Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Wychowawca "Wieży" z Bemowa

środa, 24 lipca 2002 14:00
Robert Chabelskiźródło: Przegląd Sportowy

Hala Legii przy ul. Obrońców Tobruku. Niezbyt reprezentacyjny obiekt na warszawskim Bemowie. Atmosfera dość senna, pora przecież wczesna. Na parkiecie kilku smukłych młodzianów bawi się dwiema piłkami do koszykówki. Pozostałe spoczywają "zaaresztowane" w przepastnej klatce. Zaglądamy do kantorka, niewielkiego pokoju z napisem "sekcja koszykówki" na drzwiach. Wita nas Robert Chabelski, pierwszy trener Czarka Trybańskiego.


- Panie trenerze, jak to się wszystko zaczęło?

Robert Chabelski: Był chyba wrzesień 1995 roku. Wraz z Jankiem Kwasiborskim prowadziliśmy trening, wówczas drugoligowej Legii. Zajęcia pilnie obserwował młodociany dryblas, przeraźliwie chudy. Później usiadł na niziutkiej ławeczce tak, że kolana miał na wysokości uszu. Przyjrzałem mu się dokładnie. Niesamowity "długopis", a wzrok miał taki, jakby chciał nas zapewnić, że jeszcze długo będzie rósł. Prawdziwe szczudło, mimowolnie przeszedł mi na myśl Witt Chamberlain. Tak to się urodziło. Zapytałem, czy zechce grać w drużynie juniorów. Odpowiedział twierdząco. W ten sposób pozyskaliśmy nowego zawodnika, który czuł się jak u siebie. Mieszkał około pięciuset metrów od hali...


- Czym się wówczas wyróżniał?

- Miał nogi najgrubsze w kolanach i był słaby fizycznie. Prezentował jednak ogromny zapał. Bacznie go obserwowaliśmy, co miesiąc trzeba było go mierzyć. A wydłużał się w tempie ekspresowym. Co miesiąc przybywał centymetr.


- Później przyszła pora na występy w pierwszej drużynie...

- Grał w pierwszej drużynie i prezentował się coraz lepiej. Prowadziłem go wraz z trenerem Markiem Jabłońskim i obserwowałem postępy.


- Jednak trzy lata temu Czarek postanowił zmienić klimat. Wybrał Pruszków, a okoliczności rozstania nie były zbyt sympatyczne.

- Trzy lata temu wykupił go Hoop Pruszków. Przymierzaliśmy się wówczas do podpisania kontraktu z Czarkiem, chcieliśmy rozmawiać z jego rodzicami. Wówczas głos zabrał Czarek. Stwierdził, że choć dotychczas wszystko było w porządku, czas najwyższy abyśmy porozmawiali z jego menedżerem. W rezultacie wylądował w Pruszkowie, pierwszoligowcu i chyba dobrze zrobił - oceniając to z perspektywy czasu. Nie mieliśmy większych szans na boksowanie się z takim rywalem.


Rozmawiał Grzegorz Pazdyk

Podaj ten news dalej: