Dla wszystkich, którzy podzielili już skórę na niedźwiedziu mam dobrą wiadomość: Wisła Kraków zaczęła grać uczciwą piłkę i przy odrobinie inwencji legioniści mają jeszcze szanse roztrwonić dorobek punktowy. Dlaczego wiadomość zaliczam do dobrych? Otóż dlatego, że po zwycięstwie nad Polonią pojawiły się głosy nawołujące do rozpoczęcia obchodów związanych ze zdobyciem tytułu mistrzowskiego 2002. Tylko patrzeć jak po remisie we Wronkach rozpalone łby co bardziej zaślepionych fanów ogłoszą zakończenie sezonu. Średnio znoszę atmosferę świętowania na wyrost, szczególnie, kiedy odbiera mi przyjemność smakowania najważniejszych spotkań, na które czekałem całą zimę. Wiadomo zaś, że piłkarzy mamy średnio odpornych na pozytywny przekaz i szybko gotowi uznać, że są najlepsi zanim jeszcze wyjdą na boiska Amiki czy Wisły. A ja oczekuję potwierdzenia tam właśnie, że Legia jest najlepszym polskim klubem AD 2002. Czyli spodziewam się, że tam właśnie nasi będą walczyć, jak w paszczy lwa. Radzę uznać, że Wisła wciąż walczy, a jej kibice liczą na zwycięstwo w Krakowie i potknięcia Legii w ostatnich meczach. Tak będzie bezpieczniej i zdrowiej. Jednym słowem niedźwiedź pokazuje kły i straszy pazurami, a my zamiast szukać topora i włóczni, gotowiśmy rozprawiać jak jego futro będzie nas grzało i kto będzie spał w głowie, a kto w nogach - trzeźwiejąc po tygodniowym opijaniu nowego mistrza. Żeby trzeźwość poranka nie okazała się kacem-gigantem...
Jest jeszcze dodatkowy aspekt - w ostatnich tygodniach wszystkie siły nieba, ziemi, a nawet ligi zdawały się zawzięcie pracować na tytuł dla naszych. Po derbach wydawało się, że jeśli nie przegramy sami ze sobą, nikt nam tego tytułu już nie odbierze Wisła w ogóle zapomniała o co chodzi w piłce nożnej, Amica obnosiła z wyższością swój wstręt do obcych boisk, a Odra Wodzisław dokazywała nawet pod Wawelem. Można było odnieść wrażenie, że Legia, gubiąca nawet punkty jest nie do dogonienia, bo rywale spieszą się z pościgiem, jak prokuratura za ex posłem-złodziejem. Henry(k) Kasperczak wspominał coś nieśmiało, że przygotowuje zespół z myślą o przyszłym sezonie, Żurawski, jeszcze wczoraj przebąkiwał, że owszem grają, ale nie po to, żeby wygrać, natomiast w Amice dziwili się, że ktoś bierze ich kandydaturę do fotela mistrzowskiego poważnie. Wiem, że nikt nie potrafi tak pięknie przegrywać już w szatni przed meczem jak Polacy, ale potentaci ligowi zaprezentowali skromność godną św. Franciszka z Asyżu (nie mylić ze Smudą) lub co najmniej liderów ascezy wśród najzacieklejszych zakonników bosych. Tylko patrzyłem jak wprowadzą element pokuty za strzelone bramki albo samobiczowania przed wygranym meczem.
W obieg puszczono już nawet teorie, że prymat Legii został przesądzony jeszcze przed rozgrywkami. Że tak ma być i dlatego wszyscy zamiast kombinować jak odebrać nam punkty, z mozołem przypominają sobie po co wypędzono ich w mróz i niepogodę na murawy boisk. ‘Skoro tak, to dobrze, mamy mistrza” – słyszę uszami wyobraźni rozentuzjazmowane głosy rozpalonych głów. „Nieważne jak i w co, ważne, że my”. Wiem, każdy powód, żeby się napić jest dobry, ale osobiście nie potrafiłbym się cieszyć z tytułu jaki „wywalczono” np. w zeszłym sezonie. Ponadto, skoro w tym roku ustalono jedno, w przyszłych pięciu może zostać ustalone coś zupełnie innego i znowu będzie płacz i zgrzytanie zębów. Skoro liga rozgrywa się przy zielonych stolikach, czas zwinąć szal, założyć kapcie i zapisać się do klubu szachowego, a nie rozpalać serca i wulkany na stadionach oraz pustoszyć osiedla w poszukiwaniu małoletniego wroga z szalem w innych kolorach.
Dlatego cieszę się, że Wisełka dokonała istotnego dla sprawy przełomu – pokazała niezłą grę i aktualne możliwości. Mam cichą teorię, że zbawieniem dla krakowian było oddalenie drużyny od napastnika Sypniewskiego. Jeśli teraz znów nieprzychylny nam klub z grodu Kraka zagra po dziadowsku - prezentując amnezję futbolową, wiadomo będzie, że zdaje się panowie Żurawski z Kasperczakiem wiedzą, co mówią – asekurują się przed pewnym niezdobyciem tytułu. I wtedy doprawdy nie będą miały znaczenia rozważania nad formą Legii, przydatnością Kiełbowicza czy Magiery do drużyny itd., bo rzeczywiście ma wygrać Legia i wygra. Swego czasu wygrała Polonia, mimo, że mecz skończył się osiem minut wcześniej. Jeśli jednak zwyżka formy Wisły jest efektem przełamania kryzysu poczynionego w dobrej wierze – będzie można oczekiwać uczciwej walki do końca, to znaczy, że Wisła przegra mistrza w tym roku w uczciwej walce. Takiej walki zresztą i tak oczekuję po legionistach we Wronkach i Krakowie. Przyznam, że kontestowanie „ligi na niby” zdążyło mi przez wszystkie te lata zbrzydnąć bardziej niż niespotykana eskalacja nieprzebranej głupoty polskich rządów. Konteksty wypowiedzi trenerów i graczy oraz niektóre wyniki ligowe zdają się przemawiać za wariantem pierwszym, co powinno ucieszyć grono rozpalonych głów w szalach Legii – bo to oznacza tytuł. zaliczając się do grona zwolenników wariantu drugiego apeluje o przychylność dla śmiertelnego wroga w wyścigu o koronę. Ponieważ u wielu czytelników wywołuję nastroje katastroficzne i ponure – i dlatego w ich oczach uchodzę za ponuraka - nie będę dalej ciągnął wątku spiskowego. Podkreślę tylko, że usatysfakcjonuje mnie ten tytuł tylko wtedy, jeśli Legia przynajmniej nie przegra we Wronkach. A bez względu na sytuację w tabeli powinna wygrać przynajmniej z Wisłą - dla potwierdzenia wagi swych aspiracji. Ponadto trzeba zachować się godnie. Zaciągnęliśmy w ciągu ostatnich czterech lat sporo długów w Krakowie, a po tak długim czasie należy je spłacić z odsetkami.
Pali się, czyli naród wybrany
Jeśli coś może mi ewentualne zwycięstwo zniesmaczyć – to kibice. Nie byłem w stanie ogarnąć stanów umysłowych działaczy i kibiców ze Szczecina, którzy zapewnili tak dobrą oprawę meczu, że omal nie spalili, trybun, flag, serpentyn i bóg wie czego jeszcze. Być może ośmieszane hasło przeciwpożarowe „dziecko + zapałki = pożar”, którym karmiono mnie w młodości nie było tak głupie jak się sądzi. Na meczu w Szczecinie postanowiono zadać kłam dotychczasowym prawom fizyki i udowodnić, że race+papier nie spowodują ognia. Spowodowały. Zajęły się przy okazji niektóre plastikowe krzesełka – i kolejne prawo fizyki okazało się opierać rozszalałym umysłom stadionowych modyfikatorów. Ciekawe co na to PZPN, bo mam dziwne przeświadczenie, z UEFA raczej by zareagowała.
Po ostatnim weekendzie obiecałem sobie ponadto własnoręcznie zadusić każdego, kto będzie próbował za pomocą meczów piłkarskich rozstrzygać kwestie, kto króluje w Warszawie, kto w Mazowszu, a kto na Podlasiu, a kto w dnie parzyste, a kto w dżdżyste - kto wyznaje właściwy klub, a kto jest heretykiem, przechrztą i odmieńcem. I dlaczego tylko jedna opcja kibicowania jest słuszna, a wszystkich, którzy jej nie wyznają należy wysłać do getta. Poziom dialogów kibicowskich toczonych w różnego typu forach i mediach sprowadza się do filozofii Kalego: „Jak my wygrywać to dobrze, jak oni to źle” – dalej lecą już inwektywy, bo kibice przekonują się, dlaczego ich klub jest lepszy od klubu kibiców innego klubu, a ponieważ zazwyczaj wszystkie nasze kluby są dobre tylko względem siebie, a i to nie zawsze, innych argumentów nie staje. Jeśli nawet udaje się ustalić, że dany polski klub wypada gorzej od innego klubu polskiego wtedy wzywa się posiłki z zagranicy. „Ale Bayern i tak wam dziady dokopie i będzie wstyd dla całej Polski”. Wrogowie naszego ukochanego klubu, szczególnie chętnie posiłkują się grą i umiejętnościami piłkarskimi zawodników FC Valencia. Ciekawe dlaczego...
O tym, że poziom uprawianego futbolu woła o pomstę do nieba i że nieudaczność jest już tak duża, iż coraz trudniej odróżniać mecz spartaczony od sprzedanego mało kogo interesuje. Mamy wygrywać i nieważne jak. A potem przyjeżdżają adepci piłkarscy z Japonii i zdumieni są wielce, że co kopną to piłka w naszej bramce.
Kochane szaliczątka, łyse główki i gejzerki, racunie wy moje, zanim któremukolwiek testosteronik uderzy w podzespoły i nakłoni do postaw mocarstwowych, obejrzyjcie czasem jakiś mecz prawdziwej piłki nożnej, wtedy może pojmiecie istotę skansenu, w którym los nakazał nam się poruszać. Może zrozumiecie rodzaj schizofrenii, w której tkwimy nazywając świetnymi meczami kopaniny, które są trochę lepsze od kopanin uprawianych akurat na innych krajowych stadionach. Nie bacząc na utratę popularności wśród ewentualnych czytelników zaznaczę, zgodnie z tytułem niniejszego felietonu, że jak słyszę „Nazwa to jest potęga”, mimowolny uśmiech pojawia się na mym stetryczałym i ponurym obliczu. Gdyby komuś wydawało się beznadziejnie dwuznaczne to co napisałem, wyjaśniam, że kibicować lubię i lubię kibicować Legii, jednak daleki jestem od wynoszenia pod niebiosa przeciętności a czasem i nędzy piłkarskiej, które wolą różnych przyczyn, sił i kół zalęgły się m.in. w moi ulubionym klubie. Bo przede wszystkim cenię sobie piłkę nożną i drażni mnie jak siermięga jest gloryfikowana, tylko dlatego, że okazuje się lepsza od siermięgi w jeszcze gorszym wykonaniu. Dlatego proponuję wszystkim nieco więcej pokory przy formułowaniu opinii o przymiotach futbolu prezentowanego przez poszczególnych uczestników naszej ekstraklasy.
Kibiców pocieszę, że różne przypadłości umysłowe pustoszą również szare komórki piłkarzy. Jeden z Chorzowian – nie jestem pewien czy nie Jamróz paradował po zwycięskim meczu w derby z GKS Katowice w podkoszulku gloryfikującym ruch hooligans. Potem ten sam asior Niebieskich będzie się wypłakiwał mediom i PZPNowi, gdy ci sami hooligans zniszczą mu samochodzik lub obiją twarzyczkę albo podzwonią z pogróżkami, bo np. nie strzeli karnego w meczu z Górnikiem i będą podejrzewać, ze zrobił to specjalnie za niewielka bonifikatę na przykład.
Powtórka z rozrywki
Skoro jestem przy nastrojach mocarstwowych, zdumiały mnie niektóre relacje z derby Warszawy. Dowiedziałem się z nich, że zmiażdżyliśmy Polonię, ewentualnie zmietliśmy ją z powierzchni boiska. Mecz oglądałem trzy razy – w tym dwa na zimno i o zmieceniu Polonii może świadczyć jedynie wynik, bo gra wcale nie była jednostronna. Derby miały identyczny przebieg, jak te sprzed trzech lat – taki sam efekt i rozkład goli. Przy stanie 1-0 przewagę mieli poloniści i dopiero gol Sokołowskiego z 78 minuty rozstrzygnął sprawę. W 1999 roku drugi gol Karwana zakończył okres niepewnej gry legionistów. Tu jestem winny państwu spostrzeżenie - otóż strzał Sokoła poszybował tak znakomicie do bramki, bo był oddany pod wiatr, który skrócił i załamał lot piłki. Proszę się nie łudzić, że takie strzały Sokołowski oddawał będzie teraz seryjne. W pomeczowym wywiadzie uradowany strzelec, zanim huknął porcję szampana (kto pije alkohol po tak dużym wysiłku !!??), czterokrotnie podkreślił, że to on zdobył tak pięknego gola i że była to zasługa całej drużyny. Panie Tomaszu, bóg wiatru obrazi się na pana i nie zawieje więcej panu pod narty... to znaczy na piłkę.
Gra wymarzona nie była, choć serce krzepi fakt zwyciężania w częściowo rezerwowym składzie i to po raz pierwszy na wiosnę różnicą kilku goli. Warto odnotować, że granie samym Vukovićem w środku pola jest niebezpieczne. Rywale wiedzą, że tego zawodnika trzeba wyeliminować i druga linia legionistów sypie się, a gra nie klei. System z dwoma rozgrywającymi (czyli z Majewskim) sprawdza się lepiej, ale eliminuje udział Murawskiego w drugiej linii. Być może wart rozważenia byłby wariant zastąpienia Vukocića Kucharskim, który ostatnio nieźle rozgrywa, cofnięcia Alexandara na miejsce Majewskiego, a wprowadzenie obok Czeresia Svitlicy lub Yahai. Wtedy Muraś mógłby grać jako defensywny, a Majewski z Magierą mogliby wchodzić z ławy dla podkręcenia tempa. Wtedy druga linia Legii byłaby trudniejsza do spraliżowania, Kucharz wchodziłby swobodnie do ataku, tak jak robi to w tej chwili, a Vuković uniknąłby ataków na nogi jako jedyny playmaker. Ponadto Murawski zwolniłby miejsce w obronie dla Jóźwiaka lub Szali.
Głupie są rozważania, co by było, gdyby, ale trudno zignorować fakt, że z będącymi w jesiennej dyspozycji Wróblewskim i Karwanem na skrzydłach oraz z Szalą w obronie i z dochodzącym Piekarskim do środka mielibyśmy o wiele wyższe osiągi i być może przewagę punktową. Może wtedy nie byłoby spekulacji, że lidze przewodzi drużyna piłkarsko gorsza od Wisły. Zresztą nie dajmy się zwariować, w zeszłym sezonie były o wiele większe cyrki, a nikt Wiśle nie odmawiał supremacji, teraz zdaje się parę osób nie może się pogodzić z nową sytuacją. Ja mam nadzieję, że legioniści sumiennie przygotowują się, by udźwignąć na swych rezerwowych barkach brzemię tego pogodzenia się z nowym i że będą pamiętać, że parę ekip jeszcze nie dowierza w ich piłkarskie zalety i że tym ekipom szczególnie trzeba je uzmysłowić.
Cytat tygodnia:
„To był niewątpliwy sukces taktyki Liczki, ograniczył do maksimum operatywność Vukovića” - Andrzej Strejlau
|[=-_B-t-K_-=]|:
Felieton jest, super, ale to już się kojarzy chyba z samym nickiem
felietonisty. Zgadzam się 100% z treścią, z 1 wyjątkiem. Strzał Sokoła
wcale nie był przypadkowy i jednorazowy. Legionista kopiąc pod wiatr
szybko obliczył siłę powiewu chłodnego powietrza, i przed kopnięciem piłki
jego instynkt piłkarski podpowiedział mu, że musi przyłożyć z siłą X
Newtonów w kierunku Y, gdyż opór powietrza zniesie piłkę ku górze. I była
to też zasługa całej drużyny... bo ja przynajmniej nie widzę Sokoła między
słupkami w rękawicach bramkarskich.
ps. jeśli nie wierzysz, zarezerwój u Sokoła bramkę z Amicą, na pewno z
chęcią wkopie taką (może nawet z dedykacją)
Andrzej Wołos:
Mieszkam w rzeszowie .JAk dobrze wiiecie nie ma tu druzyny w ekstraklasie.Ale całym sercem lestem za legią i od lat jej kibicuje.Ale takiego goscia i takieko komentarza jeszcze nie czytałem.Mowisz ze oglądałes ten mecz 3 razy tak? chyba stary do góry nogami bo widze nie amsz pojecia o piłce.I jeszcze zdanko mecz był wyrównany.2 grozne strzały poloni i to na dodatek niecelne to jest wszystko na co ją było stac na derbach.Do kibiców nie mniej zadnych wątów bo taki doping nie częst na swiecie słychac.NAwet na Camp NOW gdzie wchodzi 100 tys ludzi tak nie ma jak na legi co jest 15 tysiecy miejsc.Zgadzam sie z jednym .POwinny zniknąc te wszystkie fajerwerki itp.Pamietamy wszycy mecz a Valencją i kare finansową .Jesli tak bedą kibice
robic to legia sie nie wypłacie UEFA.Stary za kogo ty sie masz? JEstes trenerem tej druzyny ze mówiesz jak o by było gdyby?O ile wiem to nie zmienia sie zwyciskiego składu no nie? JEst dobrze jak jest OKuka to dobry trener i ma dwa razy wiecej pojęcia od ciebie własnie dlatego on jest trenerem a nie ty.Legia ma najlepszych kibiców w Polsce.I chyba nie liczą sie zachowania kibiców w dawnych latach liczy sie to co bedzie a nie to co było! Ale wy wszyscy umiecie krytykowac legie.Jest obecnie najlepsza w
Polsce i ma najlepszych kiboli mówie tak ja prawowity kibic resovi.CO moze Wielka wiłsa lub Amica powinna byc mistrzem?he Amica z stadionem o 5 tysiacach miejsc? A moze wisął co ma muraw tak równą jak pastwiska i jeszcze bez swiateł ? To jest wstyd wielki .I na dodatek ten pajac który zawsze w Wisle spiewa ten ich hymn heh spiewa jak jakis pedzio.To ma byc mistrz? Amica mistrz co ich kibiców na wyjazdach jest 50? nie róbmy parodi oki. Stary takich głupot bys nie wypisywał nawet bo nie wiem co piszesz ja mam 16 lat i wydaje mi sie ze ty jestes jednym z wielu przeciewników legi.ALe cóz tak juz jest zawsze sie ktos nic nie wart przyczepi.Własnie takich ypowiedzi nie powinno sie puszczac.A szkoda gadac jak chcesz sobie pogadac w cztery oczy to zapraszam moj adres supersmetana@wp.pl .O i jeszcze jedno.CO
do bramki Sokoła .Zazdrosc cie bierze? ale piękną bramke strzelił ja ? TY byc tak nie umiał no nie? i nie kituj ze to dzieki temu ze wiatr zawiał .Poprostu nie umiesz przynac tego ze to byla piekna bramka .ALe mniejsza z tym koncze bo mi słow szkoda na taich "kibiców" jak ty naraska
TomZee:
Jako kibic Legii od prawie 10 lat, i ja chcialbym dolozyc swoja cegielke do dyskusji o taktyce. Sadze, ze pogodze wszystkich (moze poza panami
Sokolowskim i Magiera :)) proponujac ustawienie 1-3-6-1.
Jego najwieksza zaleta jest swietne zabezpieczenie wlasnej bramki. Z zalozenia wszyscy poza napastnikiem graja obrona strefowa i wszyscy poza obroncami pressingiem. Nie gramy na sile pulapek ofsajdowych i kontratakow.
Mimo bardzo defensywnego wrazenia, taktyka ta powinna pozwolic na zdobywanie wielu bramek, glownie dzieki stalemu zagrozeniu ze strony wysunietego napastnika, wchodzeniu w pole karne ofensywnego i bocznych pomocnikow oraz "czatowaniu" przed nim srodkowych pomocnikow.
Prawdopodobnie najwazniejsza postacia bylby defensywny pomocnik (chyba w wiekszosci swietnych druzyn tak jest, wiec powinnismy brac przyklad), ktory powinien czyscic bezpanskie pilki, ostro przerywac akcje przeciwnika i zabezpieczac akcje ofensywne. Poniewaz nie bralby sie za rozgrywanie pilki, sadze, ze Maciek Murawski jest idealem na ta pozycje, nawet w skali reprezentacji Polski.
Boczni pomocnicy graja ofensywnie. Mamy 2 rozgrywajacych (srodkowych pomocnikow), ktorzy reguluja tempo gry i strzelaja z dystansu.
Sadze, ze jest to taktyka dla zespolow o malym potencjale zawodnikow i niezbyt duzych zdolnosciach technicznych. Obecne nastawienie psychiczne i wyuczony styl gry byloby latwo adaptowac do mojej propozycji.
Nie ma co ukrywac, ze wlasnie determinacja, wola walki, ale takze nieustajacy fart do strzelania bramek Czereszewskiego oraz do wypracowania sytuacji Kucharskiego nalezy maksymalnie wykorzystywac, poki sie nie skonczy.
Alternatywa dla Kielbowicza bedzie z pewnoscia mocniejszy i bardziej widowiskowo grajacy Wroblewski, dla Majewskiego (byc moze, choc malo w to wierze) Piekarski, dla Czereszewskiego Svitlica albo Yahaya(to tez marzenia scietej glowy), dla Jozwiaka i Omieljanczuka wyczekiwani przez wszystkich kibicow Jarzebowski i Szala.
Bramkarzem numer 1 przez dlugie lata powinien zostac Stanew (chyba, ze znowu rozbije sobie glowe).
Podsumowujac, warto sprobowac... np. w najblizszym meczu z Odra, a przy braku wiary w ten pomysl, moze przy ktoryms z ostatnich meczow (oby o pietruszke :))
grzesiek:
Tez uwazam ze jest dobrze ale mistrza jeszcze nie mamy. Trzeba grac do konca. Autor felietonu przegioł dwa razy:
1-strzał Sokoła
2-alkohol po meczu (czysta bzdura)
Ale nota koncowa wysoka.
Andrzej Bogdanow:
Nie żebym się czepiał Genezyp Kapena za troskę i obawy wyrażone w ostatnim
artykule, ale chyba ciut za dużo tej "zimnej wody" na rozpalone emocjami
głowy kibiców. A już ustawianie drużyny i sugerowanie taktyki opisane w
ostatnim fragmencie artykułu to chyba lekka przesada. W końcu trener Okuka
ma to w obowiązkach związanych z kontraktem, a i wynagrodzenie za to jakieś
tam bierze i jemu pozostawiłbym te kwestie. A kibice (nawet ci na sporej
dawce "koksu") jednak się cywilizują i myślę, że płonące krzesełka na
żylecie i bijatyka na murawie to tylko koszmarna przeszłość i "se ne
vrati".
