- W kadrze Jerzego Engela najpierw pana nie było, a później zaczął pan występować na różnych pozycjach.
Marek Koźmiński: Grałem aż na czterech pozycjach, jak nikt inny i nie mówię tego, aby się chwalić. Pokażcie mi jednak innego zawodnika, który występowałby na tylu pozycjach. Pokażcie mi piłkarza, który grał na więcej niż dwóch... Najczęściej wystawiany byłem na lewej pomocy, grałem także na środku drugiej linii, na lewej obronie, a także spróbowany zostałem na prawej stronie defensywy. To dowód zaufania ze strony selekcjonera. Dzień przed meczem z Walią w Cardiff trener Engel powiedział mi, że może zaistnieć taka potrzeba, iż w trakcie spotkanie przejdę na środek pomocy. I udało się - to rozwiązanie przyniosło efekt, zdobyliśmy jakże cenne trzy punkty... W drużynie narodowej jest jednak dwóch piłkarzy, których nie sposób zastąpić.
- Kto taki? Olisadebe i kto jeszcze?
- Nie, nie myślę o Olisadebe. Chodzi mi o dwóch środkowych pomocników - Radosława Kałużnego i Piotra Świerczewskiego. Może najlepszy jest Olisadebe, czy Dudek, ale dla tej drużyny najważniejsi są Kałużny i Świerczewski. Nie ma Hajty, to gra Jacek Bąk. Nie gra Michał Żewłakow, to mogę wskoczyć ja, albo Tomasz Rząsa. Na prawej pomocy może występować Bartek Karwan, albo Tomasz Iwan. A kto może grać w środku pomocy? No, kto? To specyficzne pozycje w naszym systemie gry i piłkarze zostali dokładnie dobrani pod względem umiejętności. Bardzo groźną naszą bronią są wejścia Kałużnego w pole karne rywali. Nikt, doprawdy nikt nie może zastąpić Radka w takich sytuacjach. A proszę powiedzieć, kto może zastąpić Świerczewskiego? W ataku nie mamy takich problemów. Są Olisadebe, Kryszałowicz, Marcin Żewłakow i Żurawski - jeden podobny do drugiego. Potrzebują miejsca, aby się rozpędzić. Może w najmniejszym stopniu "Kryszał", ale też potrzebuje... Problemem jest, gdy rywal ustawi obronę na szesnastce, a pozostali piłkarze zgromadzą się na trzydziestym, czterdziestym metrze. Wszyscy nasi napastnicy tracą swoje walory.
- Polska ma wypracowany schemat...
- Owszem, jesteśmy schematyczni, ale zarazem bardzo mocni w swoim schemacie. Jestem przekonany, że w finałach mistrzostw świata najlepszy mecz zagramy z Portugalią, gdy rywal zostawi nam sporo miejsca. Owszem, możemy przegrać z Portugalią nawet po naszym znakomitym występie, ale dlatego, że rywal jest niesłychanie mocny.
- Początek turnieju to jednak spotkanie z Koreą Południową. Rozpoczęcie mistrzostw świata od meczu z gospodarzami będzie dla nas wielkim wyzwaniem.
- Japonia już nas ostrzegła. Mamy jednak wszelkie atuty, aby pokonać Koreę. Fizycznie jesteśmy od nich lepsi pod każdym względem i musimy to wykorzystać. Średnio każdy z naszych zawodników, to 180 centymetrów wzrostu i 80 kilogramów wagi. Koreańczycy to "kajtki". Musimy siąść na nich i poszukać stałych fragmentów gry...
- Która formacja w naszej drużynie jest najsilniejsza?
- Postawiłbym na... atak.
- A nie obronę?
- Nie, na atak. Wszyscy mają wielkie papiery na granie - Olisadebe, Kryszałowicz, Żewłakow i Żurawski. Z kolei obrona, jeśli chodzi o grę defensywną jest silna, ale trochę szwankuje w grze ofensywnej.
- Czy nie za dużo piłkarzy na lewą stronę?
- Jest pewne dysharmonia. Jest w kadrze aż sześciu graczy na lewą obronę i lewą pomoc, a tymczasem tylko trzech na prawą stronę defensywy i prawą stronę drugiej linii.
- Może pan się przenieść na prawą stronę, co udowodnił w spotkaniu z Irlandią Północną.
- Dałem sobie radę, ale wolę jednak lewą stronę - najchętniej defensywy. Przecież na tej pozycji występuję od czternastu lat. Jestem co prawda prawonożny, ale przez tyle lat "udoskonaliłem" i lewą nogę. Niektórzy trenerzy dopiero po jakimś czasie orientowali się, że chętniej operuję prawą nogą. Widać to szczególnie po prowadzeniu piłki.
- Po co jedziemy na Mundial?
- Żeby odpowiedzieć sobie na pytanie, na co nas stać? W moim przekonaniu możemy przegrać z Japonią, a wygrać z Portugalią. Nam zresztą Portugalia - z tych wielkich drużyn, podobnie zresztą jak Brazylia, bardziej pasuje niż Włosi, czy Argentyńczycy. Portugalczycy i Brazylijczycy są niezwykle groźni, ale na więcej pozwalają rywalom. Ograć można jednak wszystkich. Myślę, że w dziesięciu meczach z Argentyną sześć razy byśmy polegli, trzy razy padłby remis, a raz mielibyśmy "dzień konia" i wygralibyśmy nawet w finałach mistrzostw świata.
