Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Jestem podróżnikiem

poniedziałek, 29 kwietnia 2002 12:15
Marek Jóźwiakźródło: Przegląd Sportowy

Wróciłem, zwyciężyłem, kocham was!!! - krzyknął przez mikrofon Marek Jóźwiak, zaraz po odebraniu medalu za mistrzostwo Polski. Cieszył się nie mniej niż zawodnicy, którzy dopiero pierwszy raz dostąpili tego zaszczytu. Tymczasem dla "Bereta" - licząc odebrane mistrzostwo Polski za rok 1993 - było to już czwarte trofeum! Gdy dodamy do tego cztery Puchary Polski - 1989, 1990, 1994 i 1995 - okazuje się, że Marek Jóźwiak jest, obok Lucjana Brychczego, najbardziej utytułowanym zawodnikiem w historii warszawskiej Legii!


- Nie, to jakaś pomyłka! To nieprawdopodobne! - powiedział Marek, który ma za sobą także występy w Lidze Mistrzów i półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów. - Z panem Lucjanem Brychczym nikt nie może się równać, choćby nie wiem, co zdobył. Mój przykład pokazuje tylko, że statystyki kłamią. Przecież gdzie mi do Brychczego? Co nie zmienia faktu, że jestem zaszczycony tym porównaniem. Nieźle mnie pan zaskoczył.


- Tak wspaniale wyglądają pana osiągnięcia, bo doliczyliśmy panu odebrane przez PZPN mistrzostwo Polski.

Marek Jóźwiak: Pewnie, że trzeba doliczać! Sam w domu mam jeszcze medal za to mistrzostwo. Wprawdzie tylko od kibiców - albo aż od kibiców - ale zawsze medal. Złoty.


- Po pierwszym sukcesie w lidze i przykrych jego konsekwencjach, nauczył się pan rozstrzygać sprawę mistrzostwa przed czasem!

- Daj Boże, żebyśmy w następnym roku świętowali jeszcze wcześniej niż kolejkę przed końcem! Będzie trudno, ale zespół jest coraz pewniejszy siebie, piłkarze nabierają charyzmy i ten sukces na pewno nas umocni.


- Można porównać obecną Legię do tej, która zdobywała mistrzostwo Polski siedem lat temu.

- W żaden sposób! Piłka ewoluuje, zmieniają się systemy gry, wymagania wobec zawodników, to są już nieporównywalne składy. Siedem lat temu mieliśmy wielką drużynę, która znalazła się w ósemce najlepszych w Europie.


- Wiedział pan, kiedy wrócić na Łazienkowską. Po siedmiu chudych latach, wraz z panem, wrócił mistrz.

- Tuż przed zamknięciem listy transferowej trenowałem z Polonią. Mój transfer był nie tyle strzałem w dziesiątkę, co w trzy dziesiątki!


- Zostaje pan w Legii?

- Jestem podróżnikiem. Zobaczymy, co życie przyniesie.


- Mecz z Odrą do najłatwiejszych nie należał.

- Rywale strasznie starali się troszkę uprzykrzyć nam ten świąteczny dzień, ale na szczęście nie udało im się. Nie dopuściliśmy ich do żadnych groźnych sytuacji. Mieliśmy świadomość, że jeden błąd, przypadkowe zagranie, może sporo namieszać. Sami chcieliśmy strzelić gola, żeby wszystko to ładnie wyglądało, ale nie udało się. Trudno, płakać nie będziemy!


- Za to będziecie się bawić. W jaki sposób?

- Poleje się szampan, wypijemy dobre piwo, potem do łóżka z żoną. No, a potem już grzecznie spać, bo trzeba jeszcze ograć Ruch!


Rozmawiał Krzysztof Stanowski

Podaj ten news dalej: