Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Trochę żałuję

czwartek, 26 września 2002 11:15
Maciej Murawskiźródło: Przegląd Sportowy

- Zagrał pan w dwóch pierwszych meczach Bundesligi, a w czterech kolejnych siedział na ławce - czy przed wyjazdem do Niemiec sądził pan, że będzie tak ciężko?

Maciej Murawski: Fakt, że z Legią wywalczyłem mistrzostwo Polski, tutaj nie ma znaczenia. Może już większe, że uczestniczyłem w finałach mistrzostw świata. Teraz dla mnie nie ulega wątpliwości, że w Niemczech promuje się Niemców. Kiedy negocjowano ze mną kontrakt, to i menedżer Thomas Von Heesen i trener Benno Mohlmann zapewniali mnie, że jestem im bardzo potrzebny. Ba, że nie wyobrażają sobie, abym do nich nie trafił! A ja się wcale do Bielefeldu nie prosiłem. Miałem propozycje z innych poważnych klubów, jak AEK Ateny czy VfL Bochum. Tuż przed wyjazdem do Korei podpisałem jednak kontrakt z Arminią i trochę żałuję. Pewne rzeczy nie zostały załatwione tak, jak mi obiecywano. Zamiast od razu zamieszkać w domu, musiałem żyć w hotelu. Kiedy żona już znalazła odpowiednie lokum, to trzeba było je umeblować. Doszło wiele innych spraw, wymagających załatwienia, a ja nie znam języka. W dodatku przyjechałem do Niemiec za wcześnie...


- Jak to za wcześnie?

- Stawiłem się 1 lipca, a powinienem 15. Miałem tylko sześć dni przerwy, w tym trzy nad jeziorem. W pozostałe dni załatwiałem różne sprawy. Przyjechałem obolały, niełatwo mi było trenować. W czasie zajęć zderzyłem się z kolegą i pojawił się krwiak na kolanie. Później miałem problemy ze ścięgnem Achillesa, a jak wiadomo, takie kontuzje pojawiają się, gdy organizm jest przeciążony. Trudno, abym w takiej sytuacji wykazywał się agresywnością i ochotą do gry...


- Zagrał pan w Bundeslidze w obronie, chociaż sprowadzono pana jako defensywnego pomocnika.

- Była taka potrzeba. Z Werderem wyłączyłem samego Ailtona, który w kolejnych spotkaniach błyszczał. Z Bayernem wszyscy zagraliśmy słabo i polegliśmy aż 2-6. Po tym spotkaniu trener Mohlmann z pięciu obcokrajowców odsunął aż czterech! W składzie został tylko Artur Wichniarek, który ma duże zasługi dla Arminii. A co do pozycji, to trener Mohlmann powiedział, że liczy na mnie nie jako na obrońcę, a na defensywnego pomocnika. Tyle że na tej pozycji występuje Krzysiek Dabrowski, też urodzony w Polsce, ale mający niemiecki paszport i uchodzący za talent niemieckiej piłki. Gra nawet w drugiej reprezentacji, kręcą o nim programy... "Dabro" przy tym jest solidnym zawodnikiem - ma świetne warunki fizyczne, niezłą wydolność, a i umiejętności przyzwoite.


- Pozostaje pracować na treningach.

- Właśnie - już zmieniłem nastawienie. Normalnie to jestem piłkarzem meczowym - poświęcam się, kiedy gra się o coś. W sparingach i na treningach tego nie robiłem, gdyż nie chcę ryzykować kontuzji kolegów. Widzę jednak, że muszę to zmienić. Z tym, że tutaj, gdy ktoś mnie kopie, to normalne, a jak ja kogoś kopnę, robiąc wślizg, to jest wielki płacz.


- O tym kopaniu na treningach już kilkanaście lat temu opowiadał Włodzimierz Smolarek, gdy trafił do Eintrachtu Frankfurt.

- I nic się nie zmieniło. Jak Dabrowski mnie trafił w łydkę, to trener nie zareagował. Ostatnio z kolei ja wybiłem mu piłkę, nawet faulu nie było, a "Dabro" zaczął pomstować i krzyczeć. A przecież futbol to nie szachy!

Podaj ten news dalej: