Przyznam, ze doczekałem się efektownego zwieńczenia dzieła. W Pucharze Ligi nastąpiło to, na co czekałem bezskutecznie w lidze. Zadziwiające jest zaś to, że niektórzy zawodnicy spisani na straty dali popis możliwości, o które nikt wcześniej by ich nie podejrzewał. Sokołowski zazwyczaj posyłający piłki w dowolnych kierunkach, ze szczególnym uwzględnieniem okna pana boga, zdejmuje jednym strzałem pajęczynę z wiślackiej bramki, Wróblewski okazuje się strzelać w okienko w pełnym biegu, Kiełbowicz wygrywa pojedynki, Majewski posyła celne kilkudziesięciometrowe podania.... W Krakowie było z tym gorzej, ale też skład nie rokował najlepiej, a legioniści w pierwszej połowie sprawiali wrażenie ekipy, która przyjechała patrzeć na zegar a nie wygrywać mecz. Przyjęła Wisłę tam, gdzie Wisła najlepiej lubi być przyjmowana, czyli na polu karnym rywali. Dopiero zdecydowana reakcja Okuki spowodowała przesunięcie linii obronnych do przodu. To zaowocowało liczniejszymi odbiorami piłki i w rezultacie golem, bo słabym punktem Wisełki jest gra w tyle, tam, gdzie obrońcy przekazują piłkę pomocnikom.
Dla pocieszenia wiślaków (wiem, że tu zaglądają) napiszę, że ich ukochana drużyna poległa w Warszawie niezupełnie z rezerwowym składem Legii. Wróblewski, Szala, a nawet Gerasimovski to byli gracze podstawi na jesieni, a uważam, że tamta Legia grała ciekawiej od tej wiosennej. Otóż postawa niektórych kibiców Wisły przypomina mi postawę czarnego rycerza w pojedynku z królem Arturem w filmie „Monty Python i kielich św. Graala”. Czarny rycerz broniąc przejazdu Arturowi przez most stracił wszystkie kończyny. Siedział bezradny na ziemi sikając krwią, ale nadal twierdził, że rywal jest tchórzem, bo nie chce dalej z nim walczyć. W końcu łaskawie zgodził się uznać, że walka zakończyła się remisem. Niech im będzie. Oby więcej takich remisów.
Obowiązek patrzenia w świetlaną przyszłość
Finał Pucharu Ligi udowodnił, jak cenny jest duet trenerski Okuka – Kubicki, a także to, że nie ma ludzi niezastąpionych – mam na myśli piłkarzy. Dlatego dziwię się zarządowi Legii, który uwikłał się w jakieś przedziwne formy negocjacji ze szkoleniowcem, zamiast uczynić priorytetem zatrzymanie go. Cóż, łatwo przyszło łatwo pójdzie...
To dobry moment, żeby odpowiedzieć polemicznie Pollowi. W futbolu jest tak, że można wygrać wielką bitwę, która spowoduje klęskę w wojnie. Wiedzą coś o tym i Widzew i ŁKS. „Apokalipsa według mnie”, która złowieszczyła przed tym - zwycięskim sezonem to była próba wyciągnięcia wniosków z kilku niepokojących zjawisk w polityce legijnej wierchuszki. Nie była zaś popisem jasnowidztwa czy wróżbiarstwa. Z punktu widzenia polityki klubu zwycięstwo wydaje się nielogiczne, co nie oznacza, że niezasłużone. I twierdzę, że z powodami owej nielogiczności zmagamy się właśnie teraz, kiedy odchodzą kolejni gracze, odejściem grozi trener, a na zakupy nadal nie ma pieniędzy. Ktoś nawet napisał, że tytuł Legii paradoksalnie zapewnił transfer Kowalewskiego, bo inaczej nie byłoby pieniędzy. Czyli wzmocniło nas osłabienie...
Teraz jednak może się tak nie udać, gdyż jeśli utracimy Okukę, piłkarzy itd., będziemy postrzegani na rynku jak Widzew do niedawna – jako niepoważny klub, który nie dotrzymuje własnych obietnic i umów. Bo skoro nie będzie potrafił zatrzymać mistrzowskiego trenera i własnych piłkarzy ze złotego składu? Skoro nie będzie na tyle stabilny, by wykorzystać tak rzadką szansę jaka jest możliwość gry o Champions League... drużynę poprowadziłby Kubicki, ale konsekwencje byłyby demoralizujące, bo oto zwycięstwo i sukces zamiast progresji i rywalizacji o wyższe cele zapewniałby regresję, wyprzedaż składu, pozbywanie się trenera. Mistrzostwo Polski, czyli apokalipsa...
Nowa lepsza Legia
Duża rotacja zawodników to w sumie nie kłopot, bo każdy klub coś takiego robi, tyle, że u nas jest to rotacja niezamierzona. Odchodzą ci, którzy powinni zostać, przychodzą ci, których niezupełnie chcemy, oraz ci, którzy mogą przyjść (choć czy przyjdą wcale nie jest powiedziane). Sytuacja wciąż nie jest jeszcze dramatyczna, co drużyna udowodniła w Pucharze Ligi. Nawet bez Murawskiego, Karwana i Czereszewskiego da się grać w nasze lidze. Procentują długoletnie zakupy, których nie wykorzystywano w pełni z różnych względów. Siadaczka, Szala, Łapiński, nawet Gierasimovski to ludzie, którzy mają papiery na granie i powinni stanowić o sile Legii w lidze. Musi jednak zostać Okuka. A ten chce zostać tylko pod warunkiem zachowania kadrowych szans gry o Ligę Mistrzów. Niby zrozumiałe, ale boję się, że trudne do wykonania. Wszak Legia może utracić następnych graczy w tym trzon drużyny. Ciekawostką jest, że klub chętnie pożycza piłkarzy, a nie dba by zapisać przy okazji w umowie prawo do pierwokupu po przystępniejszej cenie. Widać woli prowizoryczne rozwiązania.
Legia, która trwa w sytuacji wewnętrznego konfliktu nie ma przed sobą przyszłości. Szczególnie, gdy obie spierające się strony nie mają dość pieniędzy. Zatem czekamy na sponsora, ale mam wrażenie, że ten nie mógłby przejąć kontroli nad klubem, tylko wzorem Daewoo łożyć nań pieniądze, które wydawałby zarząd złożony także z polmotowców i wojskowych. Nikt mam wrażenie nie pójdzie na taki układ. Zarząd zaś wydaje się zaskoczony sukcesem. Gdyby Legia nie wygrała mógłby bez bólu oddać pożyczonych graczy i szukać nowych na przyszły sezon. Myślę, ze należałoby się zastanowić nad przydatnością Majewskiego, Magiery, mimo wszystko Sokołowskiego. Spróbować piłkarzy bardziej wszechstronnych, którzy potrafią i podawać i strzelać, a nie tylko jedno z dwojga. Jednak bez pieniędzy, czyli siły sprawczej, skazani jesteśmy na dryfowanie, a nie decydowanie o własnym losie. Zarząd mógłby raz ogłosić na czym stoi, czego mu brakuje i byłaby przynajmniej jasność, a tak to mamy gdybanie i garść niesprawdzonych plotek. Męczą mnie już rozważania pt. czy się uda. Klub rangi Legii powinien dysponować jakimś minimum sił i środków które są pewne, a nie wciąż dywagować, czy los się uśmiechnie, a fortuna okaże przychylna. Załóżmy, ze znajdziemy następców Karwana i oni się znakomicie sprawdzą. Jaka gwarancja, że po wypożyczeniu nie będzie tego samego problemu z zatrzymaniem tych graczy. Pozostaje tylko ufać, ze w tej magmie pseudorynkowej prezesi potrafią działać lepiej niż ja rozważać.
Bez ambicji
Kibice dużo piszą o braku ambicji graczy, którzy rezygnują z walki o Ligę Mistrzów. Jednak proszę zwrócić uwagę, że być może jest to efekt samooceny realnych szans tych piłkarzy w rywalizacji o najwyższe trofea europejskie. Takim postępowaniem sami dają odpowiedź na ile LM jest w ich zasięgu. Wybierają łatwiejszy i pewniejszy chleb. Inna sprawa, że jak zwykle chodzi też o pieniądze, a każdy przed emeryturą chce dorobić. Na LM można pewnie zarobić więcej, ale każdego dolara trzeba wybiegać. Na Zachodzie można wynegocjować kontrakt podstawowy i mieć zagwarantowany niezły byt nawet na ławie rezerwowych.
