Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Parę przeszkód

czwartek, 4 kwietnia 2002 13:44
Mecenas Paulo

W Legii euforia. Tytuł zdaje się być tuż tuż. Jeszcze tylko te dwa mecze(Poll), tamte dwa mecze (G.K.) i już meta. I confetti. Po Powiślu niesie się już.. "Mistrzem Polski jest..."

Zaraz, zaraz - mówię. To jeszcze sześć meczów! Jeśli nawet jest to już ostatnia prosta w tym wyścigu, jeśli nawet konkurenci są dopiero na wirażu – nie sposób przeoczyć faktu, iż ten ostatni odcinek, inaczej niż w lekkoatletyce, najeżony jest stromymi płotami, poorany bruzdami i urozmaicony głębokim rowem z lodowatą wodą. Po kolei.

Najbardziej boję się...publiczności. Tak, tak. Kibice Legii: najliczniejsi, najwierniejsi, najgłośniejsi lecz niestety – nienajmądrzejszy. Cóż trzeba „dobrze” nastawionemu sędziemu aby przerwać mecz i gwizdnąć walkowera dla gości? Czy nie wystarczy raca rzucona na boisko, petarda rozrywająca się pod stopami liniowego albo w okolicach ławki rezerwowych, kamień, butelka? Cóż więcej potrzeba PZPN-owi, aby taką karę rozszerzyć o zamknięcie stadionu albo i nawet wykluczenie z rozgrywek: wycisk dany znienawidzonym przybyszom z Muranowa, krwawe starcie z policją, podpalenie stadionu? Wszystko to już przerabialiśmy! To ryzyko jest obecnie wpisane właściwie w każde spotkanie organizowane na Legii. A jeśli ktoś zechce ukradkiem temu ryzyku pomóc – nie ma lepszej okazji niż 5 kwietnia. Nie mam pojęcia jak ustrzec się przed katastrofą, którą w naszym imieniu zafundować może grupa debilnych, nawalonych gorzałą i amfetaminą, szczeniaków.

To pierwsza potencjalna przeszkoda. Najgrożniejsza bo nieprzewidywalna i nie do opanowania. Wilczy dół. Wbrew przeświadczeniu wyżej wymienionych, futbolowego tytułu nie da się odebrać Wiśle przy pomocy siekier i bejsboli. Nie pomoże też w zwycięstwach wiara w magiczną moc „mięsa” rzucanego pod adresem przyjezdnych. Kto grał w tę grę, wie, że to przeciwników tylko mobilizuje a gospodarzy, niestety wstydliwie deprymuje i zniechęca. Ileż to już razy Legia traciła gole właśnie wtedy gdy wierni kibice wszystkie swoje „uczucia” lokowali w drużynie gości!

Przeszkoda druga. Sędziowie. Koń jaki jest, każdy widzi. Czarny. Jak dotąd, trzeba uczciwie przyznać, nie krzywdzili naszych a już zupełną niespodzianką było wzorowe sędziowanie meczu z Wisłą przez wielce „zasłużonego” w przeszłości arbitra z Piły. Nie chwalmy jednak dnia przed zachodem. W grze zwanej piłkarskim pokerem, najważniejsze i najcenniejsze są dopiero rozdania ostatnie.

Podobnie jak pierwsza, przeszkoda ta jest nieprzewidywalna i nie do okiełznania. Na całym świecie!

Teraz główni bohaterowie – piłkarze. Umieją co umieją. Trudno liczyć na nagłą przemianę Maćka w Vieir ę, Artka w Kahna a Stanka w Kluiverta. Jak dotąd ich umiejętności wystarczyły aby żadnego meczu nie przegrać. Jest w nich jednak coś co zwykle doprowadza nas do furii – jakże częsty brak zawodowego podejścia do własnej pracy. No bo czym tłumaczyć zawod..zenia o źle dobranych korkach, o murawie równiejszej dla przeciwnika, o jego zaskakującej determinacji, o szyderstwach kibiców, o nie takiej rozgrzewce, o zbyt zimnej zimie, zbyt upalnym popołudniu..... o rąbku przy spódnicy. Przykład z ostatnich dni. Liderzy drużyny, mając identyczną sytuację kartkową podejmują całkowicie rozbieżne decyzje: Czarek otwarcie przyznaje, że dał się celowo wykartkować aby zagrać z Polonią, ale Bartek tego nie robi. Nie rozmawiają ze sobą? Lecz co robi Bartek? Wystarcza mu dwadzieścia minut kolejnego meczu aby tę kartkę dostać i eliminuje się z derbów. Czy Czarek jest sprytniejszy, nie wiem. Już w czasie meczu z Ruchem mógł za to zagranie załapać kiera zaś publiczna deklaracja prawdziwych motywów odkopnięcia piłki, mogła sprowokować Wydz.Dyscypliny do nałożenia nań daleko dotkliwszych sankcji.

Czyż piłkarze mogą sobie sami przeszkodzić w mistrzostwie - jak widać nietrudno o taki skutek. Czy jest to okoliczność do pokonania? Jest! Odrobina koncentracji, trochę wyobraźni, szczypta wyrachowania.
Acha. Kierownictwo klubu porządnej analizie niech podda nie tyle terminarz pozostałych meczów ile kalendarz ... imienin, urodzin i innych jubileuszy przypadających w okresie do 4 maja. Na Okońskiego nie można już liczyć.
Czy przeszkodą do Mistrzostwa może okazać się trener? Historia uczy, że tak. Wszyscy pamiętamy czym skończyły się zmiany, których dokonał dziesięć minut przed końcem wygranego meczu z Widzewem trener Jabłoński w 96 roku. Angielskie przygotowanie fizyczne drużyny – brawo – zapewnione przez Darka Kubickiego może niestety nie wystarczyć, gdy główny coach nadal upierał się będzie przy klasie Svitlicy, niezawodności Gierasimovskiego czy Magiery a Czeresiowi i Kucharzowi kazał będzie walczyć o miejsce w drużynie. Cienka zaiste jest lina, po której stąpa, sympatyczny skądinąd Drago. Oby nie dopadła go, zachowując wszelkie proporcje, w miejscu, które tak upodobali sobie kaci.


Niechaj nikomu w głowie nie zaszumią posiadane obecnie punkty przewagi. Parafrazując uwagę Genezypa Kapena – układ meczów, tabeli i innych przeszkód to wir, którego siła odśrodkowa może zepchnąć Legię także poza podium! Nawet, jeśli nasza drużyna zagra końcówkę piękniej niż melodie grane przez niezmordowaną orkiestrę z sektora E.

Podaj ten news dalej: