Jacek Bąk był przewidziany do występu w pierwszym składzie w towarzyskim meczu z Rumunią. Niestety, na rozgrzewce - kilkanaście minut przed pierwszym gwizdkiem sędziego - tak pechowo zderzył się z Kamilem Kosowskim, że został odwieziony do szpitala. Diagnoza była zaskakująca - złamanie kciuka. Bąk pojawił się na stadionie Zawiszy z gipsem na ręku i poczynania kolegów obserwował z trybun. Jego miejsce w podstawowej jedenastce zajął Tomasz Kłos. Wczoraj o godzinie 15.00 obrońca Lens przeszedł operację, palec będzie goił się teraz przy pomocy dwóch śrub. - Myślałem, że obejdzie się bez tego - rozpoczął rozmowę z nami Bąk.
- Jak długo trwać będzie odpoczynek od treningów?
Jacek Bąk: Lekarze twierdzą, że będę mógł biegać za pięć, sześć dni. Przez ten czas nie ma mowy o jakimkolwiek treningu. Na pewno nie zagram w tą sobotę. Na razie mam rękę w takim specjalnym półgipsie, nawet nie widziałem jak wygląda mój palec po operacji.
- Można mówić o sporym pechu, bo z niewinnego zderzenia z Kosowskim na rozgrzewce zrobił się duży problem.
- Problem jest, ale czy taki duży? Proszę się zastanowić, dobrze, że to nie kolano, albo palec u nogi!
- Może pan nie zdążyć na koniec ligi - 4 maja - i być może świętowanie tytułu mistrzów Francji.
- No cóż, kontuzje się zdarzają. Koledzy muszą teraz wygrywać, aby myśleć o awansie do Ligi Mistrzów.
- Czy klubowy trener bardzo był zły po pana powrocie z meczu z Rumunią?
- Pewnie tak, choć nie dał tego odczuć. Zresztą gdybym ja był trenerem, zareagowałbym tak samo.
- Czy ta kontuzja i rehabilitacja bardzo zakłóci panu przygotowania do mistrzostw świata?
- Nie za bardzo. Został jeszcze ponad miesiąc, myślę że tydzień odpoczynku nie będzie niczym strasznym. Będę przecież ćwiczył indywidualnie.
- Mecz z Rumunią obejrzał pan z trybun. Czy po upływie ponad tygodnia można pokusić się o odpowiedź na pytanie: dlaczego przegraliśmy?
- Zagraliśmy naprawdę słabo, choć nie chcę nikogo krytykować. Na pewno nie czuliśmy się zbyt pewnie, bo chcieliśmy zrewanżować się za porażkę z Japonią. Zadecydowały błędy indywidualne.
- Wczoraj w wywiadzie dla naszej gazety trener Kazimierz Górski powiedział: "Engel musi ich złapać krótko, sprowadzić na ziemię, wyjaśnić, że to nie zabawa". Czyżby piłkarze nie zdawali sobie z tego sprawy?
- Trener Górski ma rację - mistrzostwa świata to nie zabawa. Jednak chciałbym wskazać na coś innego: przed eliminacjami również nie potrafiliśmy wygrać meczu, dziennikarze odliczali nam minuty bez strzelonej bramki. A teraz trener Engel próbuje różnych ustawień. Lepiej przegrywajmy teraz, zdając sobie jednocześnie sprawę z popełnianych błędów.
- Czy panu też przeszkadzają różne zobowiązania wobec sponsorów: sesje zdjęciowe, spotkania itd.
- Nie wypowiadam się na ten temat.
- Na koniec trzeba zapytać: kiedy zobaczymy pana na boisku?
- Chciałbym jak najszybciej.
Rozmawiał Daniel Olkowicz