznie na wygraniu ligi. Jeszcze nigdy nie byłem mistrzem Polski, a podobna okazja, jak wytworzyła się obecnie, długo może się nie powtórzyć. Prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie, żebyśmy mogli tak wielką szansę zaprzepaścić. A na negocjacje kontraktowe przyjdzie czas po zakończeniu rozgrywek. Jestem spokojny, że prezes Leszek Miklas o mnie nie zapomni.

- Słyszałem, że z konkretną ofertą zgłosił się już Stomil. Jest pan zainteresowany powrotem w rodzinne strony i grą w Olsztynie?

- Nigdy nie mówię: nigdy. Podobne spekulacje są jednak przedwczesne. Stomil musiałby powiem spełnić jeden podstawowy warunek - oprócz mnie sprowadzić jeszcze czterech, pięciu klasowych zawodników. Sam niewiele mógłbym zdziałać, a z ekstraklasy ma podobno spaść bezpośrednio aż pięć zespołów. Zresztą o czym my w ogóle rozmawiamy? Gram w Legii, interesuje mnie tylko walka o mistrzostwo Polski. Potem może być szansa na Ligę Mistrzów. Kto by chciał z tego rezygnować?


- Właśnie w Olsztynie grał poprzednio bramkarz Polonii, Andrzej Krzyształowicz. Będzie pan zasięgał opinii o jego słabych stronach kolegów ze Stomilu?

- Nie widzę takiej potrzeby. Liga nie jest duża, wszyscy znamy się bardzo dobrze. Czasami warto tylko wiedzieć czy bramkarz dobrze gra na przedpolu. Bo jeśli wybiega i "wypluwa" piłki przed siebie, to napastnik ma większe szanse na zdobycie gola. Krzyształowicz nie należy jednak do frajerów. Bardzo pewnie interweniuje, nie ma problemów z chwytem.


- Jest też specjalistą od obrony rzutów karnych. Podejmie się pan wykonywania jedenastki ze świadomością, że Krzyształowicz wiosną już trzy razy wygrał pojedynki z egzekutorami jedenastek?

- Spokojnie. Dotąd w meczach ligowych pomyliłem się tylko raz wykonując rzut karny - w Szczecinie. Wówczas byłem etatowym egzekutorem. Teraz trener Dragomir Okuka nikogo nie wyznacza. Sami na boisku mamy podjąć taką decyzję. I do piłki podchodzi ten, kto się dobrze czuje. Jeśli będzie potrzeba - na pewno nie będę unikał odpowiedzialności. Nie sądzę jednak, żeby arbiter podyktował jedenastkę. Dlatego gola zamierzam zdobyć po normalnej akcji.


- Które to pańskie derby Warszawy?

- Bodaj szóste. I miałem wielkiego pecha, bo tylko dwukrotnie, odkąd trafiłem do stolicy Legia wygrała wysoko. Raz, gdy byłem kontuzjowany, a potem podczas mojego pobytu w Chinach. A kiedy grałem najczęściej remisowaliśmy, głównie bezbramkowo. Dlatego brakuje mi gola w derby Warszawy. Chciałbym tę zaległość nadrobić już w piątek. Okazja jest ku temu znakomita, bo już od dawna Legia nie była tak zdecydowanym faworytem.


Rozmawiał Adam Godlewski

Podaj ten news dalej: