Liczba wstrząsających informacji na jednostkę czasu, które są ogłaszane, jakoby miały zajść w Legii zaczęła przekraczać moje zdolności percepcyjne. Ledwie klub zdobył tytuł, ledwie opadł smród z odbudowywaniem Starówki, ledwie zrobiono remanent piłkarzy, już huknęło że odchodzi Vuković, ze przychodzi Iwan, że mnóstwo innych rzeczy. Przyjęto i wyrzucono Brazylijczyka, pozyskano, ale nie do końca nowego sponsora, który okazał się niedoszłym sponsorem Widzewa, choć nie ma pewności czy na pewno niedoszłym. Ucichło natomiast w kwestii innych sponsorów. Następnie rozważono przydatność armii ligowców, których Legia chciałaby pozyskać, ale najlepiej za darmo. Wnet okazało się, że większość z nich nie może przyjść nawet za duże pieniądze. Dokonano dziesiątek analiz naszych szans w walce o Ligę Mistrzów. W końcu na dobitkę dostaliśmy newsa, że trzech trenerów to lepiej niż dwóch i że jeśli mamy dostać sponsora to w pakiecie z trenerem Wdowczykiem.
Wdowcu
Młodszym fanom jestem winny wyjaśnienie, że Dariusz Wdowczyk był moim ulubionym piłkarzem Legii w latach 80. Według mnie bardzo się zmienił po powrocie z Anglii – kiedyś cichy i robiący swoje na boisku (mam nadzieję, że nie był tym, który robił, co wszyscy wiemy poza boiskiem w tamtym czasie), dzisiaj głośny, energiczny i robiący dużo szumu - człowiek instytucja nieomal z zadatkami na następcę Bońka. To dygresja, ale do trenerskich umiejętności Wdowczyka średnio jestem przekonany, to bardziej człowiek mediów, ale w dzisiejszej piłce nie ma reguł. Skoro Sokołowski był podporą ekipy, która zrobiła mistrza, to i Wdowczyk może zdobyć Puchar Europy. Poza tym mam wrażenie, że potrzeba sukcesu powinna dyktować osobę szkoleniowca, a nie życzenie (nie wiadomo czym podyktowane) ewentualnego sponsora. Jednak w chaosie w jakim żyjemy nie takie rzeczy się zdarzały. Chodzi o to, że nie istnieje u nas fachowa ocena umiejętności i profesjonalizmu. Za to funkcjonuje metoda rotacji personalnej jako jedynie swojska, znana i bezpieczna. Jak będziecie mieli Ziutka to wam zaufamy, inaczej, to kto was tam wie. Więc idzie Ziutek na Miejsce Jankowiaka, Jankowiak za Wasilewskiego, Wasilewski zajmuje plac po Maliniaku, a Maliniaka wysyła się w Maliny. Ot rotacja. A jako pierwszy opisał ten sposób funkcjonowania systemów operacyjnych w PRL Jan Pietrzak.
Kwadratura trójkątów
Tak gwałtowny przypływ rewolucyjnych wiadomości oznacza, że trwa przerwa międzysezonowa. A przerwa jak to przerwa, charakteryzuje się brakiem pożywki piłkarskiej, więc jest odpowiednim czasem dla spekulacji, puszczania kaczek dziennikarskich, wyciągania pochopnych wniosków z mało znaczących faktów. Kilka takich przerw z rzędu uzmysławia znikome znaczenie informacji jakie dostają się do mediów. Stany niepewności, przewlekłości, niedomówienia i tymczasowości to stany ukochane w Polsce. Trwają od zawsze, a i tak stanie się to, co ma się stać, kiedy nikt już tym nie będzie się interesował. Dlatego zamiast podniecać się takimi wstrząsającymi informacjami lepiej nie zawracać sobie głowy i poczekać do sierpnia, choć i wtedy nie wszystko się wyjaśni jak np. było z Yahayą pół roku temu. Ani wejście sponsora, ani pozyskanie nowego trenera, ani kilku ligowców nie gwarantuje bowiem niczego, poza przepływami przez klub gotówki. Mam niejasne wrażenie, że nasza liga to nie wypadkowa umiejętności czy gry piłkarzy, ale nie będę teraz rozwijał tego tematu.
Nowy model zreformowanej ligi sprawdził się, zaakceptowali go kibice, środowisko, mecze były ciekawsze, nie było kolejek cudów. I właśnie dlatego... następuje powrót do starego systemu.... Gdyby jeszcze ligę zmniejszano do 12 drużyn, można by mówić o sensie rezygnacji z grup. Ale, nie ma ich być 14. Czyli znów wygrał zgniły kompromisik. Podobnie jak w przypadku licencji. Mają obowiązywać, ale nie do końca. Proszę zdać sobie sprawę że słabiutka, nudna jak flaki z olejem liga krajowa broni się przed reformami. Broni się przed zmianami, które pchnęłyby ją do prawdziwej rywalizacji na podwórku krajowym i międzynarodowym w przyszłości. Broni dlatego, że mogłoby się okazać, że to nie jest prawdziwa liga tylko zlepek przebierańców, którzy pierwszoligowe środowisko piłkarskie tylko udają. Mamy na niby mecze, na niby rywalizację, na niby tłumy na stadionach i na niby stadiony. Przyłapuję się coraz częściej na tym, że bardziej interesuje mnie wynik danego meczu, niż sam mecz. Wszak w 90 proc. przypadków śledzenie na poważnie poczynań przebierańców na boisku to męka ponad moje siły.
Oglądałem ostatnio amatorski mecz reprezentacji artystów z TVN. I aż mną telepnęło. Poziom gry niewiele odbiegał od poziomu gry naszych ligowców! Za to ambicja, zaangażowanie i chęć zwycięstwa jakie prezentowały oba zespoły uzmysłowiły mi jak bardzo cechy te są obce w poczynaniach naszych ligowców. Grają jakby przeżuwali siedemdziesiątą trzecią porcję popcornu w tym tygodniu.
Martwe morze
Czy można zatem w kategoriach logiki i zdrowego rozsądku napisać coś mądrego o zmianach w lidze, w Legii itp. Mam wrażenie, że zdrowy rozsądek nie ma z tym nic wspólnego, więcej mają partykularne interesy przedstawicieli poszczególnych klubów, stacji tv, sponsorów, działaczy. Kto aktualnie tupnie, czy co mu się zwidzi, a gotów jest za te zwidy i kaprysy płacić, tak mu panowie zarząd podporządkują rozgrywki. Znaczy że działacze związkowi nie mają żadnej klarownej wizji rozgrywek, do której byliby przekonani, która realizowałaby plan czy program rozwoju, w końcu której gotowi byliby bronić. A rozgrywki obojętnie w jakiej formie coraz trudniej daje się oglądać. Przyłapałem się na czymś niepopularnym, ale znamiennym. I myślę, że dopiero całkowita klęska teamu Engelowego może spowodować rewolucyjne zmiany jeszcze przed startem rozgrywek. Uzmysłowi po raz czterdziesty czwarty, że nie mamy prawdziwego futbolu, o czym przekonają nas Koreańczycy i Amerykanie. Jeśli nie przekonają, polski bigos będzie się kisił we własnym sosiku kolejne lata.
Grzechy
Nie rozważę zatem dogłębnie pomysłu przejścia do Legii Tomasz Iwana (Boże, czym Ci zawiniłem, że chcesz ukarać mnie tak okrutnie?). Nie odniosę się do zamętu z trzema trenerami (najwyżej będziemy mieli świętą Trójcę Trenerską) ani do groźby odejścia Czereszewskiego, Piekarskiego i Murawskiego (nie są to aż tacy gwiazdorzy, żeby nie można było ich zastąpić, ale nasza nędza polega na tym, że nawet takich grajków nie ma kim zastąpić),w końcu nie skomentuję sprawy Renatinho (uważam uzasadnienie oddalenia go za dziecinne - łatwiej przecież poprawić wydolność znakomitemu technikowi, niż nauczyć techniki maratończyka). Bez zwykłej zaciekłości napisze tylko, ze smuci mnie najbardziej, że nikt nie próbuje wzmocnić Legii poprzez wyprzedanie Magiery, Sokołowskiego, Kiełbowicza, Jóźwiaka i jeszcze paru innych. Tylko teraz są coś warci, potem nikt ich nie będzie nawet chciał.
Gorzkie żale, czyli wzmocnień czar
Nie znaczy to jednak, że nie poruszę kilku kwestii, które Legii dotyczą trochę w innym kontekście, niż zazwyczaj rozważano. Proszę bardzo:
Kwestia pierwsza – czy może myśleć o podboju Europy zespół, którego największym osiągnięciem szkoleniowym było to, że jego zawodnicy po siedmiu latach tułaczki mentalnej nauczyli się angażować w grę – po prostu biegać za piłką, by wygrać? Czy nie popadamy w paranoję zachwalając trenera Okukę za to właśnie, że a)nauczył, b)zmusił, c)wyegzekwował (niepotrzebne skreślić) od piłkarzy chęć do grania? To tak jakby zachwalać naczelnego gazety za to, że skłonił swoich dziennikarzy, żeby pisali regularnie artykuły. Znaczy to, że wcześniej zawodnicy nasi nie mogli się zdecydować czy warto grać czy nie. Przecież w meczach o/w Lidze Mistrzów czy nawet w Pucharze UEFA będziemy potykać się z drużynami, dla których maksymalne zaangażowanie w grę to od lat chleb powszedni. Cała sztuka polega na tym, żeby mieć piłkarzy wybitnych technicznie, dla których gra jest pracą, a nie pretekstem do odstawiania gwiazd w stylu primadonna na boisku a i poza nim. U nas utarło się przekonanie, że od biegania są walczaki, a od spijania śmietanki rozleniwione gwiazdy, które łaskawie dokładają nogę w dogodnych sytuacjach. Murawski uwierzył, że on jest od wybijania piłek, a od strzelania goli jest kto inny. Otóż nawet Zidane czy Raul zasuwają po boisku aż miło, nie obrażając się, że ktoś marnotrawi w ten sposób ich wybitniejsze talenta.
