- Rumuni to ostatni wymagający rywal przed mundialem. Potem, w maju tuż przed odlotem do Korei, gracie już tylko z Estonią w Warszawie.
Piotr Świerczewski: Trzy tygodnie temu w Łodzi w meczu z Japonią sprawiliśmy zawód sobie i kibicom. Było nam wstyd, a ludzie mieli słuszne pretensje. Rumunia to dobra okazja do rehabilitacji. Ich nie trzeba reklamować, grają w świetnych klubach, lepszych niż my. A ich odpadnięcie w barażach MŚ ze Słowenią uważam, za potknięcie. O środowym rywalu można powiedzieć coś więcej niż o Japończykach, których prawie zupełnie nie znaliśmy. We Francji, w Nantes, gra np. Viorel Moldovan. To doświadczony napastnik, strzela bramki.
- Z Rumunią Pan i jeszcze kilku zawodników mają Panowie rachunki do wyrównania. W 1995 roku drużyna Henryka Apostela odpadła przez nich w eliminacjach Euro '96.
- Jednak to była inna, lepsza Rumunia. Z Hagim, Steleą, Popescu, Raducioiu. Teraz jest okazja się im zrewanżować. Trzeba jednak należycie przygotować się do meczu.
- Jednak właśnie w poniedziałek po obiedzie mieliście zdjęcia w nowych strojach Pumy, garniturach Vistuli.
- No właśnie. To jest męczące. Ja po obiedzie lubię odetchnąć, pospać ze dwie godziny. Przecież rano mieliśmy trening, a odpoczynek to część naszej pracy. Uważam, że lepiej, gdyby te zdjęcia robiono nam późnym popołudniem, a nie tuż po obiedzie. To samo zresztą przerabialiśmy przed Japonią...
- ...trener Engel mówił, że piłkarzom przeszkadzali głównie dziennikarze i znajomi.
- Nieprawda. Jeździliśmy na spotkania z pracownikami ery, byliśmy na prezentacji Pumy, rozmawialiśmy z przedstawicielami banku, który reklamujemy. Mieliśmy zajęty cały poniedziałek i pół wtorku. Nie przygotowaliśmy się do meczu, jak należy.
- Jednak to są obowiązki wobec sponsorów. Macie z tego pieniądze.
- Akurat nie. Jednak to nie chodzi o pieniądze. Czasem bywało tak, że szliśmy na umówioną sesję i patrzyliśmy, jak ekipa rozkłada światła. Byli nieprzygotowani i zamiast poświęcić na to pół godziny, siedzieliśmy dużo więcej. Ja wiem, że to są obowiązki, ale czy np. reprezentacja Niemiec jeździe do fabryki mercedesa na spotkania z załogą? Wątpię. Tu jest konflikt interesów. Ja sam nie wiem, kiedy mielibyśmy wypełniać te zobowiązania. Jednak nie tuż przed meczem, bo potem sprawiamy zawód kibicom.
- Podobają się Panu chociaż te reklamy?
- Ta z bankiem i moim zdjęciem - tak. Jest napisane dużymi literami: "Świerczewski nie słucha trenera". To ma przyciągnąć klienta i hasło jest dobre. Dopiero potem jest wyjaśnione, że w sprawach finansowych. Ja mam zresztą kartę VIP-owską w tym banku i jestem z niej strasznie zadowolony.
- Jednak to od sponsorów PZPN miał dla Was 2 mln dol. za awans do mundialu.
- Pieniądze już dawno zostały wypłacone, jesteśmy bardzo zadowoleni. PZPN stanął na wysokości zadania. Zresztą przyzwyczailiśmy się do tego, że prezes Boniek jest konkretną osobą. Umowy są dotrzymywane.
- Trener Engel powtarza, że zakończył już selekcję kadry do MŚ. Czy Pana zdaniem to dobrze, że już nie szuka nowych zawodników?
