Jeśli ktoś uważa, że czasu nie da się zatrzymać, powinien przyjechać do Macedonii. Nawet przemykające raz na jakiś czas mercedesy nie są w stanie odwrócić uwagi od pozostałości poprzedniego systemu, starych domów pełnych dziur, brudnych ulic i chodników. Całe szczęście, że w Skopie wesoło świeci słońce, bo w przeciwnym razie, wrażenie byłoby zupełnie przygnębiające. Piłkarze warszawskiej Legii, dla których dziś - od meczu z Vardarem w drugiej rundzie kwalifikacji Ligi Mistrzów - rozpocznie się sezon, przylecieli do Macedonii wczoraj około godziny 14. Malutkie lotnisko nieopodal Skopie w niczym nie przypomina typowych molochów, z kilkoma terminalami. Pas startowy jest bodaj jeden, a gdy już samolot wyląduje, wychodzi się z niego na płytę lotniska i piechotą idzie w stronę małej "hali" przylotów. Owa hala to mniej więcej sto metrów kwadratowych, sklep wolnocłowy, nad wejściem do którego jarzeniówkami ułożono dumnie napis "Duty free", oraz kantor z morderczym kursem. Turyści do Macedonii raczej nie przylatują, więc każdy obcokrajowiec sprawdzany jest bardzo dokładnie. - Mecz? My tutaj nie mamy żadnych meczów - stwierdził celnik, trochę niezorientowany w realiach.
Zupełnie Inny zespół Vardaru
Mistrzowie Polski za swoją bazę obrali najlepszy hotel w mieście, a więc i w całym kraju - Continental. Ceny są tu jednak niższe niż w Polsce. Za jednoosobowy, przestronny pokój dziennie trzeba zapłacić około 200 złotych, "dwójka" wychodzi trochę taniej. Warunki mają więc dobre. Droga z hotelu do centrum miasta zajmuje około piętnastu minut piechotą. Jednak wychodzić z hotelu nie ma po co, ponieważ wszystko, co potrzebne jest na miejscu, a miasto nie ma specjalnie wiele do zaoferowania. No, może poza punktami bukmacherskimi. - Postawiłem 100 dolarów na Legię. To pewny interes. Za wasze zwycięstwo dostanę 250 dolarów. Nasi bukmacherzy chyba nie znają się na piłce - stwierdził jeden z pracowników hotelu, niecierpliwie wyczekując przyjazdu legionistów. Wprawdzie wcześniej taksówkarz przekonywał mnie, że to już nie ten sam Vardar, który jeszcze niedawno przegrał u siebie z Legią 0-5, ale wspomniany kibic z hotelu, sprawiający wrażenie obeznanego z sytuacją, powiedział: Vardar robi szum wokół siebie, że niby jest coraz lepszy, a wcale tego nie widać. Moim zdaniem prezentują dokładnie taką samą siłę, jak wtedy. Jeśli Legia względem poprzednich lat nie osłabiła się, nie będzie miała żadnych problemów.
Trzy lata temu trenerem warszawian był Dariusz Kubicki, obecny asystent Dragomira Okuki. - Niewielu przetrwało z drużyny, która wtedy pokonała Vardar. Ostał się Jacek Magiera. No i poniekąd ja - żartował "Kuba". - Poziom piłki w Europie bardzo się wyrównał. Moim zdaniem Vardar to obecnie zespół zdecydowanie lepszy niż ten, przeciwko któremu grała "moja" Legia. Aczkolwiek nadal pozostajemy faworytami, mamy po swojej stronie więcej atutów. Wygrane 5-0 i 4-0 z Macedończykami pamiętam dobrze, bo rzadko komukolwiek z kimkolwiek udaje się strzelić tyle goli w meczu pucharowym.
- Podróż przebiegła bez żadnych przygód. Spokojny lot, spokojne lądowanie - dodał Okuka. - Tutaj, w Macedonii czuję się jak w domu, jak w Serbii. Tyle tylko, że ktoś granicę postawił. A wszystko jest identyczne. Chociaż oczywiście nie ma jak w Polsce!
Czerwono-czarni zapowiadają rewanż
Macedońscy bukmacherzy jednakowo oceniają wartość obu drużyn. Za zwycięstwo Vardaru płacą identycznie jak za sukces Legii - 2,5 do 1. Remis wyceniają na 3 do 1. Wtorkowe wydanie "Macedońskiego Sportu" od pierwszej strony rozpoczęło zapowiedź meczu. Nieostre zdjęcie przedstawia trenujących zawodników Vardaru. W środku można przeczytać między innymi wywiad z Okuką, okraszony zdjęciem zrobionym serbskiemu szkoleniowcowi na trybunach stadionu w Skopie. Okuka z dużym szacunkiem wypowiada się o rywalu, chwaląc niemal wszystkie formacje. Jest też zdjęcie Dariusza Dudka, wypoczywającego z Wojciechem Szalą. Dziennikarzom nie umknęły też najnowsze wieści z Łazienkowskiej - poinformowali o odejściu do Iraklisu Saloniki Marcina Mięciela, określając to sporym osłabieniem warszawskiej jedenastki. "Zobaczymy, czy czerwono-czarni chłopcy będą w stanie wziąć rewanż za upokarzającą porażkę, jakiej doznali trzy lata temu. Wtedy Polacy dali nam bolesną lekcję piłki nożnej. Wszyscy w Vardarze zapewniają, że wnioski zostały wyciągnięte" - można przeczytać.
Kapitan gospodarzy pewny wygranej
Stadion znajduje się dziesięć minut jazdy samochodem od hotelu legionistów. Przy całym niezbyt pięknym krajobrazie Macedonii najsmutniejsze jest to, iż żaden polski klub nie ma takiej trybuny, jak Vardar. Może nie jest ona nowoczesna, ale w pełni zadaszona, z blisko dziesięcioma tysiącami krzesełek, z doskonałą widocznością. A pod trybuną znajduje się sklep meblowy, restauracja i pub, a także dyskoteka "Park". Piłkarze Vardaru trenowali wczoraj o godzinie 18.00. Legioniści swoje zajęcia rozpoczęli dwie godziny później, a więc w czasie dzisiejszego meczu. - Nie jesteśmy już tą samą drużyną, co trzy lata temu. Wiele się zmieniło, znacznie się wzmocniliśmy. Na pewno powtórka tamtych wyników nie jest możliwa - stwierdził kapitan Vardaru, Dragan Veselinovski. - Faworytem tego dwumeczu na pewno nadal jest jednak Legia. Mogę tylko obiecać, że w Skopie to my wygramy. Na pewno będziemy chcieli nie stracić bramki, co będzie bardzo istotne przed rewanżem w Warszawie. Jesteśmy pełni szacunku dla tak uznanego rywala, jakim jest Legia, ale wiemy, że tym razem stać nas na podjęcie wyrównanej walki. Kibice będą zadowoleni.
Na miejscu są już kibice Legii. Pierwszych można było spotkać w Macedonii we wtorek. - Nie wiem, ilu nas jeszcze dojedzie. Wielu oszczędza pieniądze na wyjazd do Barcelony, tym bardziej, że w Skopie już mieli okazję być, a więc to żadna atrakcja - stwierdził jeden z fanów.
Krzysztof Stanowski
Felieton
Ktoś postawił granicę
środa, 31 lipca 2002 13:57
Przegląd Sportowy