Ten rok miał być przełomowy dla polskiego futbolu. Nadzieje związane z
mistrzostwami świata, wspaniała gra Legii ukoronowana mistrzostwem Polski i
zdobyciem Pucharu Ligi, reformy w rozgrywkach UEFA i PZPN, mogące przynieść
korzyści naszej lidze i naszym reprezentantom w europucharach. Chyba jednak
drugie półrocze 2002 nie będzie już tak słodkie. Powoli nabieram
przekonania, że obecny rok przejdzie do historii głównie jako rok wielkich
nadziei i jeszcze większych rozczarowań.
Mistrzostwa Świata zakończyliśmy na pierwszej rundzie, gdybyśmy wygrali
pierwszy mecz a przegrali pozostałe dwa, pewnie Engelowi pogrożono by palcem
i pozostawiono na stanowisku. Jednak wygrany mecz z USA stanowił gwóźdź do
trumny selekcjonera, kibice też przeżyli huśtawkę nastrojów, bo okazało się,
że była szansa na lepszy występ na MŚ. Jerzy Engel popełnił ewidentne błędy
stawiając z uporem na piłkarzy, którzy zawodzili w meczach sparingowych i
zawiedli w meczu z Koreą. Co więcej nie było też tajemnicą, że przed
mundialem w swoich klubach także grali słabo. Może gdyby bywal na stadionach
naszej ligi zobaczyłby w jakiej formie są legioniści. Przecież Jacek
Zieliński, Cezary Kucharski i Maciej Murawski byli chyba najlepszymi
piłkarzami w meczu z USA (Zieliński na pewno). Źle, że Jerzy Engel nie umiał
uczciwie przyznać się do błędu, tylko prawił wywody o słuszności koncepcji,
o tym że na drugi raz zrobiłby tak samo, że rezerwowi nie zagrali by jeszcze
jednego meczu tak dobrze jak tego z USA. Skąd to wie? Może zagrajmy mecz
towarzyski np. z Holandią i sprawdzimy.
Jednak reakcja PZPN-u była jeszcze gorsza, nawet kibice wybaczyli trenerowi
w końcu na mistrzostwach zawiodło wielu znacznie lepszych, zawiedli
mistrzowie, zawiodły drużyny z krajów gdzie są silne ligi, zawiodła
Agrentyna gdzie trener ma do wyboru po pięciu równorzędnych graczy na każdą
pozycję grających w najlepszych klubach świata. Kibice pamiętają jednak
eliminacje wygrane przez Polskę w pięknym stylu, bez dramatycznej końcówki.
I tylko ten jeden argument moim zdaniem broni Jerzego Engela, ale w
wystarczającym stopniu aby pozostawić go na stanowisku przynajmniej do końca
roku na trzy mecze eliminacji ME 2004. PZPN postąpił bezsensownie. Rozumiem
gdyby był jakiś dobry zagraniczny selekcjoner, który zgodziłby się trenować
naszą kadrę i byłby w zasięgu finansowym PZPN. Myślę oczywiście o trenerze z
prawdziwego zdarzenia na miarę Guusa Hiddinga, Dino Zoffa, czy Nevio Scali.
Trochę śmieszy mnie tłumaczenie, że nie stać nas na takiego trenera - przy
olbrzymich premiach wypłacanych kadrowiczom i kosztownej oprawie występu na
MŚ jedna nawet duża pensja wydaje się niedużym wydatkiem. Obcokrajowiec
byłby wolny do nacisków, zależności od "stajni" tego czy innego działacza,
osobistych układów i sympatii. Jednak PZPN nie ma innego kandydata, bo na
naszym podwórku chyba jednynie Dragomir Okuka i Paweł Janas czy mogą
powiedzieć, że odnieśli jakiś sukces. Franciszek Smuda chyba już wyczerpał
swoje możliwości. Henryk Kasperczak, także nie dokonał niczego wielkiego w
Polsce, co prawda w chwili gdy obejmował Wisłę miała ona już na tyle dużą
stratę do Legii, że nie można go winić za przegrane mistrzostwo, to jednak
poza kilkoma występami gra Wisły nie poprawiła się - śmiem twierdzić, że
pogorszyła się. Jeżeli porównamy grę Wisły we wszystkich czterech
spotkaniach z Legią, to w pierwszym meczu wygranym przez Legię 1:0 grała
chyba najlepiej. W rewanżu słabiej, mimo remisu 1:1, a już w Pucharze Ligi
skompromitowała się całkowicie zważywszy, że Legia przystąpiła do tych
rozgrywek bez 7-miu podstawowych graczy i wygrała 3:0. Innych nazwisk w
naszej lidze brak, chyba że trenerem zostanie ktoś pierwszy z brzegu a o
wyborze zdecydują sympatie. Jerzy Engel kiedy obejmował kadrę miał już na
koncie mistrzostwo Polski, o roli jaką odegrał w Polonii najlepiej świadczy
fakt, że po jego odejściu osamotniony Wdowczyk zupełnie nie radził sobie z
obowiązkami i tylko sprowadzenie na Konwiktorską Wernera Liczki spowodowało,
że Polonia zakończyła ten sezon na czwartym miejscu i dzięki układowi tabeli
i Pucharu Polski załapała się do Pucharu UEFA.