Ja jednak mimo wszystko cieszę się z dotychczasowej gry Legii i wierzę, że
w tym roku nie będę musiał ogladać łez mojego syna - jak w czasie
pamiętnego meczu z Widzewem na Łazienkowskiej (2-3). Jeszcze dziś nie chce
się wierzyć, że tak można było ......... .
Pozdrawiam wierny kibic z Lublina (czekający na mecze Motor - Legia)
Piotr:
Artykuł ciekawy, choć chwilami obraźliwy dla ukochanej drużyny Legii. Szkoda tylko, że wszystko w nim to prawda.
maclazio:
Legia będzie mistrzem Polski bo gra najlepszą piłkę w lidze.Doskonale
pamiętamy zeszły rok i kompromitujące porażki Wisły z Widzewem , Amicą ,
Orlenem i Ruchem.Mimo tych beznadziejnych meczów i ogólnie słabej gry Wisły
nikt pod Wawelem nie mówił ,że mistrzem jest słaba drużyna... Dlatego sądze
, że w tym roku tytuł trafi w nasze godne legijne ręce.A felieton może być,
chociaż z tym wiatrem to chyba racja , bo kiedy Sokół się składał do
strzału to pomyślałem : "ale idiota..." . Forza Legia!!!
cartman:
Jak dla mnie - to byl ostatni felieton tego autora, ktoremu poswiecilem czas na czytanie przydlugich wypocin.
Kolego - jesli masz jakies kompleksy to idz do psychologa a nie zawracaj innym glowy swoimi problemami.
Skoro uwazasz, ze polska pilka to sama kopanina - nedza na ktora nie warto patrzec - to po prostu nie patrz - ogladaj sobie Lige Mistrzow gdzie na pewno dopatrzysz sie tego, czego nie mozesz znalezc na polskich boiskach. Po co te glupie teksty o zdobywaniu mistrza przy zielonym stoliku?
Nie podoba ci sie gra Legii to twoja sprawa, ale nie p***rz glupot, ze ktos uwaza ze Legia zdobyla tytul jeszcze przed rozpoczeciem rundy wiosennej - do meczu Legia - Wisla nikt nie uwazal nas za faworyta rozgrywek a i obecnie glosy w tym temacie sa bardzo wywazone. Ale juz tekstem, ze Sokol strzelil gola tylko dlatego, ze "wiatr skrocil i zalamal lot pilki" zalamales
mnie totalnie - nie dosc, ze malkontent to jeszcze idiota - sorry ale taka prawda.
P.S uwaga do autorow strony - proponowalbym przemyslenie publikowania kolejnych felietonow tego autora, bo czytanie np. relacji z derbow, a nastepnie felietonu, w ktorym autor pisze, ze Legia nie zasluzyla na zwyciestwo w tym meczu jest co najmniej dziwne.
Wiktor:
Zwykle jest tak, ze cala moja radosc i zadowolenie po wygranych meczach ukochanej Legii trwa do momentu pojawienia sie felietonu niejakiego Genezypa K. Ten czlowiek musi miec chyba duzo kompleksow bo po kazdym meczu wypisuje takie smuty, ze ktos niezorientowany moglby pomyslec ze Legia gra w II albo nawet III lidze, a nie walczy o mistrzostwo w I. Przeciez to jest przesada, mowiac ze mecz z Polonia byl wyrownany i ze strzal Sokola to dzielo wiatru. Jak sie nie panu nie podoba gra Legii panie Genezypie to prosze zmienic
klub na Barcelone albo Real i nie dramatyzowac. Wszyscy prawdziwi kibice widza, ze Legia gra dobrze i do konca. Pracownikom strony Legii radze nastepnym razem przemyslec czy warto publikowac felietony, ktore w sposob nadzwyczaj widoczny sa skierowane przeciwko Legii. Ja juz postanowilem i nastepnego felietonu tego kolesia nie czytam bo nie chce psuc sobie dobrego
nastroju.
Skomentuj felieton wysyłając maila na adres: legia@futbol.pl