Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Oto dziś cz.II

poniedziałek, 29 kwietnia 2002 17:32
Genezyp Kapen

Przed sezonem wiosennym media grzmiały, że bitym faworytem rozgrywek jest Wisła i każde inne rozwiązanie należy uznać za niespodziankę. Legia zatem sprawiła nielichą niespodziankę. Natura ludzka jest przewrotna i szybko oraz łatwo przechodzi do porządku dziennego nad sukcesami, natomiast porażki rozpamiętuje. Jestem w stanie takiego chybotania, najpewniej dlatego, że nasi piłkarze zamiast zwieńczyć dzieło efektownie, na miarę wydarzenia, wymęczyli bezbramkowy remis z Odrą. Chyba już na zawsze będziemy skazani na zwycięskie remisy vide ten z Górnikiem w 1994. Jednak gdyby oddzielić ostatnie mecze grubą kreską i podsumować sezon, to należy się cieszyć bezwzględnie, a choćby dlatego, że udało się utrzeć nosa pyszałkowatym krakusom, dlatego że wielu złośliwców nie będzie miało okazji do szydzenia, że na pomoc pozostanie im teraz wzywać drużyny z lig zachodnich. Bo tylko te mogą przyjść im w sukurs, by przetrzepać Legii skórę. A Valencia jest o krok od zdobycia tytułu mistrza Hiszpanii, A Inter Włoch....

Właśnie za mym oknem zwarta grupa pijanych kibiców ryczy pieśni legijne i pomiędzy słowami powszechnie uważanymi za powszechnie używane, wspomina wiele o wielkości naszego klubu, a Starówka i koleje podmiejskie (dlaczego podmiejskie?) podnoszą się z gruzów i zniszczeń. Obcowanie z takimi aktami adoracji nie tylko alkoholowej to także cena jaką trzeba zapłacić za mistrzostwo.

Natura ludzka jest przewrotna. Powoduje iż porażki na długo zostają w pamięci, nad sukcesami każe szybko przechodzić do porządku dziennego. Tylko, ze te dwa remisy, choć zwycięskie, nieco moją euforię ostudziły. Dziwne uczucie popadać w euforię po remisie z Odrą u siebie, ze świadomością, że w ogóle tak mało było odniesionych ważnych zwycięstw. Jednak trzeba się cieszyć, więc mówię sobie: „nic to”.


Gotuje się


Serwis www.legia.pl zapodał w czwartkowym uaktualnieniu tytuł „Zwycięstwo nad Wisłą”. „Tempo” zaś informację, że Kasperczak nie mógł w środowym meczu skorzystać z „aż” czterech piłkarzy, przy czym z dwóch skorzystał, a Okuka takich problemów nie miał i mógł desygnować optymalny skład. Żadna z gazet nie napisała w relacji, iż sędzia nie podyktował słusznego dla Legii karnego w pierwszej połowie po faulu na Svitlicy. Może to i lepiej, bo byłby problem z egzekutorem... GW podała relację jakiegoś frustrata, który przed meczem oglądał chyba „Potop” a nie mecz i widział oczyma wyobraźni obronę Częstochowy w wykonaniu Legii. To ja podam równie wiarygodną informację, że legioniści przed meczem byli u jednego szamana i sprowokowali opady deszczu od rana, żeby rozproszyć kibiców Wisły, a najwytrwalszych narazić na przeziębienie. Szaman ponadto zatruł wodę szalejem i efekty działania tego specyfiku objawiły się pod kasami Wisły przed meczem. Czym zatruto działaczy Legii, że dopuścili do podobnej sytuacji w kilka dni później pod kasami Legii ? O tym będzie dalej.

Natomiast dziennikarze „Tempa” może zwyczajnie nie mają rozeznania kto w Legii jest, bo nie podejrzewałbym ich aż o taka nieżyczliwość. Bo skoro brak Karwana, Czereszewskiego, Wróblewskiego, Piekarskiego, Szali i Łapińskiego a nawet Siadaczki ignorują, to albo są pyszałkowatymi ksenofobami albo ignorantami. Na szczęście legioniści poradzili sobie z faworyzowaną Wisłą dalekimi odwodami. Ponieważ w ciągu ostatnich czterech lat prawie zawsze graliśmy z krakowianami w składzie mocno przetrzebionym, gra przeciwko teoretycznie mocniejszemu rywalowi była już rutyną. Mam nadzieję, że znamiennego i brzemiennego w skutki.

Ostatnie dni dowiodły kibicom z Krakowa jak to nie wypada zawczasu języka strzępić na szumne zapowiedzi. Legia miała zostać rozniesiona w Krakowie. To miał być rzekomy dowód iż tylko do rozgwieżdżonej Wisełki należy monopol na przegrywanie eliminacji do LM. Tymczasem to asy klubu Cupiała, z dwukrotnie wyższym od Legii budżetem pokazały to, co zazwyczaj pokazywały przepłacane asy Legii. Znów sprawdziła się teoria o nikłych umiejętnościach piłkarskich w naszej lidze w ogóle i o zwyciężaniu tych, którzy są aktualnie głodniejsi sukcesu.


Ile widowiska w widowisku


Mecz środowy na mokradłach krakowskich był słabym widowiskiem. Zazwyczaj rozgrywki naszej ekstraklasy nie budzą we mnie odruchów typu: wznoszenie ramion do niebios, rzucania okrzykami religijnymi jak: „O Boże!!!” czy „Jezus Maria!”, ale ten mecz akurat to spowodował. Liczyli państwo, ile razy naszym piłkarzom udało się zaplątać we własne nogi kiedy wystarczyło wbiec w pole karne i strzelić? Ile piłek Magiera z Murawskim i Kiełbowiczem wyekspediowali w ramach podań poza boisko lub pod nogi przeciwnika? Mam już za słabe nerwy. Był moment, że zwątpiłem, bo niebiosa karzą ludzi, którzy marnują ich dary. Na szczęście to Frankowski jednym przyłożeniem nogi zmarnował dar, który wystarczył za cały mecz. Svitlica zaś taki dar otrzymał i docenił go... Przewaga w środku boiska była najzwyczajniej marnotrawiona i mam nadzieję, że mimo euforii konsekwencje zostaną wyciągnięte, bo tak dziś już grać nie wolno. W końcu ze świetnego rozgrywania (mecz życia Vukovića?) w środku pola nie wynikło w ofensywie, a przy inteligentniejszej grze w ataku mogło wyniknąć o wiele więcej. Na szczęście wyręczyli nas wiślacy, fundując gola. Decydujące kopnięcie diabolicznego Stanko przyjąłem z wielką ulgą, bo legioniści sprawiali wrażenie ludzi, którzy bardzo się starają nie skrzywdzić Wisełki. Nieważne, grunt, że mamy ten przeklęty tytuł. Jakoś przeboleję, że nie wygraliśmy w Krakowie, może uda się w Pucharze Ligi. To, co działo się w niedzielę pominę litościwym milczeniem. Jedyną sytuację strzelecką sam na sam z bramkarzem zmarnował mój ulubieniec wznoszony pod niebiosa za strzał z Polonią - Tomasz Sokołowski.


Powtórka z historii


Nasuwa się analogia z rokiem 1996 , kiedy to Legia owiana sławą LM przegrała (zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią Bednarza w TVP) rywalizację z niedocenianym, a głodnym Widzewem. Teraz rolę Legii przejęła Wisła, a Widzewa - Legia, Bednarza zastąpili Czereszewski z Miklasem. Wisła podobnie jak Legia wówczas stoi przed widmem odejścia kilku czołowych piłkarzy. Nie traci jednak sponsora, nie zajrzy jej w oczy bieda. Choć analogicznie jak Legia wówczas, Wisełka może stracić impet i prymat w kraju na kilka lat. Choć zaplecze wśród zawodników ma imponujące. Jeśli tylko stanie się to, co stać się powinno i Legia ustabilizuje swoją pozycję, zacznie budować drużynę na kilka lat, a nie tylko na następny sezon, liga może być bardzo ciekawa. Wiele zależy też od ruchów jakie wykonają inni zainteresowani. A już słychać o planach budowy wielkiego Widzewa, o podnoszeniu z wiecznego niedostatku Pogoni. W przypadku Legii dużo może rozstrzygnąć przełom w sprawie gruntów, ale nie musi. Jeśli w obecnym stanie rzeczy one nie przyciągną sponsora strategicznego, to już nic go nie przyciągnie.

Na trybunie honorowej zasiadło kilka wpływowych i znaczących postaci, których nie było, kiedy trzeba było odegrać kluczowe role w budowie klubu z prawdziwego zdarzenia, w tym stadionu. Zleciały teraz, żeby kojarzyć się z sukcesem, choćby cudzym. Ten już został wyolbrzymiony i ma bardzo wielu ojców. Ja w takim klimacie nie wierzę w Legię na miarę Europy. A widok Marka Borowskiego w naszym szalu jakoś satysfakcji mi nie przyniósł.