Prowizoryczne sytuacje kochają nasz kraj wyjątkowo. Tymczasowe mosty trwają latami, chwilowe dworce służą nam długo, liga na skraju zapaści toczy się jak się toczyła. Pamiętam już kilka takich przełomowych momentów w lidze, w Legii. Zawsze jakoś to było – to też jedna z ulubionych form egzystencji w naszym kraju. Kiedyś np. zdawało się, że Legia nie będzie mogła funkcjonować bez Leszka Pisza, bo nikt nie umiał tak dobrze dogrywać piłek. Nie ma sytuacji bez wyjścia i nie ma jedynie dobrych rozwiązań. Sądzę, że nie będzie można nic zrobić, jeśli apokaliptyczny splot we władzach klubu będzie trwał.
Tuzin
Dziwię się zarządowi Legii, ale w PZPN mam wrażenie prezentują równe zdecydowanie. Grupy i 16, potem bez grup, ale a playoffem przy 12, wreszcie nie wiedzieć dlaczego ustalono 14, a teraz znowu 12, co zatwierdzono. Należy ufać, że ostatecznie. Pyta mnie Poll, czy popieram czy nie popieram reformy rozgrywek. Tak, popieram jak najmniejszą liczbę drużyn. Popieram również zmianę polityki – kładzenie nacisku na szkolenie młodzieży, bo to element, w którym jesteśmy najbardziej zapóźnieni. Z juniorami pracują słabsi trenerzy, nie znający najnowszych metod szkoleniowych.
Sam kształt rozgrywek nie decyduje jeszcze o sile futbolu w kraju. To czubek góry lodowej. Sposób na wymuszenie na klubach pewnych działań. Ale tylko na klubach. Reforma nie obejmuje szkół, sekcji, piłkarskich, liczby godzin WF. Reforma zmniejszająca liczbę drużyn świadczy o kryzysie, który jest faktem. Mniej drużyn, to mniej klubów, mniej piłkarzy, wymuszanie reform siłą, bo sponsorzy chcą mieć śmietankę w ekstraklasie, a ta bardzo się ostatnio rozrzedziła. Reforma to warianty symptomu regresji, a nie progresji. Od samego zmniejszenia ligi nie przybędzie boisk, talentów, trenerów z prawdziwego zdarzenia, boisk, stadionów, nowoczesnych metod szkolenia. Mniejsza liga, zaostrzona rywalizacja mogą jedynie wymusić egzekwowanie wyższych umiejętności w lidze i trzeba mieć tego świadomość. Jeśli za parę lat nie będzie podstaw by ligę zwiększyć, będzie można uznać reformę za nieudaną.
Sam fakt tak szybkich rotacji koncepcjami i rezygnacja z systemu grup świadczą, że sam PZPN nie bardzo ma jasność co osiągnął, a czego nie, grupując ligę. Obawiam się, że nie bardzo wie, co chciał osiągnąć poza udobruchaniem sponsorów, którzy mieli prawo być ciutkę wkurzeni po cyrku jaki towarzyszył rozgrywkom 00/01. Przypominam, ze działania prowizoryczne są ukochane...
