Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

W drodze do Aten i... Anderlechtu

czwartek, 5 września 2002 11:08
Tomasz Mazurkiewiczźródło: Przegląd Sportowy

- Jak wiodło się w ekstraklasie kolegom z Aarhus bez Pana w składzie?

Tomasz Mazurkiewicz Dobrze, bo sytuacja finansowa klubu po wakacjach uległa znacznej poprawie. Pozyskaliśmy prywatnego sponsora, który wykłada bardzo duże pieniądze, wystarczające na dokonywanie transferów z takich klubów jak Manchester United i Malmoe FF. A skoro są wzmocnienia, to i wyniki nie mogą być złe. Zajmujemy aktualnie czwartą pozycję i gramy naprawdę ładny futbol. W sumie jestem zadowolony z zakupów. Co prawda trudniej będzie o miejsce w wyjściowym składzie, ale jednocześnie będę bardziej umotywowany do ciężkiej pracy i walki podczas treningów. Do nowych warunków muszą się przystosować wszyscy piłkarze Aarhus, co powinno zaprocentować jeszcze lepszymi wynikami. Stać nas na miejsce w pierwszej trójce.


- Po udziale naszej młodzieżówki w prestiżowym turnieju w Tulonie otrzymał Pan podobno kilka intratnych ofert z dobrych lig.

- Wiosną grałem bardzo dobrze, już przed wyjazdem do Francji zgłosiło się do mnie kilku menedżerów. Jako pierwszy Martin Dahlin, słynny przed kilku laty szwedzki napastnik. A potem Michel Thiri, który twierdził, że mogę bez kłopotu znaleźć zatrudnienie w ekstraklasie francuskiej. Do konkretnych rozmów obaj dżentelmeni jednak nie doprowadzili. O szczegółach rozmawiałem tylko z wysłannikami Anderlechtu Bruksela. Belgowie zainteresowali się mną poważnie i nadal utrzymuję z nimi kontakty. Przyjechali już na jeden z meczów rundy jesiennej, zapowiedzieli też następną wizytę. Nie można więc wykluczyć, iż będzie z tego chleb.


- To tylko miłe czy także dodające wiary w umiejętności?

- Na pewno zainteresowanie ze strony tak klasowego klubu dodatkowo mobilizuje mnie do pracy. Gdy przeczytałem, że selekcjoner Zbigniew Boniek nie wyklucza, iż sprawdzi mnie w jednym z towarzyskich spotkań, to też odebrałem to jako sygnał do wydajniejszej pracy.


- Trener Edward Klejndinst z reguły przestrzega swych kadrowiczów przed wyjazdami do klubów zagranicznych. Pan jednak wyraźnie zyskał na przeprowadzce z Legii do Aarhus. I to nie tylko finansowo.

- To prawda. W Warszawie nie mogłem się rozwijać, trener Dragomir Okuka nie stawiał na mnie. Musiałem zadowalać się rolą rezerwowego, naprawdę niezbyt często wchodziłem na boisko. Dłuższe pozostawanie w klubie z Łazienkowskiej nie miało sensu. Wyjazd zrobił mi naprawdę bardzo dobrze. To można było zaobserwować już w poprzedniej młodzieżówce, choćby w meczu z Włochami. Czułem się pewniej i grało mi się znacznie lepiej. Dojrzałem za granicą i okrzepłem. Wszystkim kolegom z młodzieżówki życzę, aby kiedyś spróbowali zagranicznej piłki.


- Występował Pan w reprezentacji młodzieżowej Lesława Ćmikiewicza. Ma pan więc większe doświadczenie od kolegów. Czy z tego powodu czuje się pan bardziej od innych odpowiedzialny za wynik w San Marino?

- Rzeczywiście, zdarzyło mi się już w młodzieżówce grać o wysokie stawki. Nie czuję się zdecydowanym liderem, w naszej drużynie nie ma gwiazd. Osiągniemy sukces tylko wówczas, jeśli dobrze będzie grał cały zespół. Naszym największym atutem jest gra kolektywna. Wiadomo - jest trzon zespołu, który się liczy, ale o wyniku nie decyduje nigdy jeden zawodnik.


- A nie jest Pan przesadnie skromny? Gracie w tym składzie od długiego czasu i kibice mogli się już przyzwyczaić, że motor napędowy młodzieżówki stanowi duet Tomasz Mazurkiewicz - Patryk Rachwał.

- Może niektórzy tak myślą, ale prawda jest nieco inna. Oczywiście mam nadzieję, że znów zagramy w parze z Patrykiem w środku pomocy, ale inni koledzy też nie będą się uchylać od odpowiedzialności.


- Jakie cele postawili przed sobą kadrowicze reprezentacji Klejndinsta?

- Podstawowym zadaniem, które zamierzamy zrealizować, jest wygranie grupy kwalifikacyjnej. To nie jest nierealne. Zmierzyliśmy się w roku ubiegłym i obecnym z dobrymi przeciwnikami, silniejszymi od naszych grupowych rywali i wypadaliśmy co najmniej poprawnie. Najcięższe boje będą na pewno ze Szwecją i to one rozstrzygną o pierwszym miejscu. Nie możemy jednak już dziś wybiegać tak daleko w przyszłość. Teraz najważniejszy jest mecz z San Marino. To wcale nie będzie łatwe spotkanie. Zwłaszcza, jeśli szybko nie zdobędziemy gola.


- Nie marzy się wam start w igrzyskach olimpijskich?

- Oczywiście, że śnimy o starcie w Atenach, temu wszystko podporządkowujemy. Tyle że do występu w finałach igrzysk daleka droga. Najpierw trzeba zdobyć medal w młodzieżowych mistrzostwach Europy.


Rozmawiał Adam Godlewski

Podaj ten news dalej: