Paweł Kieszek od sezonu jest zawodnikiem FC Porto, z którym sięgnął po krajowe i europejskie trofeum. Jednak rola wychowanka warszawskiej Polonii ograniczała się głównie do oglądania kolegów z wysokości trybun lub ławki rezerwowych. 27-letni bramkarz portugalskiej drużyny nie kryje, że gdyby zgłosiła się po niego Legia, przeszedłby na Łazienkowską, choć to klub zza miedzy pozostaje w jego sercu.
Kieszek: Legia? Pójdę tam, gdzie mi zapłacą
"Do Polski zawsze można wrócić, tyle że poziom nie jest tak wysoki, jak na Zachodzie, więc wolałbym chyba zostać. I grać. Ale jeżeli ktoś z Polski mnie chce, to zawsze mogę porozmawiać" - mówi w wywiadzie na łamach weszlo.com, Paweł Kieszek, który jak twierdzi, nie ma wygórowanych żądań finansowych.
"W Ekstraklasie coraz więcej się płaci, a ja jestem trzecim bramkarzem i nie zarabiam jakichś kokosów. Oglądam mecze na Canal+ i wiem, jakie kto ma umiejętności. Wrażenie robi Pareiko, sam zdobył wiele punktów, o Sandomierskim mówi się, że talent, więc mogę w to uwierzyć. A poza tym... Ciężko..." - stwierdza.
Jednym z klubów, który pilnie rozgląda się za bramkarzem jest warszawska Legia. Jak zareagowałby zawodnik wychowany przez "Czarne Koszule"? "Piłka to mój zawód. I jeśli nie będę miał na jedzenie, to mam odmówić Legii? Nie. Pójdę tam, gdzie mi zapłacą. Oczywiście, będzie kłopot z kibicami, ale do Legii poszedłbym tym bardziej, że szukają bramkarza. Ostatnio rozmawiałem z kolegami z Warszawy i zadali mi to samo pytanie. Oddam serce za to, żeby wygrywał klub, który mi płaci, mimo że w sercu mam inny zespół. Ty byś nie poszedł do innej gazety?" - pyta retorycznie zdobywca Ligi Europy. "Wiesz, o co mi chodzi. Mogę chcieć iść do Polonii, a w Legii dostanę szansę gry i zdobycia mistrzostwa. Idę. O to chodzi w piłce. Poza tym wychowałem się na Ochocie, potem na Bielanach, czyli z kibicami Legii. Jak byłem mały i wracałem z treningu do domu, to ukrywałem torbę Polonii, żebym nie musiał uciekać" - sięga pamięcią wstecz Kieszek.