Kuba W.:
Bardzo dobry felieton. Ciekawa opinia. Chłodne, w jakimś stopniu obiektywne (dobre, ale nie chcę za bardzo słodzić. My Polacy mamy chyba skłonność do przesady) refleksje. Twój /Pański (niepotrzebne skreślić) punkt widzenia intryguje (aż przyjemnie jest go czytać) tym że nie jest to żadna propaganda, (lokalny szowinizm w który ociekają witryny fanów) jaką prowadził w moim mniemaniu prezes (a może tylko wykonawca poleceń A.Zarajczyka) Legii L.Miklas. Tuż po zdobyciu majstra, był licznym gościem w telewizji, gościł u prezydenta. Tymczasem euforia opadła, mistrzowski szampan przestał działać i obudziliśmy się z smutnym kacem szarej rzeczywistości, mijają kolejne tygodnie, wiemy jak jest i niewiele możemy zrobić. Kolejni zawodnicy odchodzą po stronie zysków świeci tylko czysta kartka. Ale do tego trzeba się powoli chyba przyzwyczajać. Ponad rok temu tuż po przejęciu przez Polmot udziałów w Legii pan Zarajczyk roztaczał wizję rozwoju naszego klubu mówił że "teraz sztaby ludzi (gdzie te jego sztaby) analizują jak przekształcały się kluby takie jak Rosenborg czy Galatasaray. a tu kilkanaście miesięcy upłynęło i nic, a jest co raz gorzej. Szkoda że Legia organizacyjnie nie może dostosować się do poziomu swoich kibiców (który gwoli prawdy też ma słabsze momenty, ale prezentuje ogólnie
wysoki poziom). Nic tyle nic nowego nie wymyślę, w głębi ducha liczę chyba jak każdy, że jednak coś się zmieni.
Rafał:
W Polsce kluby zazwyczaj zapewniają sobie jako taki byt poprzez sprzedaż
wyróżniających się zawodników, jednakże nigdy nie myślałem że spotka to
kiedyś Legię, co gorsza teraz klub nie otrzyma z transferów takich
zawodników jak Murawski, czy Karwan złamanego grosza, dlatego wszelkie(czyt.
polmot-owskie) pieniądze pójdą na koszty stałe(piłkarze,trenerzy utrzymanie
stadionu itp.), więc co nas czeka... Realnie patrząc odpadniemy 1 rundzie
eliminacji do Ligi Mistrzów a w lidze powrót do formy sprzed roku czyli
ok.3-4 miejsce
Kriss z Kwidzyna:
To jest rzeczywiście coś nieprawdopodobnego,że Legia nie może znaleźć prawdziwego,"obrzydliwie" bogatego i oddanego jej z całego serca sponsora.
Gdzie jak gdzie,ale w Warszawie -najbogatszym mieście z pewnością nie brakuje potencjalnych sponsorów! Wydaje mi się,że obecny i poprzednie Zarządy Legii wykazywały i wykazują wyjątkową bierność w ich pozyskaniu.
Nie pomagają również pozorni jej przyjaciele t.j różni znani prezesi firm
oraz politycy. Powyższe potwierdza ITI ,która sąsiadując z obiektami Legii inwestuje potężne pieniądze w Łodzi.
Nie wiem kto ma się opamietać,ale to wstyd dla całej Warszawy,że często
prowincjonalne kluby mogą sie pochwalić większą kasą, Jeżeli ponoć kulturalni warszawiacy uważają,że to wstyd chodzić na mecze piłkarskie a nie daj boże jeszcze sponsorowac Legię,zapraszam do Londynu,Paryża czy Rzymu !!!
Uwielbiamy przecież małpować Zachód a zapominamy o naszych klubach pilkarskich. Apeluję do byłych kibiców Legii,dzisiaj często bogatych ludzi-nich ruszy Was wreszcie sumienie- zainwestyjcie troche grosza w Legię !
Wszyscy wiemy,że Legia bez pieniędzy nie podbije Europy. Wszelkie dyskusje czy pozostac ma Okuka lub Citko są poprostu w dzisiejszej sytuacji finansowej Legii poprostu bezprzedmiotowe i nie maja żadnego znaczenia w kontekście eliminacji do Ligi Mistrzów. Powiem brutalnie-bez zainwestowania jeszcze nikt tam sie nie dostał i nie dostanie. Jeżeli Zarząd Legii ma jeszcze odrobinę sportowej ambicji ,niech wreszcie to zrozumie i ruszy siedzenia ze stolków !