- Jest trener, on o wszystkim decyduje. Po eliminacjach do MŚ wszyscy bili mu brawo, nosili na rękach. Z zawodnikami, których wybrał, osiągnął sukces. Teraz znowu postępuje według najlepszych, swoim zdaniem, metod. I zostanie z tego rozliczony po MŚ. Jest minimum, które powinniśmy osiągnąć. A co dalej? Zobaczymy. Jednak też nie uważam, by selekcja była już skończona. Jest kilku zawodników, którzy dojdą do tej kadry. Na przykład Euzebiusz Smolarek. To młody, zdolny piłkarz. Za jakiś czas może być podstawowym reprezentantem, ale, co by trener nie zrobił, wszystkim nie dogodzi. Jeden uważa, że robi dobrze, drugi, że źle, a trzeci nie ma zdania.
- Upominacie się o Andrzeja Juskowiaka.
- Bo to dobry piłkarz. On grał w tych eliminacjach, wcześniej zdobył wiele ważnych goli. Należy mu się ten wyjazd. Jednak decyzja należy do trenera.
- Z kolei podobno nie chcieliście Artura Wichniarka. Nie akceptowaliście go.
- Nieprawda. Owszem, nie znaliśmy się tak jak z innymi zawodnikami, nie siedział u mnie w pokoju i nie gadaliśmy na wszystkie tematy. Jednak nikt go nie odtrącił. Jak ktoś przyjeżdża na kadrę trzeci czy kolejny raz, jest w grupie. Jedni robią to, inni co innego. Tylko "Emsi" siedzi sam. Ale on taki po prostu jest.
- Na jakiej pozycji najbardziej brakuje w naszej kadrze zawodnika?
- Na każdą można by znaleźć na świecie piłkarza lepszego od Polaka.
- Spotkania towarzyskie są rozgrywane w okresie, kiedy europejskie ligi kończą sezon. Czy w klubach nie złoszczą się z powodu Waszych wyjazdów na kadrę?
- To jest kolejny konflikt interesów. Jedni chcą tych meczów, drudzy nie. Klub traci, kadra zyskuje. Dla mnie ważny jest klub i reprezentacja. Jednak teraz ważniejsza jest kadra, bo za niespełna dwa miesiące mistrzostwa świata. To prawdopodobnie moje pierwsze i ostatnie finały MŚ, więc chcę być do nich przygotowany jak najlepiej. Mnie mecz z Rumunią nie przeszkodzi dobrze grać w klubie.
- Spotkanie odbywa się w Bydgoszczy.
- Dla mnie liczy się głównie to, żeby boisko było przygotowane do gry. W Łodzi było strasznie nierówne. Ja na dziewięć podań raz zagrałem po ziemi. A tak, piłka skakała mi po kolanach, udach. W Norwegii też graliśmy na boisku bez trawy, ale było równe. A w Łodzi? Zamiast rozglądać się, gdzie są koledzy, patrzyłem pod nogi. Pamiętam, że na mecz ze Szkocją boisko Zawiszy było dobrze przygotowane, bo te mecze mają czemuś służyć, a nie tylko wykonaniu paru stałych fragmentów gry.
Mam także nadzieję, że stadion będzie pełny. A nie tak jak w Łodzi, gdzie trybuny świeciły pustkami.
- Pana klub właśnie utrzymał się w lidze francuskiej. Zostaje Pan w OM na następny rok?
- Gram w nim dopiero jeden sezon, kontrakt mam na trzy kolejne, więc raczej zostanę. We Francji wiele mówi się i pisze o problemach OM, ale ja tych kłopotów nie zauważam. Niedawno "L'Equipe" zamieściła tabelkę naszych zarobków. Podaliśmy gazetę do sądu, nie rozmawiamy z dziennikarzami, którzy w niej pracują. Bo nie dość, że nakłamali, to jeszcze możemy mieć przez nich kłopoty. Przed poprzednim sezonem wymieniono cały zespół. W tej chwili OM ma 45 zawodników. Po przerwie urlopowej ma zostać 25. Klub chce dokupić najwyżej trzech-czterech piłkarzy z najwyższej półki. Takie są plany, a jak będzie - zobaczymy.
- Czy to prawda, że prezes Bernard Tapie ustala skład?
- W każdej plotce jest ziarenko prawdy, ale ja tego nie komentuję. Pan Tapie zna się na piłce. To wiem na pewno.
- Jak jest w kadrze pod tym względem?
- Trener Engel najlepiej orientuje się, kto w jakiej jest formie.
Rozmawiał Robert Błoński