- Gdyby był pan trenerem, to na mistrzostwach ustawiałby pan drużynę pod konkretnych rywali.
- Zdecydowanie tak. Już mówiłem - Koreę można pokonać przede wszystkim stałymi fragmentami gry, a z Portugalią grałbym uważnie w obronie. Nie, że "obrona Częstochowy", ale jednak przede wszystkim zabezpieczenie tyłów i to przez piłkarzy, którzy są zwrotni.
- Gdzie widzi pan rezerwy obecnej reprezentacji?
- Jak ktoś ma fajną żonę, dwójkę dzieci i... trochę problemów, ale takich małych, to czy myśli o zmianie żony? Nie mamy piłkarzy, którzy wskoczyliby do jedenastki. Co najwyżej możemy rozmawiać o zawodnikach, którzy byliby uzupełnieniem kadry - na dwudziestym drugim, czy dwudziestym trzecim miejscu. Trener Engel nie może burzyć czegoś, co zbudował w trakcie eliminacji. Reprezentacja Polski jest dziś silna jako grupa - lubimy przebywać w swoim towarzystwie, znamy swoje przyzwyczajenia. W najbliższych tygodniach nie poprawimy utrzymania się przy piłce, nie poprawimy arytmii w grze, nie poprawimy zmiany stron w ataku. To kosztowałoby za dużo czasu. Natomiast wielka rezerwa drzemie we właściwym ustawieniu taktycznym do konkretnego rywala. Poza tym brakuje nam czasami cwaniactwa. Celebrujemy wykonanie rzutu wolnego, a czasami warto spojrzeć kątem oka i zagrać natychmiast... Nie mamy również Bońka, zawodnika, który sam był w stanie wygrywać mecze. Już Lato to nie było to. Czasami ważne jest, gdy drużynie nie idzie, by w składzie był piłkarz, który niezależnie od dyspozycji pozostałych sam przesądzi o wyniku. Rumunia miała Hagiego i wiele znaczyła w światowym futbolu. Rumunia bez Hagiego to już nie jest to samo... Bliski osiągnięcia tego co miał Boniek był w moim przekonaniu Wojciech Kowalczyk...
- Był geniuszem!
- No, może geniuszem to nie, ale potrafił strzelać nieprawdopodobne bramki, z niesamowicie trudnych piłek, czasami z niczego...
- Takim piłkarzem nie jest Olisadebe?
- "Oli" nie ma takiego charakteru jak Boniek. Na pewno ma predyspozycje, aby być wielkim piłkarzem, ale niekoniecznie przywódcą. Wynika to też z tego, że Emmanuel nie jest Polakiem z krwi i kości - to są problemy językowe, kwestie kulturowe. Zresztą tutaj nie chodzi nawet o słowa, a o wielkie zagrania, charyzmę, odporność i wpływ na drużynę...
- Od wielu lat walczy pan o jak najlepsze wyniki reprezentacji Polski. Co spowodowało, że teraz mamy sukces, a nie mieliśmy tego sukcesu w poprzednich eliminacjach - czy mistrzostw świata, czy mistrzostw Europy?
- Engel ma coś więcej, niż poprzedni trenerzy. Potrafi wyciągnąć więcej od piłkarzy. Nie winiłbym jednak tylko poprzednich selekcjonerów. Winiłbym przede wszystkim nas, kadrowiczów - w tym i siebie samego. Dla osiągnięcia sukcesu ważnych jest wiele czynników. Proszę zwrócić uwagę, że teraz nikt nie przyjeżdża na mecze kadry i narzeka na urazy. Każdy chce grać, każdy walczy o miejsce. Dla dziewięćdziesięciu procent zawodników tej kadry to była ostatnia szansa, aby pojechać na Mundial.
- Aż dla dziewięćdziesięciu procent?
- Tak mi się wydaje.
- Czyli jest tak, że wielu zawodników jest związanych z osobą Engela. Bez niego nie zaistnieliby w kadrze?
- Zaistnieliby - polska piłka jest płytka. Jeśliby tak stawiać sprawę, to mogę powiedzieć, że jestem numerem jeden wśród piłkarzy Engela. Nasz futbol naprawdę nie oferuje wartościowych zawodników. Tak jak się gra w naszej lidze, tak nie gra się na Zachodzie. Tam zawęża się pole gry, cały czas najważniejsza jest wymiana piłki. A w Polsce tę piłkę się "holuje", gra się praktycznie jeden na jednego. Jak zawodnik minie rywala, to do następnego ma dwadzieścia metrów...
- Co pan zamierza robić po zakończeniu kariery?
- Pociąga mnie zarządzanie klubem - może popracuję w roli dyrektora, albo... właściciela!
- Ma pan dryg selekcjonera - nie szkoda marnować talentu?
- Trenerskie życie nie dla mnie - to bardzo schematyczne. W życiu kocham nowe sytuacje, cały czas coś musi się dziać. Być selekcjonerem reprezentacji - tak to nęci i intryguje. Mam swoje przemyślenia - we Włoszech prowadziło mnie wielu znakomitych szkoleniowców. Podpatrzyłem warsztat - jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne i oczywiście taktykę.
Rozmawiali Mateusz Borek i Roman Kołtoń