Logika antytezy


Mecz przeciwko Widzewowi w 1996 roku ma dla mnie jeszcze jedno analogiczne znaczenie. Byłem wówczas pierwszy raz po dłuższej przerwie na stadionie Legii. Zanim wszedłem na trybunę przez jedyne wejście jakie otworzono, zmuszony byłem obcować z tłumem w stopniu bliższym niż bym sobie tego życzył. Chaos, ścisk, brud, bajzel, agresywne oddziały prewencji, kibice wchodzący masowo przez płot. Polski mecz. Teraz, po sześciu latach intensywnej europeizacji problemem jest już nawet sprzedaż biletów. Mamy jeszcze większe chaos, ścisk, bajzel itd. Diabeł tkwi w szczegółach i dlatego pozwolę sobie zauważyć, że na podstawie tego, co dzieje się pod kasami polskich klubów (na Wiśle zachodziły analogiczne wydarzenia) żaden z nich nie zasługuje na grę w Lidze Mistrzów. Żeby bowiem trafić do tego zacnego grona, trzeba umieć szanować wysiłek piłkarzy, kibiców, swój własny. Tymczasem klub, który nie szanuje sam siebie - narażając w tak kompromitujący sposób swoje dobre imię na drwiny, nie powinien grać nigdzie, poza pastwiskiem w Lubelskiem.

Kiedyś w PRL-u nierozwiązywalnym przez dekady problemem był skup opakowań szklanych. Na Legii problemem podobnej rangi jest sprzedaż biletów. Podejrzewam, że przedszkolaki w ciągu piętnastominutowej narady z panią przedszkolanką wymyśliłyby lepszy sposób dystrybucji wejściówek na mecze. Nie wspomnę o brak dystrybucji jakichkolwiek pamiątek z mistrzostwa 2002. czekamy na sponsora, a kasa wycieka... Skoro nawet takie banały od tylu lat przekracza możliwości mentalne kolejnych zarządów klubu, to proszę te dalekosiężne plany i wielkie aspiracje włożyć do klasera ze znaczkami stemplowanymi? Natomiast skóra mi schodzi od tarzania się ze śmiechu, kiedy spadkobiercy zasłużonego ZOMO wdrażają w życie idiotyzm prosty pt. jedną bramką będziemy wpuszczać, to mysz się nie prześliźnie. Ale ani policja, ani zarząd, ani nikt nie ma monopolu na idotyzm.
W zeszłym roku po żenującej porażce w całym sezonie i planowej porażce z Wisłą, kibice Legii zdemolowali własny stadion, w tym sezonie po szczęśliwym finale i niezłym sezonie uwieńczonym paterą, zdemolowali dzielnicę własnego miasta.

Starówka wiele przeszła w swej historii. Od czasu wyczynów hitlerowców nikt jej się nie dał we znaki tak, jak świętujący kibice Legii. Jeśli komunikaty o zdemolowanych tramwajach i pociągach podmiejskich (!) świadczą o tym, że Legia to rzeczywiście klub ludzi nie bardzo związanych z samą Warszawą, to proszę nie wymagać od nikogo, żeby odnosił się do Legii z szacunkiem należnym stolicy. Sami kibice Legii wszak go nie mają. To znowu woda na młyn propagandy Polonii, z którą ci sami dewastatorzy będą toczyli światłe spory światopoglądowe na temat warszawskości obu klubów. Nie uważam przy tym, iżby zdziczenie znacznej części legionistów było kwestią wyłącznie w Warszawie obecną. Pamiętam mecze, po których podobne sceny miały miejsce w Poznaniu i innych miastach. Tyle, że to żadne usprawiedliwienie. Cytat z kabaretu Olgi Lipińskiej wciąż będzie aktualny, dopóki owiani mistycyzmem fanowie z Łazienkowskiej będą skłonni do zachowań godnych bojowników sztachetowych z remizy w Pcimiu Dolnym. O ironio z okrzykiem na ustach „Tak się bawi stolica”. Raczej tak się bawią plemiona Hunów, które najechały Rzym. Cytat natomiast leci mniej więcej tak:„Zachód ma nas za Azjatów, a Azjaci za Zachodu tył”


Naczalstwo


Wskutek zimowej polityki transferowej zarządu między innymi napisałem przed sezonem felieton pod znamiennym tytułem „Apokalipsa według mnie”, w którym nie rokowałem sukcesów Legii. Jednak nie udało się rozprzedać najlepszych graczy choć i tak nie pograli sobie za wiele na wiosnę. Został Karwan (dzięki za gola z Wisłą), nie odeszli Czereszewski ani Piekarski. To, że atmosfera w drużynie nie posypała się i że mimo pewnych osłabień Legia wyszła na wiosnę walczyć to głównie zasługa trenerów Okuki i Kubickiego. Zdrowy rozsądek nie pozwalał zakładać, że klub wyprzedawany, w którym prezes nie wywiera należytej presji na końcowy sukces, gania zaś za jakąkolwiek forsą jak opętany, będzie miał dość determinacji, by walczyć ze wzmacnianą Wisłą. Że druga linia z Kiełbowiczem, Magierą i Sokołowskim w wyjściowym zestawieniu wystarczy do zdobycia mistrzostwa. Okazało się, że w lidze polskiej można te tytuły zdobywać w jeszcze gorszym zestawie. Trzeba tylko przegłodzić odpowiednio zawodników. Okazało się również, że w Polsce zawodnik o wysokich umiejętnościach to przekleństwo, o czym wiemy po przejściach w ostatnich latach i o czym wiedzą wiślacy kontemplujący metafizyczną postać Sypniewskiego...

Faktem jest, że szalenie pomogła nam niedyspozycja Wisły. Zakładałem przed sezonem, że poza bezpośrednimi meczami z Wisełką można będzie stracić góra 2 punkty w meczach z innymi drużynami - a dwóch już brakowało po jesieni. Okazało się, że można ich stracić więcej. Trzeba sobie zdać sprawę, że Legia na wiosnę wygrała tylko jeden mecz wyjazdowy, zadając kłam teorii, że mistrzostwo zdobywa się na wyjazdach. Legia udowodniła, że zdobywa się je także na boisku głównego rywala, ale bynajmniej nie wygrywając tam, tylko czekając, aż sam zacznie seryjnie nie wygrywać tam meczów. Przy tempie jakie trzymała Wisła na jesieni już punkty zgubione przez warszawiaków w Katowicach przekreśliłyby tytuł.
A tak ufundowany po raz pierwszy w tym roku przez PZPN posrebrzany pater, tzn. posrebrzana patera trafi w nasze ręce. Pater ci u nas dostatek ale i Grzegorza, tzn. i tę paterę przyjmiemy jako zapowiedź zwycięstwa w eliminacjach do LM.


PZPN może mieć zabawę z naszym ulubieńcem Kucharskim, który w przypływie euforii walnął w swoim stylu, że Legia zrezygnowała z układu z Odrą w Pucharze Ligi i w związku z tym będzie grać z ową o mistrzostwo ligi uczciwie. Bardzo się wzruszyłem, bo dzięki temu nie było zwycięstwa w niedzielę....








Jacek:

Jestem kibicem Wisły ale z przyjemnościa czytam Twoje felietony.Wpływ na
ksenofobię wislaków mają arytkuły w gazetach jakoby kibice zamówili
szaliki z napisem "Wisla Mistrz 2002".O ile mi wiadomo nic takiego nie
mialo miejsca a juz tym bardziej nie Warszawie.W Krakowie tez potrafimy
zrobić szalik.Życzę Legii powodzenia w eliminacjach do Ligi Mistrzów choć
nie daję jej większych szans tak jak nie dawałbym zresztą tez
Wiśle.Pozdrowienia i pisz dalej!


Fanatyk:

Zgadzam sie w zupelności. Chamstwo i drobnomieszczaństwo nie pasują do
Legii. niestety coraz trwalej z tym sie utożsamiamy. Widziałem na meczu
ludzi bijących się między sobą - ochrona udawała że widzi coś innego, na
"żyletę" sprzedano więcej biletów niż miejsc - i musiałem dopłacić
ochroniarzowi, żeby mnie wpuścił. Klub powinien zacząć od siebie - i
posprzątać we własnych szeregach pracowniczych. Szkoda tego, bo zasługujemy
na więcej. Legia Mistrz.


Sławek Włodarczyk:

Jestem kibicem Legii ze Szczecinka. Rzadko mogę być na Łazienkowskiej, bo pracuję. Ale zawsze sercem jestem blisko mojego ukochanego klubu. I szlag mnie trafia, że banda totalnych debili i zupełnych bezmózgowców potrafi zepsuć wielkie święto. Żądają od Legii pieniędzy. Dlaczego???. Powinni płacić bandyci, których wyłapano. Tak jest w normalnym kraju, tylko nie u nas. Dziwię sie UE, że chce nas przyjąć do swojego grona. A tak nawiasem. Jeżeli bezrobocie w powiecie szczecineckim sięga 35 % (w kraju, wśród ludzi mlodych jest podobnie) to nie dziwmy się takiemu zachowaniu mlodzieży. Tak musi być, bo jak twierdzą socjologowie 20-procentowe bezrobocie jest zagrożeniem ładu społecznego i może spowodować (i niedługo spowoduje) zamieszki na ulicach. Argentyna to juz przerabia. Tak więc szanowne władze stolicy, odczepcie sie od Legii, bo nigdy nic jej nie daliście (poza zamykaniem stadionu). Weźcie się Panie Zdrojewski za bandytów, a nie klub.






Skomentuj felieton wysyłając maila na adres: legia@futbol.pl

Podaj ten news dalej: