- W meczu z Rot-Weiss Oberhausen to nie był ten Wichniarek, co zwykle.
Artur Wichniarek: Wypada się z tym zgodzić. Tak naprawdę, to powinienem leżeć w łóżku, gdyż miałem poważną grypę. Kilka dni zmagałem się z gorączką. Jeszcze wczoraj miałem 38,5 stopnia. Zrobiłem jednak wszystko, aby wystąpić w tym niezwykle ważnym spotkaniu - dla Arminii Bielefeld, i dla mnie. Walczyliśmy o zwycięstwo w Oberhausen, ale punkt wywalczony z tym rywalem również jest cenny - jeśli w ostatniej kolejce pokonamy Ahlen, to awansujemy do Bundesligi.
- Czuje pan z pewnością poparcie sympatyków drużyny narodowej, a to w ankietach, czy też w rozmaitych sondażach lub innych dyskusjach...
- Czy czuję? Jasne, że czuję, ale kibice nie popierają mnie ot, tak sobie. Nie jest to poparcie, że tak powiem, wyssane z palca. W tym sezonie strzeliłem osiemnaście bramek. W poprzednim również osiemnaście goli...
- Nie ma pan nadziei, że 12 maja znajdzie się na zgrupowaniu przed Mundialem?
- Jak mówi przysłowie - nadzieja jest matką głupich. A wiadomo, że każda matka kocha swoje dzieci... Ale o czym my mówimy? Jeden z dziennikarzy powiedział mi, że jest lista dziesięciu piłkarzy, którzy na pewno nie pojadą na Mundial i ja znalazłem się na tej liście! To chyba jakaś paranoja. Zawsze myślałem, że sporządza się listy, kto jedzie na mistrzostwa świata, a nie kto nie jedzie... Po co mieć jakiekolwiek wątpliwości. Po spotkaniu z Kamerunem już byłem pewny, że nie mam szans.
- Już po meczu z Kamerunem? Przecież Polska od tego czasu rozegrała kilka meczów międzypaństwowych.
- Powiedzmy sobie szczerze - zostałem powołany, ale tylko dlatego, że chcieli tego dziennikarze. Spełnione zostały oczekiwania ludzi mediów. I tylko tyle.
- Co powinien pan zrobić, aby znaleźć się w kadrze.
- Ostatnio jeden dziennikarz poradził: "Niech pan zadzwoni do selekcjonera". Chyba jednak nie tędy droga. Mówi się trudno. W końcu nie tylko Wichniarek jest napastnikiem... Ja nie pasuję do koncepcji. Skoro nie pasowałem przez dwa i pół roku, to nie będę pasował i przez następne dwa i pół roku. Swojego stylu jednak nie zmienię. Ten styl powoduje, że jestem skuteczny i ceniony w Niemczech.
- Atak Olisadebe-Wichniarek, to naprawdę mogłoby być bombowe zestawienie!
- Taki duet nigdy nie zagrał i może już nigdy nie zagra? Taki skład, ze mną i Olisadebe, mogą wystawiać dziennikarze. Jednak u selekcjonera nie ma mnie nie tyle w podstawowej jedenastce, ile w kadrze! Kiedy w poprzednim sezonie byłem królem strzelców drugiej Bundesligi, mówiono, że to tylko druga liga niemiecka. Kiedy jednak w tej lidze znalazł się Paweł Kryszałowicz, to już nie kolportowano hasła "tylko druga liga". Nie chcę się zresztą już wypowiadać. Szkoda miejsca w gazecie...
- Pan pozwoli, że to my będziemy decydowali, czy szkoda, czy też nie szkoda... Jak pan porówna osiemnaście bramek w drugiej Bundeslidze, z jedenastoma golami Marcina Żewłakowa w Belgii? Czy czuje się pan gorszy od tego napastnika?
- Ja gorszy? Od nikogo nie czuję się gorszy! Napastnika weryfikuje boisko - styl gry, ale przede wszystkim bramki, a także asysty. Jestem napastnikiem, który trafia do siatki, ale i potrafi wypracować sytuacje kolegom.
- W drugiej Bundeslidze strzelił pan więcej bramek od Kryszałowicza, chociaż trzeba przyznać, że Paweł też jest czołowym napastnikiem w Niemczech.
- I co z tego, że strzeliłem więcej goli od Pawła? I co z tego? No, może tylko tyle, iż coś udowodniłem przede wszystkim samemu sobie. W Polsce też potrafiłem strzelić w sezonie dwadzieścia bramek, a "Kryszał" ledwie siedem. Proszę zresztą nie myśleć, że ta wypowiedź jest wymierzona w Pawła. Kryszałowicz sprawdził się w reprezentacji. Jednak na jego tle udowodniłem, że też dałbym sobie radę.
