Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Polski kompleks

poniedziałek, 23 września 2002 14:07
Monique

nieobiektywna analiza meczu z Barceloną


Niestety kolejny raz okazało się, że przypominanie dni chwały (czytaj: zremisowanych i przegrywanych w pięknym stylu meczów), oraz liczenie na nieprzygotowanie Barcelony na początku sezonu to tylko pobożne życzenia, głównie prasy, przekonującej nas, że wszystko jest możliwe. Legia wyszła na mecz ze spętanymi nogami, piłkarze przez cały mecz wyglądali tak jak gdyby całą poprzedzającą mecz noc gryźli ze strachu paznokcie i wypili kilka butelek uspokajających syropków dziecięcych. Jeśli chodzi o szybkość zespołu, który miał być w pełni sezonu to od razu nasuwa się porównanie z muchami w smole, chociaż w świetle występu naszych orłów na mistrzostwach świata, powinno się chyba ukuć nowe powiedzenie, że piłkarze Legii byli w meczu z Barceloną szybcy i zwrotni jak Schalke 04 z Koreą. A szybkość to dopiero pierwszy z całej listy mankamentów, które zaprezentowaliśmy na Camp Nou. Drugi, wołający wręcz o pomstę do nieba, to niecelne podania. To co zawodnicy wyprawiali było zaprawdę godne naszej ligi okręgowej. Gdzie się podziały szybkie i celne podania z pierwszej piłki wymieniane między Vukovicem, Kiełbowiczem, Kucharskim? Czyżby lot samolotem w kierunku Barcelony odbierał umiejętności? Winna jest raczej psychika polskich sportowców, którzy sami traktują słabsze zespoły z Cypru, Malty, Islandii jak kelnerów i mają świadomość, że tak samo o nich myślą krezusi europejskiej piłki. Jesteśmy tak niedowartościowani, że sami stawiamy się na straconej pozycji jeszcze przed rozpoczęciem meczu. Z tego wynika kolejny błąd we wczorajszym meczu. Przegraliśmy 90% pojedynków jeden na jeden, piłkarze Legii zachowywali się tak, jak gdyby Hiszpanie byli ze szkła i omijali ich jak święte krowy przykro było patrzeć na strach w oczach Magiery, jeszcze któryś z piłkarskich bogów by upadł! Jedyny Omeljańczuk podchodził bez respektu do Savioli co niestety wynikało z tego, że sobie z nim nie mógł poradzić inaczej niż faulami.

W moich pomeczowych rozważaniach specjalnie nie wspominam o wątku transferowym. Stało się jak się stało, działacze kupili tych, których było można, trzeba grać takim składem, jaki jest. Można nie wymagać od Legii zwycięstwa ale trzeba wymagać podstawowych umiejętności piłkarskich i wiedzy, że piłka nożna polega na celnym podawaniu piłki a bramki zdobywa się
Podsumowując, Legia przegrała, bo podeszła do spotkania z obawą przed wysoką porażką. Tu tkwi błąd wielu naszych sportowców nie tylko piłkarzy. Trzeba zmienić naszą mentalność!!! Ludzie co za różnica ile przegramy, przegrana 6:0, czy 1:0, daje taki sam rezultat: eliminuje z dalszej gry! Ale Polacy uwielbiają chwalić się potem frazesami w stylu „wstydu nie przynieśliśmy”, „przegraliśmy z honorem” itd. A potem jest co powspominać w gazetach i można się pochwalić przy okazji następnego meczu „niech zagrają tak jak my, przegraliśmy tylko 1:0, wstydu nie przynieśliśmy” a w domyśle „nie ważne jest, że przez 90 minut wyszliśmy z naszego pola karnego dwa razy, jak przeciwnicy wycofali piłkę do własnego bramkarza”. W Europie nikt nie wspomina ciągle paru udanych meczy, bo każde spotkanie jest inne, jedna akcja może zmienić przebieg meczu. Cholera bierze jak się czyta wywiady w polskiej prasie i pytanie o porównanie drużyn sprzed iluś tam lat. Nie można wygrać meczu bo kiedyś to się udało. No tak ale czymś łamy gazety trzeba czymś zapełnić. Jak tylko zbliża się mecz w pucharach czy gra reprezentacja to zaczyna się szukanie w annałach: a kiedy się udało zremisować a prawie wygraliśmy, i tak w koło Macieju.

Jakie myślenie, taka gra. Trudno się potem dziwić, że co roku dziwnym trafem trafiamy na najsilniejsze zespoły w Europie, po prostu włodarze Ligi Mistrzów oglądając piłkę w naszym wykonaniu chcą się nas jak najszybciej pozbyć, straciliby kibiców i kasę, bo kto oprócz nas jest w stanie patrzeć na taką grę, gdzie piłkarz nawet nie potrafi celnie kopnąć piłki!

Podaj ten news dalej: