W poniedziałkowym Przeglądzie Sportowym ukazał się ciekawy wywiad z Krzysztofem Ratajczykiem, przed laty świetnym piłkarzem Legii, grającym z naszym klubem w Lidze Mistrzów. "Rataj" trafił do Warszawy mając 18 lat, do zespołu który był świeżo po ważnych meczach w europucharach z Manchesterem United, Sampdorią.
Ratajczyk: Jak piliśmy, to wszyscy
Twardy obrońca Legii przypomina, jak Janusz Romanowski kupił na Łazienkowską wielu srebrnych medalistów z drużyny olimpijskiej z Barcelony.
Ratajczyk uważa, że informacja z książki "Kowala", jakoby Marek Jóźwiak rzucił w niego telewizorem, była zmyślona, ale przyznaje, że Kowalczyk miał z dużej mierze rację, opisując atmosferę panującą w tamtej drużynie. W tamtych czasach piłkarze chodzili razem na obiady i na piwo. Tworzyły się grupki, ale jak drużyna szła się napić, to nie zabrakło nikogo.
W latach 90. w Warszawie niezwykle modna była fryzura "na Rataja". Były legionista uważa, ze było to chyba największe piętno, jakie odcisnął na polskiej piłce. Legii odebrano mistrzostwo Polski w 1993 roku po wygranej w ostatniej kolejce z Wisłą 6-0. Ratajczyk przekonuje, że wiślakom mogli strzelić i 10 bramek, bowiem krakowianie byli tak słabym zespołem. W tej samej kolejce ŁKS pokonał Olimpię Poznań 7-1 i to było przyczyną późniejszych decyzji PZPN.
Ratajczyk wspomina także mecz z Górnikiem przy Łazienkowskiej, po którym w 1994 roku Legia zdobyła mistrza. W tamtym spotkaniu zabrzanie zostali ukarani trzema czerwonymi kartkami i za każdym razem faulowali Ratajczyka.
Całą rozmowę możecie przeczytać w dzisiejszym Przeglądzie Sportowym oraz tutaj.