Mamy zalecenie – prawił niestrudzony Włodzimierz Szaranowicz przed meczem z Portugalią dać z siebie więcej niż można. Po niespełna dwóch godzinach gry miał ów mąż zacny szansę pojąć, iż więcej niż można nie można. A że można w ogóle niewiele, przekonywać już teraz nikogo nie muszę. Jak drażniące natomiast było pompowanie balona nastrojów, stawianie naszych na równi z innymi jedenastkami mistrzostw w bezkresnych paplanianach mediowych, dyskutowanie czy Kryszał czy Żuraw, kto w obronie, w ilu i w jakim wariancie; wie tylko ktoś, kto zmuszony jest trawić tę papkę od roku 1983, czyli od momentu, w którym runął w Polsce futbol i już się nie podniósł.
Profesjonalizm naszych mediów piłkarsko-narodowych polega na tym, że jak Kali wygrywać to dobrze, jak przegrywać to źle. Ci sami napaleni dyskutanci ze śliną w kącikach ust wynoszący pod niebiosa zalety drużyny narodowej, głoszącymi frazy, że pal diabli kluby, bo naszą piłkę trzymają sukcesy reprezentacji, ci sami, którzy z maniackim uporem wywlekali Kazimierza Górskiego w pidżamie z łóżka przy byle okazji, zadając kolejną serię tyleż kretyńskich co oczywistych pytań z cyklu „jak powinniśmy zagrać” – wyleją teraz kubeł pomyj na Engela i jego orłów. To już prawie dwadzieścia lat pielęgnowania mitów, rozważań o personaliach, trenerach, braku sukcesów, gry z dala od centrum piłkarstwa, reformach ligi itp. Pukam się w czoło, jak ktoś próbuje rozważać, że błędem Engela było wystawienie tych piłkarzy a nie innych. Ironicznie uśmiecham się, kiedy kto inny próbuje analizować zasadność i kolejność zmian. Wyję z uciechy, gdy ktoś usiłuje wciskać kit, że do reperacji futbolu potrzebny jest sukces. Traktuję jak niegroźnego wariata każdego, kto wierzy, że ot szast-prast, zbierze się paru kolegów, zagra z zaangażowaniem, patriotyzmem oraz zawalczy i dogonimy nie tylko Europę ale i świat.
Proszę państwa, w kadrze Engela poza Dudkiem i Olisadebe nie było ani jednego piłkarza na miarę mistrzostw świata. Może gdyby wszedł Kucharski przegralibyśmy 4:1 albo 5:1. Przy tej różnicy klas nie ma to żadnego znaczenia. Portugalczycy przeprowadzili kilka akcji i każdą zakończyli strzałem, połowa tych strzałów znalazła drogę do naszej bramki. Nasi w tym czasie gubili piłki, kopali gdzie popadło, byle nie w bramkę, a as Hajto cudem uniknął czerwonej kartki jeszcze w pierwszej połowie. Nasi gracze mieli kłopoty z trafieniem w bramkę nawet na treningach. A najgorsze jest to, że w trakcie meczu mieliśmy przeświadczenie, że nasi nieźle grają. Bo dużo biegali, bo atakowali, bo wkładali w to bieganie dużo serca. Tyle, że psu na budę ten cały zapał i animusz, skoro nie miał on wiele wspólnego z nowoczesną piłką nożną, co widać gołym okiem podczas większości pozostałych meczów.
Oni jakoś dziwnie biegają – zauważyła pewna niewiasta, która w moim towarzystwie oglądała ów sławetny popis biało-czerwonych. Na jednym z forów znalazłem przetłumaczony komentarz do meczu z Portugalią z BBC: Zupełnie nie rozumiem jakim cudem Polska dostała się na mistrzostwa świata i w dodatku jako pierwsza drużyna europejska. Musieli mieć bardzo słabą grupę eliminacyjną, a szybkością to ustępują nawet sędziemu liniowemu... Nie dziwi w tym kontekście opinia Koreańczyków, że jesteśmy narodem niezbyt uzdolnionym piłkarsko...
Bo proszę Państwa, polscy piłkarze nie potrafią grać w piłkę. Nie potrafią, podobnie jak ja nie potrafię tańczyć w balecie. Mój występ mógłby wzbudzić tylko śmiech i litościwe kiwanie głową. Podobnie jak gra naszych reprezentantów.
Kwestią zupełnie osobną jest natomiast pełna spokoju i pewności siebie postawa W.E. Engela oraz pełna buty i chamstwa postawa reprezentantów. Nie za porażkę, ale właśnie za swoje zachowanie przed mistrzostwami wszyscy oni powinni zebrać nieliche cięgi. I zbiorą, choć wątpię czy przyniesie to jakiś pozytywny skutek na przyszłość. Gwiazdorstwo to rzecz najłatwiejsza na świecie, jednak prawdziwych gwiazdorów od tych pięciominutowych poznaje się po czynach, a nie słowach. Tymczasem mistrzowski team Engala udowodnił, że można zachłysnąć się samym zaledwie awansem do dużej imprezy do tego stopnia, by potem – na niej samej - została już tylko kompromitacja.
Jeszcze jedna sprawa wydaje mi się przynależeć do działań z cyklu idiotyzmów niezłożonych, czyli prostych. Kwestia personaliów. Jak już napisałem w zasadzie jest mało znacząca, ale jedna rzecz nie daje mi spokoju: jaka logika kierowała Engelem przy rezygnacji z Iwana, gdy zupełnie nie miał kim go zastąpić? Pachnie to paranoją, bo choć Iwana nie cenię jako piłkarza, to uważam, że lepszy jakikolwiek prawoskrzydłowy, niż przekwalifikowany naprędce rozgrywający. Przerzucanie lewych graczy Krzynówka i Koźmińskiego na prawą w dowolnych konfiguracjach wydaje się cokolwiek żałosne i rozpaczliwe jak na takiego stratega jak Engel, ale nieważne, bo w Iwanem czy bez i tak odpadlibyśmy z tych mistrzostw. Przynajmniej paru quasi reprezentantów uniknęło blamażu... Mam wrażenie, że o ile nasz selekcjoner nieźle radził sobie z rozpracowywaniem gry rywali w sferze taktyki, o tyle zupełnie źle z selekcją i psychologią. Tyle, że z pustego to i Salomon nie naleje.
Pies jest pogrzebany o wiele głębiej niż komukolwiek mogłoby się wydawać. Otóż nie jest kwestią czy zagrał kopacz A czy kopacz B. Czy Bąk dobrze zmienił Kałużnego, czy forma dopisywała temu a nie temu, w końcu czy nie zabrakło naszym psychologa z prawdziwego zdarzenia. Takie elementy są ważne tylko wtedy, gdy dysponuje się piłkarzami w pełnym tego słowa znaczeniu. A my ich nie mamy. Nie można rozważać koloru karoserii i rodzaju wycieraczek przed podróżą, kiedy samochód nie ma silnika. Oni jakoś dziwnie biegają... Miękkość, płynność, elegancja, efektywność, technika stały po stronie Portugalczyków, a nasi prezentowali się jak stado siermiężnych pokutników. Pamiętam, że oburzenie wywołała moja koncepcja ubrania ich w szaty pokutne i wyposażenia w topory zawarta w dawniejszym felietonie pt. „Harakiri”. Teraz przypuszczam, ze ci oburzeni pierwsi naciągną na orłów te włosiennice. Starym zwyczajem winnego trzeba znaleźć i ukarać. Ręka sprawiedliwości sięgnęła pana prezydenta, Edyty Górniak to myślę, że i reprezentantów w końcu powinna. Po meczu coś bełkotali, że wielkim sukcesem było pokazanie światu, że się starali. Dobrze wiedzieć. Dotychczas myślałem, że na mundial jedzie się odpocząć.