Paranoją polską jest obnoszenie się z potęgą po osiągnięciu zaledwie tego, co dla innych jest dopiero punktem wyjścia do jakichkolwiek osiągnięć. To tak jakbym odstawiał gwiazdę, że udało mi się artykuł opublikować. Po co daleko szukać przykładów? Proszę zerknąć na zachowanie naszych kadrowiczów z reprezentacji Engela, którzy jeszcze przed imprezą uznali się za nie wiadomo kogo i gwiazdują w najlepsze, bo raczyli w ogóle awansować, podczas gdy inni mozolnie przygotowują się do mundialu, uznając awans za swój obowiązek.
Kwestia druga – wzmocnienia. Czy można w ogóle rozważać kwestię wzmocnień, nie mając piłkarzy w kraju? Czy można myśleć o ściągnięciu zagranicznych piłkarzy nie mając pieniędzy? Czy można myśleć o pozyskaniu sponsora, kiedy gra się w lidze na niby bez szans nawet mglistych na zaistnienie w Europie? Szczególnie w momencie, kiedy cały kraj jest pogrążony w depresji i modli się, aby w ogóle z niej wyjść w całości? Jak czytam sny o potędze co bardziej napalonych optymistów pomistrzowskich to mam wrażenie, że wierzą iż można sięgnąć głową chmur, mimo tego, że reszta ciała leży zanurzona w błocku, mętnej wodzie i wędzi się w gnilnych oparach?
Zwolennicy wariantu ukraińsko-czeskiego powiedzą, że można wyszykować jeden team ligowy, który zrzeszając najwybitniejszych graczy z ligi zaistnieje w Europie i przetrze szlak. Takie rozwiązanie może się udać, ale jest zazwyczaj krótkotrwałe, a poza tym i tak wymaga pewnych nakładów. Tymczasem to Ukraińcy wykupują naszych najlepszych piłkarzy a nie odwrotnie. Czesi mają zaś bajeczną w porównaniu bazę szkoleniową. Fakty są oczywiste: w Polsce nie ma zbyt wielu solidnych piłkarzy, nie ma zbyt wielu szkółek juniorskich, nie ma zbyt wielu sekcji piłkarskich, choćby w szkołach, a co za tym idzie nie nawet boisk. Nie śmiem nawet wspomnieć, że szkolenie młodzieży na świecie to obecnie języczek uwagi. W Polsce nie szkoli się juniorów ani w dostatecznej liczbie, ani na odpowiednim poziomie, nie mówiąc już o właściwych metodach. Szkolimy tak jak drzewiej bywało, jak w latach 70. Proszę spojrzeć na tak banalna rzecz jak zwykły bieg niejakiego Euzebiusza Smolarka ze szkółki Feyenoordu. I porównać jak przy nim poruszają się po boisku juniorzy szkoleni w polskich warunkach. Ja widziałem i nie mam już żadnych pytań. A w zasadzie jedno. Jeszcze za prezesa Pietruszki Legia podpisała umowę z Feyenoordem o współpracy w zakresie szkolenia młodzieży. Czy poza mglistym wspomnieniem coś z tej umowy dziś zostało?
