Łukasz Surma w środę zadebiutował w barwach Legii w pucharowym meczu z Okęciem, a w sobotę w Ostrowcu zagrał w spotkaniu ligowym od pierwszej minuty. To najlepszy dowód, że trener Dragomir Okuka wiąże z defensywnym pomocnikiem, pozyskanym z chorzowskiego Ruchu, wielkie nadzieje. Dużo wskazuje na to, że uzasadnione, bo Łukasz bardzo dobrze wprowadził się do zespołu mistrzów Polski.
- Szczerze mówiąc byłem przyjemnie zaskoczony tym, że wybiegłem na boisko już od pierwszej minuty. Dałem z siebie wszystko, ale zdaję sobie sprawę, iż w mojej grze były jeszcze mankamenty - ocenił Surma. - Generalnie jednak grało mi się dobrze. To jednak nie oznacza, że czuję się już pewniakiem. Wprost przeciwnie - przychodząc do Legii wiedziałem, iż o miejsce będę musiał ostro walczyć. I pod tym względem nic się nie zmieniło.
- Trener Okuka wystawił pana na pozycji defensywnego pomocnika. Tymczasem wypełniał pan rolę typowego rozgrywającego. Dlaczego?
Łukasz Surma: Po prostu tak ułożył się mecz. KSZO grało bardzo ostrożnie, broniło się siedmioma, ośmioma zawodnikami. Musieliśmy więc przesunąć wszystkie strefy i, jak to się mówi w gwarze piłkarskiej, siąść na rywala. Aleksandar Vuković włączył się do pierwszej linii, a ciężar rozgrywania często spadał na mnie i Jacka Zielińskiego.
- Jest pan zadowolony z remisu?
- Nie. Prawda jest taka, że w Ostrowcu straciliśmy aż dwa punkty. Pozostał niedosyt, bo rozgrywaliśmy naprawdę niezłe spotkanie. Tyle tylko, że stwarzaliśmy zbyt mało sytuacji, aby myśleć o efektownej wygranej. Szczelny mur ustawiony przez piłkarzy KSZO na własnym przedpolu uniemożliwiał częstsze przedostawanie się na przedpole gospodarzy. Tyle tylko, że prowadząc 1-0 powinniśmy byli utrzymać wynik. Bramka wyrównująca była dość przypadkowa, żeby nie powiedzieć głupia. Nawet po skromnym zwycięstwie w Ostrowcu przystąpilibyśmy w znacznie lepszym nastroju do pucharowego meczu z Utrechtem w najbliższą środę.
- Jak ocenia pan szanse Legii na wyeliminowanie Holendrów?
- Nie sądzę, żebyśmy przestraszyli się przeciwników. Co prawda ich zwycięstwo w ligowym spotkaniu z De Graafschap aż 4-0 wywarło na nas pewne wrażenie, ale na pewno nie zdeprymowało. Naprawdę nie wiem, czy wystąpię w środowym spotkaniu od pierwszego gwizdka, ale niezależnie od tego uważam, iż Utrecht nie jest faworytem dwumeczu z Legią. Musimy zagrać nieco skuteczniej, także w defensywie, niż w Ostrowcu i wynik pierwszego spotkania powinien ułożyć się po naszej myśli. Remisu z KSZO nie zamierzamy rozpamiętywać. W meczu z Holendrami powalczymy o jak najwyższe zwycięstwo.
Rozmawiał Adam Godlewski