- Pan nie pojedzie na mistrzostwa świata, ale za to w ostatniej chwili "załapał się" Maciej Żurawski.
- Znamy się jeszcze z polskiej ligi. To naprawdę skuteczny napastnik, który w tym sezonie w Wiśle strzelił już dwadzieścia jeden bramek. Wychodzi na to, że łatwiej się pokazać w polskiej lidze, niż w drugiej Bundeslidze. Maciek Żurawski jest tego najlepszym przykładem - tak jak wcześniej był tym przykładem Igor Sypniewski. Wystarczyło, że w naszej ekstraklasie strzelił cztery gole dla Radomska. Ja przez półtora roku wbiłem prawie czterdzieści goli i jakoś to nikogo nie przekonało.
- Jest pan zły, rozczarowany, czy może pogodzony, iż nie pojedzie na mistrzostwa świata?
- Rozczarowany, a nawet zły. Przecież marzeniem każdego piłkarza są mistrzostwa świata. Kiedy siedziałem na ławce w Arminii nie domagałem się gry w drużynie narodowej. Teraz sytuacja jest inna. Regularnie potwierdzam swoją wartość. Wystarczy, że inni błysną, a już dostają szansę. A ja zagrałem u Engela jedynie przez czterdzieści pięć minut na zmrożonym boisku z Kamerunem, przyszłym triumfatorem Pucharu Narodów Afryki. To dla mnie jest niezrozumiałe.
- Kilku piłkarzy nie gra regularnie w swoich klubach, a w reprezentacji ma etaty...
- To pokazuje, jak ciężko jest o miejsce w drużynach na Zachodzie. Głowa selekcjonera jest od tego, aby to wszystko poskładać - tak, aby wygrywać. Czy teraz trener dobrze układa klocki, to pokażą finały mistrzostw świata. To będzie weryfikacja pracy selekcjonera.
- I znowu wracamy do tego, iż jest pan niepokorny.
- W jakim sensie? Że mówię prawdę w wywiadach, to znaczy, iż jestem niepokorny? Nie zamierzam formułować moich myśli tak, aby wszystkim się podobało. Kłamać nie będę, a że ktoś się obraża, to jego sprawa. Zresztą kiedy powiedziałem coś kontrowersyjnego? To jakiś absurd, żeby nie powoływać zawodnika, bo jest niepokorny.
- Czy trener Engel kiedykolwiek gościł na meczu drugiej Bundesligi z pańskim udziałem? Byłaby okazja, aby spokojnie - przy kawie - wymienić poglądy.
- Nie wiem, czy gościł, czy nie gościł. W Niemczech nigdy nie mieliśmy ze sobą kontaktu. Widzieliśmy się jedynie przy okazji meczu z Kamerunem.
- Zamiast pana na Mundial ma pojechać Cezary Kucharski.
- Słyszałem, że był brany pod uwagę również Sylwester Czereszewski, ale "złapał" kontuzję... Kucharski czy Czereszewski, to tylko potwierdza moją tezę, że szansę w kadrze otrzymują wszyscy, którzy się wyróżniają, tylko nie ja. Nie potrafię sobie tego wytłumaczyć.
- Czy zrobił pan wszystko, aby znaleźć się w samolocie do Korei?
- Widocznie nie... Może ktoś ze sztabu reprezentacji powinien mnie poinformować, co należy spełnić, aby znaleźć się w kadrze? Czekam na wytyczne... A tak na poważnie - co mogę więcej zdziałać? Formę potwierdzam, mam instynkt, ale to się nie przydaje w kontekście reprezentacji. Dla mnie naprawdę ważna jest koszulka z Białym Orłem. Żal ściska serce, że nie jestem w reprezentacji... To tak boli, naprawdę boli. Nie mam jednak siedemnastu lat. Nie skończę przez to grać w piłkę. Mam rodzinę. Występuję w klubie, w którym czuję się potrzebny. To w jakimś stopniu pozwala zapomnieć o rozgoryczeniu związanym z brakiem powołania do drużyny narodowej na najważniejszą imprezę piłkarską świata...
- Za panem ujął się nawet Kazimierz Górski.
- Bardzo mi miło - to o czymś świadczy. Skoro takie słowa padły z ust trenera, który ma w polskiej piłce największe sukcesy i najlepsze pojęcie o futbolu. Jeśli pan Kazimierz znowu obejmie kadrę, to zapewne w niej zagram.