Polscy kibice popadli w syndrom getta i nauczyli się czerpać satysfakcję z sukcesów osiąganych wyłącznie na własnym podwórku. Byle dokopać tym zza miedzy, tym z Krakowa, Łodzi, Poznania itp. Kluby też zgodziły się na wegetację i paniczne boją się zmian, które nie daj bóg zmusiłyby je do szkolenia, rywalizacji, do uprawiania prawdziwej piłki, czyli normalnej, progresywnej działalności. Niby ją prowadzą, ale dramat zaczyna się, jak znajdzie się punkt odniesienia, weryfikujący efekty. Takim weryfikatorem są europejski puchary. Okazuje się, że najwybitniejsi gracze ligowi nic nie znaczą wobec średnich drużyn zagranicznych, okazuje się również, że największą gwiazdą naszej ligi został rezerwowy z Partizana Belgrad. Tak więc kwestię wzmocnień Legii proponuję rozpatrzyć w dwu kategoriach:
a) wzmocnień na Ligę Mistrzów,
b) wzmocnień na ligę polską ,
I natychmiast zaprzestać rozważań wzmocnień pod kątem wariantu a), bo musielibyśmy wykupić pół ligi brazylijskiej. I jeszcze mieć szczęście w losowaniu. Jeśli rozważamy w ogóle jakichś polskich piłkarzy ligowych to tylko wariant b). W aspekcie polskiej kopaniny graczy mogących rzeczywiście wzmocnić Legię jest kilku. Tylko nie Jakubowski, na miłość boską! Może Woś, może Gajtkowski, na pewno Moskalewicz. Problem jednak w tym, że trzeba rozważyć nie tylko piłkarskie umiejętności delikwenta, ale także jego podejście do zawodu i stosunek do pracodawcy oraz obowiązków. Nie słyszą państwo czasem jak już zaczyna bulgotać wzmiankowany bigos polski?
Kwestia trzecia – czy na awans do morderczej Ligi Mistrzów Legię w ogóle stać? Czy nawet w przypadku cudu, jakim byłby awans, aby nie skończy się ta zabawa wyeksploatowaniem skromnych sił i środków nie tylko zespołu, ale i klubu? Mam wrażenie, że wszystko dla zarządu Legii jest zaskakujące i niewiadome. Nie tylko nie wiadomo za co grać i kim, nie wiadomo nawet, jak sprzedawać karnety a jak bilety, po co są identyfikatory, kto będzie trenerem, kto będzie grał. W związku z tym nie wiadomo kogo oddać, ściągnąć, po co. A nawet jak te sprawy się wyjaśnią, okaże się że nie ma za co. Bo wciąż nie ma ani uregulowanej sprawy gruntów, ani sponsora, za to są kłótnie i swary między PolMotem a CWKS. O znaczek klubowy, o zrujnowaną strzelnicę wraz z sekcją strzelecką, o to kto do czego będzie miał praw za jakie pieniądze i na jakich zasadach. Jedyną rzecz jaka mamy jest mit Okuki i przekonanie, że bieganie załatwi wszystko. Tymczasem ja pozostanę orędownikiem tezy, że biegający piłkarz wybitny jest wart kilkakrotnie więcej niż biegający piłkarz surowy, a tych drugich mamy o wiele więcej. Priorytet biegania wziął się stąd, że dotychczas udawało się żyć bez tego. I bez sukcesów, ale to zupełnie inne historia.
Czerwiec
Wyłowiłem z potoku plotek i dezinformacji wypowiedź Leszka Miklasa, który zapowiedział ogłoszenie sponsora w czerwcu br. Nie wiem, kto to będzie, wszystko wskazuje, że ITI.. Słuchy chodziły o niemieckim koncernie, ale u nich teraz recesja powala gospodarkę narodową. Wypowiedź Mariusza Waltera wydawała się najbardziej rokująca. Nie sądzę, aby była formą wywarcia nacisku na Widzewie. Trwa stan zawieszenia do czerwca, czyli momentu zero, w którym będzie można wydać oficjalne oświadczenie. Ewentualne wejście ITI w polską ligę oznaczałoby niewątpliwie przejęcie części przynajmniej praw do transmisji ligowych, co potwierdzają wstępne publikacje prasowe. Nie bez powodu zapewne mecz RAP-TVN komentowali ludzie z Canal Plus. Dziwi tylko, że postkrakowska TVN opiewająca w swych relacjach Wisłę teraz stanie po drugiej stronie barykady czy to z Legią czy Widzewem.
pafko:
Wielka strata że twoje felietony nie ukazują się w bardziej poczytnym miejscu.Podzielam twoj punkt widzenia "naszej skopanej",mam jednak do ciebie jedno pytanie ;Czy naprawde uważasz,że zatwierdzony regulamin rozgrywek jest taki zły? Bo mi się wydaje,że przyjęty system mimo całej zawiłosci (patrz baraże,angla,wlochy),może się sprawdzić i mam pewne wątpliwości czy 12 drużyn podnioslo by poziom. Pozdrawiam i niecierpliwie oczekuje kolejnych felietonów.
Kibic Wisły:
Tvn nie jest postkrakowska.Tvn wykupiła tylko TV Wisła bo ta miała koncesje na południu Polski. Jest to bardziej warszawska TV.Ale część programów realizuje w Krakowie z uwagi na nowoczesne studio TV Kraków w Łęgu.A Cupiał niestety nie jest chętny do wchodzenia w kims spółkę.Ale felietony masz
z......ste.
Skomentuj felieton wysyłając maila na adres: legia@futbol.pl