Prawdopodobnie od początku planowano zatrudnienie Zbigniewa Bońka a szukanie
selekcjonera jest tylko zasłoną dymną zrobioną pod publikę. Boniek przecież
bronił Engela, a teraz już nie broni ciekawe dlaczego - tyle, że jako trener
nie ma się co porównywać nie tylko z Engelem, ale także z Janasem, Okuką,
Liczką czy Wójcikiem - z pewnością piłkarzem był świetnym, ale nie oznacza
to, że będzie dobrym trenerem. Jego dotychczasowe doświadczenia i osiągnięca
trenerskie są żadne - zdegradował średniaka włoskiego (Lecce) do Serie B i
tyle. Pomysły na jakieś kolegialne trenowanie drużyny w trio menadżer -
selekcjoner- trener to już prawdziwe kuriozum. Nikt na świecie jeszcze nie
wpadł na taki pomysł, drużynę może prowadzić duet trenerski tak jak jest w
Legii czy było w Polonii, ale tam jest jasne kto jest szefem, a kto
pomocnikiem. Proponowane rozwiązanie oznacza to ni mniej ni więcej, że
decydował będzie pan Boniek, w razie wtopy poleci np. Majewski. Świetny
pomysł... mam tylko pytanie do panów Bońka i Listkiewicza, którzy
odpowiadają za podjęcie takiej decyzji, czy w przypadku przegrania
eliminacji ME 2004 ustąpią ze stanowisk w związku, jeżeli powiedzą że tak to
w porządku niech próbują, jeżeli nie to niech dadzą sobie spokój z takimi
pomysłami bo kibice i tak bezbłędnie odnajdą winnego. Zbigniew Boniek niech
zajmie się lepiej związkiem i reformą ligi, bo to wychodzi mu w miare
przyzwoicie.
Legia - USA 3:1, taki transparent przywitał powracających piłkarzy na
lotnisku Okęcie. Co prawda żaden z legionistów nie strzelił gola na
mistrzostwach ale obok Radka Majdana i Arka Głowackiego byli oni najlepsi na
boisku. Zielu to prawdziwy profesor filar każdej obrony nie do przejścia,
zawsze ustawiający się bezbłędnie i przewidujący posunięcia rywala, o grze w
destrukcji Murawskiego, czy rozgrywaniu i waleczności Kucharskiego można
mówić w samych superlatywach. Wszystko fajnie, tylko że Murawski nie jest
już piłkarzem Legii, a pozostanie Zielińskiego stoi pod dużym znakiem
zapytania. Bez tych piłkarzy Legia nie była by mistrzem Polski, czy nasz
szanowny zarząd ma tego świadomość? Strata Karwana, Czereszewskiego i
Piekarskiego to już potężny cios dla drużyny, ale nie przesądzający o jej
piłkarskiej sile. Trzeba pamiętać, że Karwan i Piekarski nie grałi przez
prawie całą wiosnę. Teraz do składu wróci Wróblewski, może Lapiński także
odzyska dawną formę przykład Zielińskiego pokazuje, że jest to realne
zwłaszcza, że Łapa jest kilka lat młodszy. Na szczęście pozostał Vukowić
(miałem dobre info), zostają Magiera, Szala, Omieljańczuk i Stanew.