Niestety, u podstaw naszych klęsk leży przedpotopowe szkolenie juniorów a i niewłaściwe seniorów jak przypuszczam, ale to drugie jest już mniej szkodliwe. Na najwcześniejszych etapach karier nikt naszych graczy nie nauczył poprawnego poruszania się po boisku. Żaden nie potrafi strzelać spod kolana, podają nieprawidłowo piłkę, źle przyjmują, strzał z woleja to dla nich czarna magia, strzał z tzw. pierwszej piłki też, łamią podstawowe zasady sztuki piłkarskiej przy najbardziej elementarnych zagraniach. Rzutuje to na wyniki, bo jeśli w zawodowym sporcie coś wykonuje się nieprawidłowo, czyli techniką zastępczą, naraża się zdrowie na szwank, nie osiąga wyników, szybciej pada ofiarą zmęczenia. Trzeba to nadrabiać bieganiem, które też jest technicznie niepoprawne i koło się zamyka . Proszę porównać przy pierwszej okazji jak porusza się i kopie Euzebiusz Smolarek wychowany w Holandii, a jak jego rówieśnicy kopiący futbolówkę w Polsce.
Mędrcy potrafią uczyć się na błędach cudzych, przeciętniacy na własnych, głupcy nie uczą się wcale. Nie napiszę wprost, do której grupy zaliczam Polaków. Znamienną rzecz wskazał Andrzej Strejlau: Popadamy ze skrajności w skrajność, od całkowitego defetyzmu po euforię. Oba te stany są wygodne, bo zwalniają z pracy i samodoskonalenia. W euforię mundialową popadli kibice, piłkarze i sama wierchuszką PZPN, popadli Szpakowski i Engel. Koniunkturę nakręciła armia marketerów, lansując różne bździdła opatrzone podobiznami graczy. Ulegliśmy czarowi bycia wśród piłkarskiego establishmentu, mitu wielkiej piłki, uwierzyliśmy, że można zrobić parę kroków szybciej i już cieszyć się towarzystwem elit. Mundial okazał się ekskluzywną wycieczką, ale na wysokooprocentowany kredyt. I szybko przyszło go spłacać. Nadchodzi więc czas apatii, który jak zwykle skończy się powołaniem nowej kadry z tego samego lub nieco odmłodzonego grona siermiężników i nadzieje może zaczną rozkwitać na nowo. Osobiście wdzięczny byłbym kadrze, gdyby nie kwalifikowała się już do żadnego turnieju mistrzowskiego. Wiadomo, że awans zyskać może jedynie fartem, a potem blamaż będzie nieunikniony. Mam dosyć, tym bardziej, że od dawna przestałem wierzyć w dydaktyczna rolę porażek w naszym przypadku. W latach dziewięćdziesiątych dostawaliśmy łomot za łomotem od każdego i tylko po to by, w XXI wieku dostawać podobne manto. Dziękuję, postoję.
Okazało się, że cały pseudofutbol jak i pseudokapitalizm budujemy w biegu i na skróty, ignorując lata pracy jakie włożono na świecie w ich budowę. A futbol dziś to rozrywka bardzo elitarna i bardzo droga. To śmietanka osiągnięć cywilizacyjnych. To obłędne stadiony, sztaby ekspertów, lata badań, obserwacji, najnowocześniejsze technologie, niepojęte medycyna i farmakologia, ogromny rynek i pieniądze. Terminy szumnie brzmiące, ale zupełnie obce naszemu piłkarstwu. Ignorowane jak inteligencja graczy, Jacek Gmoch słuszne zauważył po meczu z Koreą, że nasi reprezentanci nie potrafią czytać gry. Nie tylko rywala, ale nawet własnej, a to podstawa egzystencji boiskowej. O szybkim czytaniu tym bardziej nie może być mowy. A właśnie szybko, pomysłowo i inteligentnie gra się na świecie. I wielkich karier nie robią już półgłówki z niezłym kopem, tylko faceci ogarniający coraz więcej aspektów futbolu. My tymczasem gramy według zasad wypracowanych w latach 70., prezentując ślepotę dziedziczną i jakże polską ignorancję dla innowacji. Ekspertami są wciąż Górski z Piechniczkiem, ignorantem komentatorskim Szpakowski, ignorantami pobocznymi Babiarz z Szaranowiczem. Futbol na niby, telewizja na niby, kraj na niby. Po reformie ligi, która może być jedynie zalążkiem zwrotu akcji oczekujemy zbawiennego działania dla całego piłkarstwa. Bez stadionów, boisk, szkółek z najwyższej klasy trenerami (obawiam się, że można ich już tylko sprowadzić z zagranicy) i powszechnego uprawiania tej dyscypliny futbol polski pozostanie trupem, jak mawiał Stanisław Tym, a trupa nie można leczyć, można mu jedynie podkolorować policzki.
PS.A podobno wszystko jest OK., tylko ja uprawiam pesymizm.
Bogdan.Golen:
Jak zwykle zjadliwie, ale prawdziwie.
allah9:
Co by tu nie mówić słuszna racja. Każdy mówi o reformach szkółkach i innych
pierdółkach w naszej "Lidze Mistrzów" tylko jest jeden zasadniczy problem.
Pieniądze. Skąd je brać jak 3/4 naszej ligi jest po uszy w długach.
Sprowadzenie ekspertów z zagranicy? Owszem, ale za co? Potrzeba nam czegoś
lub kogoś kto zainwestuje w polską piłkę, ale jak narazie nikt się do tego
nie kwapi i nie ma co się dziwić. W końcu lata 70-siąte i 80-siąte minęły a
my jesteśmy w kotlinie Kongo kiedy światowa piłka jest w połowie drogi na
Mount Everest.
Rafal Iniewski:
Sporo racji, ale wszystko jest zbyt proste w glowie Pana autora. Bez przesady.
"A futbol dziś to rozrywka bardzo elitarna i bardzo droga. To śmietanka
osiągnięć cywilizacyjnych. To obłędne stadiony, sztaby ekspertów, lata
badań, obserwacji, najnowocześniejsze technologie, niepojęte medycyna i
farmakologia, ogromny rynek i pieniądze"
Gdzie ? w Nigerii, Senegalu, Czechach ?
"A futbol dziś to rozrywka bardzo elitarna i bardzo droga"
Arabia Saudyjska, Katar, Kuwejt, Szwajcaria, Kanada - gdzie są piłkarze z
tych bogatych krajów?
"Niestety, u podstaw naszych klęsk leży przedpotopowe szkolenie juniorów a
i niewłaściwe seniorów jak przypuszczam, ale to drugie jest już mniej
szkodliwe" "Traktuję jak niegroźnego wariata każdego, kto wierzy, że ot
szast-prast, zbierze się paru kolegów, zagra z zaangażowaniem, patriotyzmem
oraz zawalczy i dogonimy nie tylko Europę ale i świat. "
nasza liga nie rozni sie bardzo od dunskiej czy norweskiej - a wlasnie te
druzyny dzieki ograniu w zachodnich klubach potrafly sie skrzyknac i troche
osiagnac w pilce; trzeba motywacji i dobrej taktyki (z Portugalia mozna bylo
grac defensywnie - byloby inaczej);
w taki sposób tez mozna cos zdzialacw pilce, choc oczywiscie lepsza jest
praca organiczna
"Osobiście wdzięczny byłbym kadrze, gdyby nie kwalifikowała się już do
żadnego turnieju mistrzowskiego"; "Futbol na niby, telewizja na niby, kraj
na niby"
wspolczuje autorowi, ze zyje w Posce i musi sie z ty meczyc, jest "starym"
zmeczonym czlowiekiem, ktory porazke ma wpisaną w zyciorys
dla Pana autora wszystko jest zbyt proste - jedna czarna dziura
M. z Suwałk:
Nie wiem kim jest pan Bogdan Golen, ale chyba jest bardzo dobrze rozeznany
z całą sytuacją. Mam tylko zastrzeżenie co do dwóch zdań:"Mędrcy potrafią
uczyć się na błędach cudzych, przeciętniacy na własnych, głupcy nie uczą się
wcale. Nie napiszę wprost, do której grupy zaliczam Polaków." Brzmi to
dwuznacznie.
Jeżeli panu Bogdanowi chodziło o obrażenie całego narodu polskiego to niech
sobie w Niemczech tego rodzaju zdania wypisuje!!! Jeżeli natomiast chodziło
panu o tych, którzy reprezentowali nasz kraj na MŚ to proszę o jedną rzecz:
NIE NAZYWAÄ ICH POLAKAMI!!! Połowa z nich liże 4 litery dla szwaba, bo
będzie miała z tego 300 euro więcej pensji niż w Polsce. I to dlatego nie
odnosimy sukcesów klubowych. PANOWIE! Patriotyzmu. Zostańcie w polskich
klubach i za przykładem Greków stwórzcie drużynę na mierę Champions League!
