Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Wielkość manii wielkości

poniedziałek, 15 kwietnia 2002 12:24
Genezyp Kapen

Prezes Zarajczyk po zwycięskim remisie we Wronkach, a chyba nawet jeszcze przed, ogłosił, że będą wzmocnienia na Ligę Mistrzów. Cieszę się niezmiernie. Mam rozumieć, że końcówka ligi nie-mistrzów, czyli polskiej to już tylko czysta formalność. Skąd pewność prezesa, skoro jeszcze teoretycznie wszystko w tabeli może się zdarzyć? Cóż, pozostaje się tylko domyślać. Zakładam, że są tacy, którzy wiedzą lepiej. Czereszewski uznał Legię za mistrza już po wygranych derby, wronkowcy od dawna podkreślali, że widzą tylko jednego mistrza w tym sezonie i w piątkowym spotkaniu potwierdzili słuszność swego poglądu. Miałem podstawy przypuszczać, że może to taka psychologiczna zagrywka, żeby osłabić czujność legionistów. Ale przeceniłem spryt rywali. Mówili to, co im serce, a może i inne narządy (np. słuchu) dyktowały. Mam tylko żal do ludzi Legii, że przyłączyli się do chórku profetów bezbłędnie przepowiadających najbliższą przyszłość ligową. Psują zabawę sobie i kibicom. Mam tylko nadzieję, że zabawy panom prezesom nie popsuje ostatecznie Wisła Kraków. Rozumiałbym taką butę, gdyby drużyna wygrywała mecz za meczem w cuglach, była w rewelacyjnej formie i nikt jej nie dorównywał umiejętnościami. Tymczasem ta pewność znajduje potwierdzenie zdaje się w tym, że jak naszym ktoś urwie punkty, to bezpośrednim rywalom kto inny urwie tyle samo lub jeszcze więcej. Ale skończyło się dobre. Wisła daje sygnały, że nie odpuściła jeszcze ligi i zdaje się, że bez względu na dobre czy złe chęci trzeba będzie z nią wygrać - na co czekam z utęsknieniem. Ale Legia gra trochę gorzej niż na jesieni i chowam obawy o tę grę, mimo że jak dotychczas wystarcza ona do liderowania ekstra... khe khe... klasie polskiej.


Czyńcie swoją powinność


Logika wskazywałaby, że musi dojść do smakowitego meczu na szczycie o wszystko także ze względu na sponsora rozgrywek. Na takich spotkaniach szczególnie zależy telewizji Canal Plus. Pytanie tylko, czy w meczu tym będzie można dopuścić ewentualność remisu czy będzie trzeba go wygrać. Pisałem kilka tygodni temu, że od trzymajacego w niepewności thrillera wolałbym nudną końcówkę w stylu telenoweli brazylijskiej, za to z pewnym happy endem. Telewizja wolałaby co innego. Wybrałbym pewnie ten thriller i ja, gdybym mógł założyć, że nie skończymy jak większość negatywnych bohaterów thrillerów... A rozważania, pt. „Mistrza kraju już mamy, pozostaje kwestia kto ma przyjść, żebyśmy weszli do Ligi Mistrzów” sprzyjają rozprężeniu. W kwestii telenoweli miałem na myśli przede wszystkim równą grę Legii, która miałby odebrać chęć rywalom do pościgu. Tymczasem od momentu, kiedy nasz zespół wywalczył sześciopunktową przewagę, zaczęły się kalkulacje. Polał się nawet szampan. Pewnie bezpośredni uczestnicy kąpieli szampańskich znają lepiej ode mnie powody dla których świętują na wiele kolejek przed końcem rozgrywek. Tylko nie wiem czy to dobrze, że wiedzą, czy źle.

A co będzie jak przewagę uda się roztrwonić - choćby w nijakich meczach jak ten we Wronkach? Po takim letargu trudno poderwać się do ostrej harówki. A być może znowu trzeba będzie wyrywać najgroźniejszym rywalom każdy punkt. Teoretycznie lepiej byłoby mieć przewagę na tyle dużą, żeby w i Krakowie, i w Chorzowie grać bez noża na a gardle, a w praktyce nóż na gardle może okazać się zbawienny, gdyż oznacza konieczność wygrywania, od czego nasza drużyna zdążyła mam wrażenie odpocząć. Pięć punktów to stanowczo za mało, żeby w ogóle kalkulować. Dlatego powtórzę z konsekwencja maniacką, że do Krakowa trzeba jechać jak pod Grunwad – ze stanowczym postanowieniem zdobycia trzech punktów i tam zapewnić sobie koronę. Tylko taki scenariusz przypieczętuje tytuł tak, że nie będzie żadnych spekulacji ani domniemanych wątpliwości. A trudno wśród tryskających fontanną szampanów o nastrój odpowiedniej mobilizacji do takiego meczu. Podczas, gdy wiślacy mogą być bardzo zmobilizowani. Po nijakiej końcówce ligowej z jaką mamy do czynienia, kibicom zwycięstwo w Krakowie się należy i zamiast rozliczać punkty z lewej na prawo, proponowałbym wywrzeć presję na piłkarzach, trenerach a i prezesach, żeby Wisłę powieźli a nie rozliczali. Chyba, że scenariusz telenoweli przewidział przebieg także odcinka krakowskiego... o czym nie wiem, a na co wskazuje przedwczesne świętowanie. Słyszałem już głosy, że oto mistrzostwo się należy, bo siedem lat czekamy i kibice najlepsi i krzywdzeni najczęściej, że Wisła już miała, a my nie, że najlepsza atmosfera, że wreszcie jest drużyna, że ofiarami padamy kompleksów innych, że to my będziemy cieszyć się najgłośniej itp. itd. Niektórym się wydaje, że wygra ten, kto najgłośniej krzyczy i upomina się o swoje. A to metoda skuteczna jedynie w sejmie. Piłka nożna jest na szczęście dyscypliną piłkarską, a nie wyznaniową i kwestia kto powinien wygrać jest rozstrzygana nie w kategoriach słuszności etycznej, ale w kategoriach gry. Z grą etyczną bywało wprawdzie u nas w ekstraklasie różnie, ale dopóki nie ma powodu sądzić, że w tym sezonie też jest różnie, upraszałbym o skoncentrowanie się na futbolu, a nie mistyce. Bo zamiast Wielkiej Legii, Wielkiej Frekwencji, Wielkiego Stadionu, Wielkich Shows wyjdą Wielkie Nici. A mocarstwowe zapowiedzi przysporzą jeszcze Większego Obciachu. A już tylko powszechny gromki śmiech wzbudzać będzie tłumaczenie, że to inni mają kompleksy.


Rozkrakani


Co do meczu we Wronkach, tradycyjnie widziałem inne spotkanie, niż co bardziej zapaleni sprawozdawcy. Moim wzrokiem zakompleksionym dojrzałem dziesiątki niecelnych podań, niepotrzebnych fauli, parę zmarnowanych głupimi zagraniami akcji. Widziałem Kiełbowicza, Magierę, Sokołowskiego, których samo odejście z klubu byłoby dostatecznym jego wzmocnieniem. Zanotowałem także dwie czy trzy akcje rozegrane poprawnie. Jedna rozegrana była nawet bardzo ładnie – w 3 minucie spotkania... I to wszystko. Amica zagrała tak, że od dziś nazywał będę ten klub Anemica, zaś Legia podjęła walkę na poziomie zaproponowanym przez wronkowców i mieliśmy nad wyraz nudny pokaz nieumiejętności, bezmyślności i gry od przypadku do przypadku. Fakt, nasi zdominowali środek boiska, więcej biegali i przechwytywali podania anemiczan. Tyle, że nie mieli pojęcia, co zrobić z piłką w zastanych okolicznościach. A okoliczności wiązały się z grą w dziesiątkę przeciwko jedenastu rywalom. Problem zaś polegał na tym, że mimo przewagi Anemica nie kwapiła się z atakowaniem, zaś Legia nastawiła na grę z kontry. Nastąpił pat. A że znakomity sędzia Małek nie przetarł na czas okularów i pozbawił nasza ukochaną drużynę 2 punktów, nie uznając bramki Czereszewskiego, musiało zakończyć się bezbramkowo. I trzeba stwierdzić, że to dwa punkty stracone a nie jeden zdobyty. Taką Amicę należy bezwzględnie ogrywać nawet w dziesięciu.


Mocy przybywaj


Jeśli już uprawiać zarajczyznę, czyli dzielić skórę na niedźwiedziu i rozważać co, kto i gdzie powinien dojść, ubyć by wzmocnić drużynę na ewentualne eliminacje Ligi Mistrzów, to tradycyjnie wtrącę swoje trzy grosze: Blok obronny z Omeliańczukiem na czele jest OK. Nic lepszego w polskich warunkach nie zmontujemy. Sam Białorusin nie dość, że broni, to pokazał, że dysponuje pewnym potencjałem ofensywnym. Tylko sędzia Małek wie, dlaczego nie wyrzucił w piątek Bosackiego za faule m.in. na Omeliańczuku. Wydaje się, że Szala, Zieliński z dochodzącym Murawskim, a może i Łapińskim są wszystkim, czego nam trzeba. Bramkarzy mamy średnich, ale to nie powód, żeby sprowadzać zaraz Szamotulskiego. Natomiast jeśli dobrze zrozumiałem intencje niektórych graczy, a i prezesów, nasza druga linia może po sezonie przestać istnieć. Odejdą Karwan i Vuković, a może Piekarski, choć szczerze przyznam, że tego ostatniego to raczej nikt w obecnym stanie rzeczy nie weźmie. Niby każdego można zastąpić, ale w Polsce godnych następców to ja nie widzę i obawiam się, że długo nie zobaczę, a niniejszym radziłbym dać sobie spokój z Drumlakiem. Trzeba będzie zdaje się liczyć na mały desancik jugosłowiańsko-brazylijski złożony z nieznanych graczy, którzy okażą się o niebo lepsi od naszych ligowych asów. Przecież o Vukoviću przed jesienią 2001 też nikt u nas nie słyszał. Jeśli ponadto Yahaya nie okaże się tym, kim się wydawał przed sezonem, trzeba będzie szukać klasowego napastnika. Tylko dlaczego ja wdaję się w takie dyrdymały w środku sezonu ligowego? Jak scenarzyści po pijanemu pomylili odcinki, to jeszcze trzeba będzie się wstydzić za Zarajczykowe sny o potędze... Jak znam realia to odejdą wszyscy wartościowi gracze, a zostanie nieśmiertelny Sokołowski z odwiecznym Magierą wspierani nieoszlifowanym od dwóch lat talentem - Kiełbowiczem.

Więc być może zatęsknię jeszcze do tego, co teraz mnie denerwuje, a co podkręcają jeszcze komentatorzy z oficjalnych dzienników ogólnopolskich. Legii istotnie można wiele rzeczy zarzucać w niniejszym sezonie, jednak nie zgodzę się z jedną opinią - mianowicie, że drużyna gra bezstylowo. Okuka może nie stworzył stylu oryginalnego, ale doprowadził do dopracowania tego, w którym gra cała nasza liga. Nieuznany gol Czereszewskiego z Amicą, jak i wiele innych uznanych to efekty szybkich wymian piłek na przedpolu, dużej dynamiki i wymiany pozycji, ruchliwości. Prostopadłe podania wieńczące dzieło są w wykonaniu Legii zabójcze – a byłyby jeszcze bardziej zabójcze, gdyby wykonawcy założeń taktycznych dysponowali większymi umiejętnościami indywidualnymi. Śmieszą mnie rozważania czy granie w stylu „biegniej i kopnij” jest odpowiednie dla naszych znakomitych ligowców. Otóż to jedyny możliwy styl, jaki są w stanie realizować na boisku w stopniu dostatecznym. Wszelkie inne style są poza ich zasięgiem mentalnym, technicznym, a i wyznaniowym.


Cytat tygodnia:

"W tej sytuacji, jeśli między nogami jest, ten składa nogi, następuje styk i rzut karny" – Wit Żelazko






PIOTREK SKALSKI:

FAJNY ARTYKOL I W OGOLE WSZYSTKO FAJNE, TYLKO JEDNA RZECZ MNIE DZIWI...
CO PAN MA DO JACKA MAGIERY!? UZYL PAN SLOWA "ODWIECZNY MAGIERA" I JESZCZE JAKIES JEDNO PODOBNE WYRAZENIE.

JA NIE BEDE TEGO DLUGO KOMENTOWAL, TYLKO MI SIE WYDAJE, ZE LEGIA POWINNA DZIEKOWAC JEMU, A NIE JEJ KIBICE SIE Z NIEGO SMIAC, PONIEWAZ ON OD KILKU LAT
SIEDZIAL NA LAWCE I JAK W LEGII NIE MIAL KTO GRAC TO KTO WTEDY WCHODZIL I GRAL NA DOBRYM POZIOMIE (BO TAKI WEDLUG MNIE TEN ZAWODNIK PREZENTUJE)?!
CZESTO SIE SPOTYKAM Z OPINIAMI, ZE MAGIERA JEST SLABY ITD -PISZA TO KIBICE LEGII... JA TEZ JESTEM JEJ KIBICEM, ALE WYDAJE MI SIE, ZE WLASNIE MAGIERA JEST TAKIM ZAWODNIKIEM KTORY (DO TEGO SEZONU) WCHODZIL GDY LEGIA MIALA KLOPOTY I BRAKOWALO KOGOS NA JAKAS POZYCJE.

NIE BEDE PISAL WIECEJ, BO NIE JESTEM FELIETONISTA CZY KIMS TAKIM...

P.S. NA PANA MIEJSCU BYM SIE ZASTANOWIL CZY JEST ZA CO SIE SMIAC Z JACKA MAGIERY (OFICJALNIE), BO WEDLUG MNIE NIC ZLEGO LEGII NIE ZROBIL, A DOBREGO DUZO!


> NA PANA MIEJSCU BYM SIE ZASTANOWIL CZY JEST ZA CO SIE SMIAC
> Z JACKA MAGIERY (OFICJALNIE), BO WEDLUG MNIE NIC ZLEGO LEGII
> NIE ZROBIL, A DOBREGO DUZO!
Andrzej:

Nic złego ?

Głupota z ostatnich spotkań:

- bezsensowny faul w 90 min w Szczecinie

- bezsensowny faul w połowie boiska w 38 min we Wronkach

Można powiedzieć, że powyższe kosztowało Legię 4 punkty ! - nie wykorzystanie 95% sytuacji bramkowych


A co dobrego ?

- parę cennych bramek, ale to i tak tylko 5% wykorzystanych sytuacji, które miał ten zawodnik


Zaś co do felietonu, to wziąłbym w obronę Sokoła, który według mnie rozgrywa bardzo dobry sezon, dużo biega, walczy i strzela. Jego akurat (w obecnej formie) chętnie bym nadal widział w Legii. Przerażające jest to, co prezentuje Majewski. Jak z taką grą on nadal jest w Legii ?




Skomentuj felieton wysyłając maila na adres: legia@futbol.pl

Podaj ten news dalej: