Rozdokazywała nam się Legia na Śląsku. Decydujący cios Górnikowi zadał o dziwo Jacek Magiera, czym sprowokował zabrskich kibiców do intymnych wyznań. Otóż w chwilę po tym niezwykłym dokonaniu naszego pomocnika miejscowi oznajmili przyjezdnym, że mają w zwyczaju, przepraszam za dosadność sformułowania: pierdolić psy z naszego miasta. Nie wiem, jakie rasy preferują zabrzanie, ale muszą to być bardzo rozwiązłe stworzenia, zważywszy na 10-tysięczną liczbę miłośników spółkowania z nimi, zgromadzoną na stadionie Górnika. Intrygujące jest, dlaczego akurat Magiera wyzwolił taką ekshibicjonistyczną szczerość. Obawiam się jednak, że wyznanie to może zostać niedocenione przez miłośników sportu futbolowego w naszym kraju. Szczególnie u tych o odmiennych upodobaniach i sympatiach klubowych. Istnieje obawa, że w ich kręgach zwolennicy naszych piątkowych rywali uzyskają status „psojebców” (również przepraszam za dosadność wyrażenia).
Gwiazda wieczoru
Atmosfera niekoniecznie wysublimowanej erotyki nie zniknęła z Zabrza nawet po meczu. Otóż Jacek Zieliński - upojony powrotem na boisko, a zapewne i zwycięstwem wyjazdowym, dokonał spektakularnego obnażenia się przed kamerą Canal+. Ta wkroczyła na wzór zachodnich telewizji do szatni zwycięzców, aby pokazać światu stan euforii i nieskrempowaną radość. Zanim uchwycono owe ulotne stany emocjonalne, w kadrze znalazło się przyrodzenie Zielińskiego, który wydawał się tylko czekać ze zdjęciem spodenek na jakąś telewizję. Było przed 23.00 i stacja nie umieściła w rogu ekranu czerwonego kwadracika, więc kamerzysta Canal+ musiał tak kadrować szatnię okupowaną przez piłkarzy naszego ukochanego klubu, by goły zadek Zielińskiego znajdował się w bezpiecznej odległości od oczu co wrażliwszych kibiców telewizyjnych.
Aktorzy jednego poranka
W tak gorących okolicznościach Legia zdobyła pierwszy komplet punktów w tym sezonie. I ponownie można było odnieść wrażenie, że o ile Okuka drużynę ma poukładaną taktycznie, o tyle wykonawców mu brakuje i żaden system, zaangażowanie ani patriotyzm lokalny tego nie zmienią, szczególnie w zderzeniu z Barceloną, a kto wie czy także nie z Wisłą. Coraz słabiej na prawym skrzydle prezentuje się Szala. Zmarnował sytuację sam na sam, przez gapiostwo nie dobiegł do piłki, by dobić ją do pustej bramki, nie dograł na czas do Svitlicy, który był samiuchny przed bramkarzem zabrzan. Zgubił mnóstwo piłek, w zasadzie nic ciekawego nie dograł ani nie strzelił. Przestoje zoraz częściej łapie Jóźwiak, który, jeśli dobrze zauważyłem, zawalił pierwszą bramkę dla Górnika, nie wracając za Gierczakiem. Kucharski przeistacza się coraz bardziej w ofensywnego pomocnika, który zapomniał jak strzela się w polu karnym, może dlatego, że nominalny ofensywny pomocnik Vukovic zatracił zupełnie większość umiejętności piłkarskich. Pocieszające, że chociaż Dudek, który był w GKS napastnikiem, radzi sobie o wiele lepiej w pomocy niż w obronie. W końcu cieszy powrót Svitlicy, który dysponuje największą siłą ognia z całej drużyny, a w dodatku potrafi przyjąć mocne, długie podania, nie tracąc rytmu gry. Stoi zazwyczaj tam, gdzie lubi dogrywać Kucharski. Tyle tylko, że to wszystko mało wobec walki o mistrzostwa, rywalizacji o Puchar UEFA i czynny udział w paru innych typach rozgrywek, jakie Legię czekają. Tym bardziej, że nasze biedactwa opadają z sił w zastraszającym tempie, gdy przychodzi grać co cztery dni.
Powtórz się historio
W takich okolicznościach pozostaje powoływać się na mity. W zeszłym roku marsz ku koronie zaczął się po spektakularnym zwycięstwie z Ruchem na Śląsku. Tym razem ofiarą warszawskiego klubu padł w podobnym okresie Górnik. A nie padał on ofiarą naszej Legii od 1997 roku, jeśli dobrze pamiętam.
Zwycięstwo cieszy, należy docenić, że bramki były zdobyte technicznymi strzałami. Z drugie strony martwi brak piłkarza z tzw. kopytem. Jedynie bohater gorączki piątkowej nocy - Jacek Zieliński ostrzeliwuje bramki rywali z precyzją broni radzieckiej „Katiusza”. W zbyt wielu okolicznościach Legia wjeżdża do bramki rywala zamiast strzelać. Celuje w tym wzmiankowany Vuković, który z uporem maniaka szuka w polu karnym podań do Kucharskiego, choć wokół tłok na jak bazarze w sobotnie przedpołudnie. Prawego pomocnika z prawdziwego zdarzenia nadal nie ma i nie zanosi się, aby miał się pojawić. Brak wartościowego zmiennika w ataku wkrótce da się odczuć. W Legii nie ma kto egzekwować wolnych ani karnych, sprowadzeni zawodnicy trafiają do klubowego szpitala zamiast na murawę. A wnet zacznie się sypać wiekowa obrona Legii. A najbardziej dramatyczne, że wobec tylu mankamentów, Legia jest wciąż jednym z faworytów do korony. Dlaczego tak jest, zrozumiałem niedawno – podczas pewnej środy pucharowej.
Idziemy do Europy
W środy ostatnie nasze orły klubowe i reprezentacyjne toczyły boje międzynarodowe na wielu arenach. Mecz z Barceloną wyleczył mnie z jakichkolwiek aspiracji jeśli chodzi o europejską karierę Legii. Boli szczególnie to, że tamci nawet myśleli szybciej od legionistów. Tych zaś ów mecz kosztował tyle sił, że załapali kryzys w lidze i wypowiadali się już nawet w duchu dekadenckim. Dlatego uważam, że Legii w obecnym składzie, jak i sytuacji, nie stać na granie w pucharach. Skoro piłkarze puchną tak szybko, rewanż z Barceloną trzeba odpuścić, zbierając siły na ligę (a tu już Wisła) i na Puchar UEFA.
O stanie permanentnej klęski naszego futbolu świadczą występy pozostałych pucharowiczów i kadry. Najlepsze nasze kluby okazały się równorzędnymi rywalami dla takich potęg, jak amatorskie kluby z Irlandii Północnej, Walii czy zawodowe, ale z Malty. Wyniki były korzystne i wysokie. Uznano więc, że przewaga naszych miażdżąca. A tu nic z tego. Amica, jak i Wisła czy Polonia nie dysponowały przewagą techniczną nad rywalami. Wymęczały tamtych fizycznie i dopiero wtedy wygrywały. Dopóki siły były wyrównane, amatorzy mechanicy samochodowi, fryzjerzy, kontrolerzy ruchu i pracownicy agencji ochrony uprawiający futbol po godzinach dzielnie stawiali naszym orłom opór. Odpuścili dopiero wtedy, gdy zaczęli myśleć o mozołach dnia następnego w swoich pracach, a nie o gryzieniu trawy przeciwko „zawodowcom” z Polski.
Sporo uciechy dostarczyła mi jak zwykle reprezentacja. Zobaczyliśmy grę pt. „Engel bis” z dłuuugimi podaniami do wychodzących, czyli do nikogo, bo po 25 minutach pierwszej połowy i po 15 min. drugiej, żaden orzeł kadry Bońka nie miał siły już wyjść do niczego, ze szczególnym uwzględnieniem długiego podania. Biedni komentatorzy Canal Plus współczuli prawemu pomocnikowi Belgii na okoliczność starcia ze znakomicie dysponowanym Kosowskim. O tym, że panowie ci uprawiają nieuzasadnioną propagandę sukcesu mieliśmy przekonać się już w pierwszych 30 minutach meczu.
Najzabawniejsza była jednak konstatacja świeżo upieczonego selekcjonera, który z właściwym sobie rozsądkiem zauważył, iż polscy piłkarze, szczególnie z ligi rodzimej, nie mają siły biegać. Dlaczego największa gwiazda naszego futbolu nie dokonała tego spostrzeżenia przed objęciem zaszczytnej funkcji coacha, pozostanie zapewne tajemnicą. Podobnie jak tajemnicą pozostała zapowiadana szumnie analiza przyczyn porażki na mundialu. Wózek ten sam, chabety też, zmienił się tylko woźnica. Zanim ktoś wpadnie na pomysł, że reformę należy zacząć od firmy która produkuje wózki, zostanie już tylko kupka rdzy, postrzępiony bat i łzy woźnicy.
Legia:
mam pytanie do tego typa co pisał felieton Czy jest on kibicem Legii? czy
tylko sympatykiem?
kriss:
Patrząc na kilka ostatnich spotkań Legii całkowicie zgadzam sie z autorem - Szala i Vuković niestety nie dorastają w obecnej dyspozycji do gry w I lidze. Myślę,że wielu kibiców nie rozumie dlaczego na ławie siedzi Zganiacz a grają w/wym cieniasy ? Czyżby Okuka tracił wzrok ?
Patrząc na grę Legii w Zabrzu dostrzegam jeszcze dwa problemy: mnóstwo niecelnych podań i anemiczne strzały. Jeżeli powyższe elementy zostaną poprawione to możemy w tym sezonie spac spokojnie.
Technika i błyskotliwość zagrań legionistów nie mają sobie równych w lidze !
Jest nadzieja,ze wreszcie Legia będzia miała obrzydliwie bogatego udziałowca w osobie Pana Jakubca - są więc realne perspektywy stworzenia w Warszawie klasowej europejskiej drużyny !!!
Niech więc już teraz pilnują się niektórzy piłkarze,ponieważ mam nadzieję,że Pan Jakubiec natychmiast usunie z drużyny takich pseudopiłkarzy jak Szala i Vuković!!!
Za odpowiednie pieniądze mozna przecież kupić wszystko i wszystkich. Módlmy się wiec za pomyślne zakończenie rozmów Pana Zarajczyka z Panem Jakubcem ,gdyż jest to naprawdę jedyna szansa zaistnienia naszej Legii na arenie Europejskiej!
winiar_legia:
Fakt Vuko nie gra teraz rewelacyjnie ale chyba już zapomnieliście co grał w zeszłym sezonie. Dajcie mu czas.
sburzynski:
W poprzednim sezonie kiedy Vuković grał dobrze to był ok. A teraz kiedy jest w słabszej formie (zresztą nie tylko on) to już wiesza się na nim psy. Niestety jest to typowe zachowanie co niektórych osób mówiących o sobie KIBICE. A może piłkarze są po prostu zajechani, i potrzeba im troche czasu. Jak zaczną grać dobrze to znowu wszyscy będą w porządku. Po co drukujecie takie durne teksty i wprowadzacie sztuczne problemy.
Kozi:
Mam tylko jedno pytanko, skoro są tak słabi kondycyjnie to dlaczego tyle bramek strzelają w końcówkach meczów . Acha i obserwuj mecz z Wisłą jestem pewny ze to właśnie Wisła spuchnie (widziałem co się działo z głowackim od 75 min z Belgami.
Maro:
Chciałbym nawiązać do watku "Idziemy do Euopy", gdzie autor felietonu w sposób dosyć krytyczny opisuję sytuację naszej piłki ligowej bo przeciez tego wykładnikiem są występy naszych klubów w europejskich pucharach. Ja się nie zgadzam - owszem nasze kluby nie moga się równać i pewnie nie będą przez długie jeszcze lata takim klibom jak Barcelona, Real, Bayern, Juventus i innym lepszym z najmocniejszych lig swiata, ale nie jest znowu tak źle. Jakby nie patrzeć w przedwstępnych rundach ogrywamy prawie wszytskich przez ostatnich kilka lat - fakt sa to słabeusze, zwłaszcza w rundach wstępnych pucharu UEFA, ale z takimi klubami jak np. Dynamo Bukareszt, a nawet Skonto Ryga czy Vardar Skopje, przedstaiwciele innych państw z tej pólki co my traca często punkty a nawet odpadają. A styl nie jest tutaj ważny i czy bramki zdobywają nasi w drugiej połowie czy pod koniec meczu - ważne sa punkty do rankingów i denerwuje mnie zdanie "Dopóki siły były wyrównane, amatorzy mechanicy samochodowi, fryzjerzy, kontrolerzy ruchu i pracownicy agencji ochrony uprawiający futbol po godzinach dzielnie stawiali naszym orłom opór. Odpuścili dopiero wtedy, gdy..." - jakby dokładnie przeanalizować wszytskie mecze rund wstępnych europejskich pucharów mozna zauważyć, że inne kluby z krajów jak Norwegia,Belgia,Szwecja,Szwajcaria,Chorwacja itp. ale również z Włoch, Niemiec czy Hiszpani również swoją wyższośc udawadniają często własnie w drugiej połowie lub jej końcówkach. Inna sprawa to fakt pewnej podświadomości naszych piłkarzy, że prezentują jednak wyższy poziom niż ich rywale w obecnych rundach i stąd na pewno nieco mniejsze zaangazowanie w tych meczach niż w lidze (ale to już inna sprawa). W pózniejszych fazach rozgrywek nie jest już tak dobrze ale to gównie z przyczyny braku rozstawień naszych klubów a nie z faktu, że jesteśmy słabsi od np. Chorwatów, Austriaków, Czechów, Rosjan czy Ukrainców, których kluby dochodza dalej niż nasze. Prawdę mówiąc to nawet w bespośrednich pojedynkach z nimi częsciej to polskie kluby sa górą - przykład choćby w dwumeczch Wisła-Hajduk, Amica-Broendby, Legia-Elfsborg, Amica-Ałanija, Wisła-Trabzonspor, z przegranych to pamiętam jedynie Lech-Goeteborg i Polonia-Dynamo M. oprócz konfrontacji z przedstawicielami tych nieco lepszych lig ale nie najlepszych jak Holandia czy Portugalia.
Jeszcze słówko do meczu Legii z Barceloną - myslę, że zagraliście całkiem przyzwoicie i była nawet szansa wywieść korzysny rezultata (0-1) ale niestety zabrakło chyba koncentracji i trochę sił oraz dobrych zmienników.
Podsumowując z naszą piłką klubową nie jest dobrze ale nie jest z pewnością źle i nie zasługuje ona na opinię w takim świetle w jakim przedstawił to autor tegoż felietonu.
Rafał Lewandowski:
a mam takie samo pytanie do typa, co sie pytal o typa :) ze co? ze niby on jest??? ok. mozna sobie nie wchodzic na net i nic nie wiedziec o stronkach Legii. ok... tyle, ze jak ja wszedlbym do cyberprzestrzeni (pozdrawiam tutaj cyberfanow) pierwszy raz to nie wypowiadalbym sie (wyciagajac w dodatku bledne wnioski) na temat ludzi bedacych w necie troche dluzej...
Zreszta niepotrzebnie to pisze, bo takie spory o osobe genezypa dzialaja jak woda na mlyn na jego krytykanckie JA.
Co prawda mieszanie polowy pilkarzy z blotem czasami jest uzasadnione, ale nie przesadzajmy. A tak w ogole to pisze to tylko dlatego, ze nie moge usnac. wcale tak nie mysle... wogole nie mysle...
Skomentuj felieton wysyłając maila na adres: woytek@legialive.pl