Zarząd Legii dał generalnie ciała...chociaż w przypadku Murawskiego Arminia
Bienefeld po prostu przebiła ofertę bo ma więcej pieniędzy. Można się tylko
dziwić dlaczego wcześniej nie przedłużono z Murawskim kontraktu, bo o jego
wartości wiedzieliśmy już dawno. Gdyby Legia uzyskała odstępne to miała by z
głowy kontrakty pozostałych piłkarzy, a może nawet pieniądze na wzmocnienia.
Można też się dziwić samemu Murawskiemu, że nie chciał zostać nawet na
eliminacje Ligi Mistrzów i zamiast szansy zaistnienia w europejskim futbolu
wybrał grę w niemieckim odpowiedniku Stomilu Olsztyn. Tak samo piłkarze
wyjeżdżający na Cypr, zwłaszcza ci młodzi wydają się w moim przekonaniu
pozbawieni ambicji i wiary w swoje umiejętności. W przypadku Jacka
Zielińskiego jest jednak inaczej. Po pierwsze nie zostało mu wiele lat
grania i raczej Europy już nie podbije. Nie zmienia to jednak faktu, że jest
jedynym piłkarzem światowej klasy grającym w naszej lidze i z tej racji ma
prawo oczekiwać solidnego wynagrodzenia. Całą swoją karierę związał z Legią,
mimo iż spokojnie mógł odejść np. do Arminii Bienefeld to został z Legią na
dobre i na złe. Przcież nie będzie piłkarzem do 50 lat, musi myśleć o
zabezpieczeniu swojego bytu na resztę życia. Czy członkowie zarządu tego nie
rozumieją? Jako piłkarz Jacek może jeszcze wiele zrobić dla Legii, a po
zakończeniu kariery nadal może przydać. Wiem, że sytuacja finansów klubu
jest trudna, ale właśnie do diabła teraz jest szansa znacznie ją poprawić.
Awans do Ligi Mistrzów, albo dojście do III-ej czy IV-tej rundy PUEFA da 10
razy więcej pieniędzy niż to co zaoszczędzą na kontrakcie Zielińskiego. Tym
bardziej, że od zdobycia tytułu nie słychać o wzmocnieniach (może Dźwigała)
za to straty rosną. Kiedy będzie lepsza okazja na zarobienie pieniędzy, czy
wtedy gdy osłabiona Legia zakończy grę w europucharach na drugiej rundzie
PUEFA? Czy może wtedy gdy zajmie w lidze miejsce poza pierwszą trójką i nie
zagra w pucharach wcale? A może wtedy gdy na stadion będzie przychodziło
3000 kibiców? A tak się skończy jeżeli stracimy jeszcze Zielińskiego i nie
będzie żadnych wzmocnień. Żeby nie było złudzeń, taki scenariusz oznacza
pewne odpadnięcie w eliminacjach LM, nawet przy szczęśliwym losowaniu. Także
mistrzostwo Polski będzie poza zasięgiem, bo główni rywale się zbroją, albo
przynajmniej nie tracą piłkarzy.
Legia powinna przynajmniej do końca roku zatrzymać Mięciela, z obecnych
zawodników żaden nie powinien już odejść. Warto także poszukać wzmocnień w
Jugosławii i Bułgarii oraz za wschodnią granicą. Można kogoś wypożyczyć,
chociaż na pół roku. Jeżeli będzie sukces to takiego piłkarza się wykupi,
jeżeli nie to po rundzie wiosennej wróci do poprzedniego klubu. Czy to takie
trudne?
Obawiam się najgorszego, czyli kolejnego po MŚ rozczarowania - tym razem w
europucharach. W przyszłych dwóch sezonach nastąpią poważne zmiany zarówno w
rozgrywkach europejskich jak i naszych krajowych. Dzięki nim Legia ma szanse
wzmocnić swoją krajową i międzynarodową pozycję. Tymczasem wszystko na razie
idzie torem utartym przez ŁKS i Polonię. Co prawda nie obawiam się aż takiej
degrengolady jak w ŁKS, to jednak popadnięcie w przeciętność i systematyczne
dołowanie jest pewne. Jeżeli tak będzie to o tegorocznym sukcesie szybko
zapomnimy i na kolejny poczekamy wiele lat.
Felieton
Powoli tracę nadzieję
poniedziałek, 1 lipca 2002 16:59
Poll