allah9:
Chłodny realny felieton warty przeczytania przede wszystkim dla prezesów
Legii. Dlaczego? Ponieważ cały czas czas są oni zaaferowani mistrzem Polski
i marzą o Lidze Mistrzów. Tymczasem rzeczywistość jest bardziej okrutna. Po
pierwsze prezesi powinni zmienić politykę transferową i zacząć podpisywać
kontrakty więcej niż na rok. Bo co by tu dużo nie mówic polscy zawodnicy śą
dziwni. Skoro Czereszewski przechodzi na Cypr gdzie raczej sukcesów nie
osiągnie, a był jednym ze skuteczniejszych piłkarzy Legii to należałoby
sobie uświadomić, że nie chce mu się grać w piłke i walczyć o coś tylko chce
dobrze zarabiać. I óźniej nie można się dziwić, że Legia nie ma pieniędzy no
bo skąd jak najlepsi odchodzą za darmo. Ale z drugiej strony.... PANOWIE
TROCHÄ OPTYMIZMU w końcu to nasz ukochany najlepszy klub na świecie. Trzeba
być dobrej myśli.
Sławek z Warszawy:
Od niedawna staram się być stałym gościem na stronach legiaLIVE. Wstyd to przyznać, tym bardziej, że kibicuje druzynie od 35 lat. Z uwagą czytam felietony, w tym publikacje Genezypa Kapena i uważam, że należy mu pogratulować zarowno znajomości tematu, jak i świetnego, ciętego pióra.
Ale ad rem.
Problem budowy silnego klubu piłkarskiego na poziomie Eurpoejskim wraca jak bumerang i to zarówno w okresach sukcesów jak i porażek. Obecne dyskusje nie są niczym nowym, narasta jedynie ich poziom emocjonalny związany z
perspektywą gry o Ligę Mistrzów co może zaowocować sukcesem lub kolejną porażką. Widmo 1:6 w Walencji straszy. Kibice domagają się radykalnych decyzji transferowych Zarządu i na różnych listach dyskusyjnych aż pełno jest od uszczypliwych uwag na ten temat. Nie chciałbym za wszelką cenę bronić Zarządu, nie jestem z tymi ludźmi w żaden sposób związany, ale pragnąłbym tym gorącym głowom zwrócić uwagę na kilka spraw.
1. Pieniądze. To najważniejszy, aczkolwiek, jak postaram się wykazać dalej, nie jedyny czynnik sukcesu. Oczywiste jest, że POL-MOT nie udźwignie sam wydatków niezbędnych na budowę silnego klubu piłkarskiego. Wojsko (CWKS) z oczywistych względów pełni w subwencjonowaniu klubu rolę drugoplanową i nie należy liczyć w tym względzie na poprawę. Jednocześnie CWKS szuka sponsora, a nie inwestora. To znaczy jest zainteresowanie otrzymaniem zastrzyku finansowego i utrzymaniem władzy. Jest to ciekawa koncepcja. Ale jak widać nie ma zbyt wielu zwolenników. Historia mówi, że tego typu związki nie zawsze kończą się "happy-endem" (flirt z Romanowskim). Poza tym należy wyraźnie powiedzieć, że nie we wszystkich kręgach Legia uważana jest za dobrą markę. Niestety kibice (a może raczej pseudo-kibice) odegrali w przeszłości niechlubną rolę w budowie takiego wizerunku. Ma to również związek z szacunkami dotyczącymi przyszłych wpływów, ponieważ trudno liczyć, aby na każdym meczu zaczęło się pojawiać 15-20 tysięcy widzów płacących za bilety znacznie więcej niż dotychczas. Można POL-MOTowi wiele zarzucić, ale nie to, że Legia jest pralnią pieniędzy, albo dostaje wątpliwe umorzenia z urzędu skarbowego lub grozi jej zawieszenie z powodu "wewnętrznego zadłużenia". Ludzie, ktorzy analizują politykę i sposób finasowania Wisły Kraków powinni wiedzieć "o co biega".
