- Przed rokiem można było pana oglądać w każdym meczu pierwszoligowego Stomilu, a teraz trudno pana dostrzec nawet w trzecioligowych rezerwach Legii?
Maciej Sawicki: Niestety, od czasu powrotu ze Stomilu do Legii mam strasznego pecha. Na jesieni zagrałem tylko w sześciu meczach i doznałem ciężkiej kontuzji - naderwania więzadła w kolanie z jednoczesnym uszkodzeniem łękotki. Przez dwa miesiące chodziłem na zabiegi i siłownię. Potem zacząłem powoli trenować, ale "chora" noga była... o połowę grubsza od zdrowej. W grudniu solidnie już trenowałem. Wszystko było w porządku, a testy wydolnościowe w zimie miałem najlepsze w drużynie.
- To dlaczego pan nie gra?
- Niestety, znów kontuzja pokrzyżowała mi plany. Zagrałem w dwóch spotkaniach i zacząłem odczuwać bóle w pachwinach. Nie mogłem prawie chodzić. Zaczęła się rehabilitacja: basen, zabiegi, no i siłowania. Po trzecim tygodniu wróciłem do treningów, zagrałem w dwóch meczach... i znów to samo - ostry stan zapalny. Badanie USG pokazało cechy przewlekłych zmian przeciążeniowych. Nie wiem co się dzieje, bo nigdy nie miałem takich problemów. Być może przesadziłem z obciążeniami w zimie, ale to tylko gdybanie...
- Czy wierzy pan, że znów zagra w pierwszej drużynie Legii?
- Zawsze trzeba wierzyć i dążyć do celów, szczególnie tych najambitniejszych, czyli najtrudniejszych do wykonania. Legia odnosi teraz wspaniałe sukcesy z czego ja, jako piłkarz i kibic tego klubu, jestem bardzo dumny.
- No właśnie, ale pan jako jeden z nielicznych warszawiaków w klubie nie żałuje, że omijają pana te sukcesy?
- Na pewno bym bardzo chciał grać w pierwszej drużynie Legii, mało tego, każdy młody chłopiec w Warszawie marzy o tym, a i wielu w całej Polsce by się znalazło. Trzeba spojrzeć na to obiektywnie. Kontuzje spowodowały, że nie miałem żadnych szans pokazania się z dobrej strony trenerom pierwszej drużyny, bo albo leczyłem kontuzje, albo dopiero je zaleczyłem i trudno mi było strzelać tyle bramek co kiedyś.
- Zgadza się, ale przecież trener Kubicki zna pana i to bardzo dobrze. Grał pan u niego w pierwszej drużynie, czasami nawet w pierwszym składzie.
- Oczywiście że tak, ale nic nie ma za darmo. Trzeba prezentować taki poziom, który mógłby predysponować mnie do pierwszego zespołu. Pozostało mi tylko wyleczyć się i swoją grą zaakcentować akces do pierwszej drużyny. Wierzę w to, bo przecież zagrałem prawie 50 meczów w ekstraklasie i 30 w różnych reprezentacjach naszego kraju.
- Rezerwy Legii grają w tym sezonie bardzo słabo. Czym to jest spowodowane?
- Mamy bardzo młodą drużynę, która musi dopiero zbierać doświadczenie. Inną sprawą jest fakt, że trenerzy Gawara i Kraska często nie wiedzą, jakich będą mieli zawodników do dyspozycji na dany mecz, gdyż ci z pierwszego zespołu często przychodzą w dniu meczu albo w ogóle nie przychodzą.
- Czy myśli pan o wypożyczeniu do innego klubu?
- Najpierw muszę się całkowicie wyleczyć, by móc solidnie przygotować się do gry. Wtedy zobaczymy, ale jako warszawiak wolałbym pozostać w tym mieście. W tamtym roku grałem w każdym spotkaniu dla Stomilu i teraz też zrobię wszystko, aby znów grać w pierwszej lidze.
Rozmawiał Dariusz Stolarczyk