PATRIOTYZM??- znaczenia tego słowa nie zna już chyba wielu piłkarzy.
P.S. 1986 - ostatni występ POLAKÓW na MŚ w piłce nożnej.
marmar:
"Jesteśmy biedni, więc nie mamy czego szukać w świecie prawdziwego futbolu".
Teza powszechna w kręgach ludzi z przymrużeniem patrzących na polski futbol,
logiczna, nie pozbawiona racji, ale i płytkawa. Owszem, z tego powodu nigdy
nie zostaniemy mistrzem świata, ba - pewnie nie zdobędziemy również medalu.
Nigdy się jednak nie zgodzę, że nie mamy prawa oczekiwać kwalifikacji do,
jakby nie było pokaźnego, grona 32 finalistów MŚ. Nigdy też się nie zgodzę,
że Liga Mistrzów to za wysokie progi dla polskich zespołów. Owszem,
pieniądze są kluczowe. Ważne jest szkolenie - czyli też pieniądze. Ważne są
"obłędne stadiony, sztaby ekspertów, lata badań, obserwacji,
najnowocześniejsze technologie, niepojęte medycyna i farmakologia" - czyli
też pieniądze. Tylko w ilu procentach pieniądz decyduje o sukcesie? (O
sukcesie rozumianym nie w kategoriach mistrzostwa świata czy finału Ligi
Mistrzów, ale takim na naszą miarę - powiedzmy druga runda MŚ i faza grupowa
LM.) W trzydziestu? No dobrze - czterdziestu. Oprócz tego na sukces mają
wpływ dziesiątki innych czynników, poczynając od szczęścia (też pewnie ze
trzydzieści procent! - patrz Francja w meczu z Danią), a skończywszy właśnie
na zmianach w trakcie ważnego meczu, czy też na tym, że prawy pomocnik nie
lubi się ze środkowym napastnikiem. Gdyby liczyły się głównie pieniądze, to
we Włoszech od 10 lat byłby tylko jeden mistrz - Inter Mediolan. We Francji
to biedne Lens goniłoby bogaty Lyon, a nie odwrotnie, a czołową od lat
drużyną, w tym mistrzem, nie byłoby Auxerre. W Polsce mistrzem byłaby tylko
Legia lub Wisła. Z kolei Czesi nigdy nie dotarliby do finału ME, Bułgaria
nie byłaby w półfinale MŚ, a Steaua w finale PE. Galatasaray nie zdobyłby
Pucharu UEFA, a i Feyenoord w tym roku również. W sporcie na szczęście
zadziwiająco często zawodzą algorytmy, a dwa razy dwa potrafi równać się
pięć. Z tego powodu trzeba mieć świadomość, że powyżej pewnego poziomu nie
podskoczymy, ale jednocześnie nie można usiąść na dywanie, rozłożyć ręce i
krzyczeć: "Jesteśmy biedni!!!". Jeszcze przez dwadzieścia lat nie będzie
tutaj "stadionów, boisk, szkółek", ani też poważnie traktowanych lekcji wf.
Czy to znaczy, że nie zasługujemy na grę w MŚ? Czy to znaczy, że każdy kto
kibicuje Polakom w Korei jest naiwnym głupkiem? Sorry, ale to efektowna
bzdura. Żeby grać w MŚ wystarczy 20 ludzi, dobry trener i minimum szczęścia
w losowaniu. Żadne halo - patrz Engel i jego drużyna. Jeżeli uważałbym, że
dopiero za dwadzieścia lat będziemy godni gry w MŚ, a jednocześnie
interesował się polską piłką tracąc czas na pisanie dobrych felietonów o
Legii i otoczeniu - byłbym nie lada masochistą. To byłoby gorsze od
"kolorowania trupa".
Darek W.:
Bardzo dobry jak nie mowiac przepiekny artykulik to czysta prawda jestesmy w wielkim "DOLE"JUZ OD 12-15 LAT co zrobic -zaczac od podstaw szkolenie mlodziezy, budowa klubow z prawdziwego zdarzenia oraz myslenie w przyszlosc a nie na dzis a przedewszystkim ludzie powinni sie zmienic i myslec tak jak sie mysli na zachodzie
Skomentuj felieton wysyłając maila na adres: legia@futbol.pl