2. Zawodnicy. Każdy kto choć trochę zna się na piłce widzi, że Legia mimo zdobycia mistrza wymaga gruntownej przebudowy we wszystkich formacjach. Widać jak wiele dali Legii zawodnicy zagraniczni, którzy w przeciwieństwie do okrzyczanych rodzimych gwiazd Legii potrafili rozstrzygać decydujące spotkania. Tu granice budowy określa z jednej strony limit obcokrajowców, z drugiej zaś kompletna mizeria na rodzimym rynku. Jeżeli ktoś w tym miejscu zacznie mi jednym tchem wymieniać nazwiska Kukiełki, Drumlaka, Jakubowskiego lub Sibika to szybko dostarczę mu zimny okład na głowę. Trzeba szukać młodych perspektywicznych ludzi. A tych po prostu nie ma. Przynajmniej ich nie widać i nic dziwnego, że nikt z Zarządu nie chce wyrzucać pieniędzy (których i tak na wszystko brakuje) na (przepraszam za wyrażenie) "byle co". W końcu "rezerwy Legii" powinny się nadal liczyć w walce o mistrza.
3. Organizacja. Tu chciałbym zwrocić uwagę na kilka czynników. A) Beznadzieny system szkolenia młodzieży, który ogranicza dopływ młodych talentów do poziomu piłki ligowej. B) Wszechobecny handel zawodnikami (kierunek - zagranica) co powoduje bezustanne obniżenie poziomu sportowego ponieważ "nie ma się od kogo uczyć". Jest się tylko preparowanym jak bojler, z przezanczeniem nie na rzeź, a na sprzedaż. C) Limity zatrudnienia, które uniemożliwiają budowę drużyn wyłącznie w oparciu o zawodników zagranicznych. Jest to dozwolone w krajach, z którymi przyjdzie na m się zmierzyć w decydujących meczaqch o LM. Działacze PZPN wykazują się "daleko idącą troską", abu utrzymać "pseudo-rynek" handlu żywym towarem, bo nie o utrzymanie poziomu sportowego przecież tu chodzi. Widocznie mają w tym jakiś interes. Że może być inaczej pokazuje przykład Polskiej Ligi Koszykówki.
Podsumowaując.
Każdy kto w istniejącej sytuacji miałby zdecydować się na zainwestowanie w jakikolwiek - powtarzam jakikolwiek klub piłkarski w Polsce staje niemalże przed problemem "węzła gordyjskiego", którego nie sposób rozwiązać w krótkim
czasie, a tym bardziej w czasie aktualnej przerwy w rozgrywkach.
Dlaczego? Popatrzmy:
-Mam kasę, chcę na piłce zbudować sobie markę.
-Muszę kupić conajmniej 6-7 klasowych zawodników, aby coś zagrać (to moim zdaniem przypadek Legii).
-Mam 3 obcokrajowców. Mogę mieć 5-6. No dobra kupię dwóch.Cholera żaden z dobrych obcokrajowców nie przyjdzie tu grać za żadną kasę bo za rok wypadnie z obiegu (niestety jesteśmy piłkarską prowincją). No to jak muszę kupić także krajowych, to muszę kupić słabszych zagranicznych
-Muszą to być również gracze krajowi (Limity). No to kto z krajowych? Ci co są na miejscu to kelnerzy. Nie łapią się nawet do reprezentacji. A co z resztą?. Ci co się łapią do repry są za drodzy. A inni?. Ci mają wszystko w dupie bo leżą na plaży i biorą po 200 000 USD rocznie.
-Cholera to co zrobić? No to może zrobię trochę szumu i sypnę tą kasą, Może ludzie przyjdą i zapłacą trochę za bilety to się zwróci? A jak nie przyjdą i się się nie zwróci?.
-Itd, itp.
-No to może dam sobie spokój.
I tak to proszę państwa wygląda. W gospodarce rynkowej nikt, kto nie jest finansowym krezusem nie myśli inaczej. Tym bardziej dziś w naszym pięknym kraju. Legia i jej Zarząd nie działają w próżni. Niestety ani Bill Gates ani legendarny szejk Brunei nie są kibicami Legii. Szkoda.
Dlatego osobiscie proponuję: Wytrzymajmy nerwowo i poczekajmy trochę. Niech inni wezmą te krajowe gwiazdy. Z nimi damy sobie radę tym co mamy. Przeznaczmy środki na dobór zawodników zagranicznych, tak aby optymalnie uzupełnić skład. I nie obnośmy się za bardzo i z naszą strategią. Licho nie śpi.
Skomentuj felieton wysyłając maila na adres: legia@futbol.pl