Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Kali mieć racja

czwartek, 26 września 2002 15:47
Genezyp Kapen

Piłka nożna rządzi się zasadami najprostszej filozofii - niejakiego Kalego. Jak nasi wygrać mecz to dobrze, jak przegrać to źle. Są jeszcze remisy. Ale one też dzielą się na zwycięskie i klęskie. Następujące po sobie mecze z Utrechtem i Odrą wprowadziły niezły zamęt. Ta sama drużyna. Podobna gra, wyniki diametralnie różne. Zgodnie z filozofią Kalego najpierw uznano, że Legia jest wielka i basta, a potem, że Legia byłaby wielka i basta, gdyby sędzia się nie wmieszał. Na pewno był przekupiony, ewentualnie bierze udział w spisku telefoniczno-pezetpeenowskim wymierzonym w Legię.

Może wskutek zbyt długiego bytowania w naszej pięknej Polszcze, mam słabość do teorii spiskowych. Niemniej nie sposób nie zauważyć, że facet o niesprecyzowanym nazwisku - ten z gwizdkiem – poza karnymi dla nas, nie podyktował karnego także przeciw Legii, nie wyrzucił Szali z boiska za zamiłowanie do łokietków. Wypaczył wynik meczu jak jasna cholera, ale spiskowa antylegijna teoria dziejów wydaje się być wobec tych faktów nadwątlona. Nawet to, że Legia grała w niedzielę, a nie w poniedziałek okazało się wynikiem niedbałości naszych działaczy, a nie spisku. Jest jednak wspólny mianownik dla meczów Legii na Łazienkowskiej: znowu trzeszczały kości.


Technologie walki


Nasza liga to liga kopaniny i szarpaniny. Zatem wygrywa ten agresywniejszy. Legia przegrywała wiele ostatnich sezonów przez wiarę, iż już wychodząc na boisku w koszulkach stołecznego klubu przewyższa rywali k(l)asą. I to się mściło. Okuka wyplenił tę wiarę, sprowadzając piłkarzy, którzy wirtuozami nie są, za to nie stronią od walki. Którzy grają za mniejsze pieniądze, bo nie są gwiazdami. Wyplenił maniery, choć nie uzdrowił wszystkich bolączek. Problem pojawia się wtedy, gdy trzeba wygrać z takimi tuzami jak KSZO. Gdy trzeba podejść do meczu z Odrą tak samo jak do meczu z Utrechtem. Okazuje się, że głupio walczyć z rywalem teoretycznie słabszym o kilka klas. Ale żeby go ograć samymi umiejętnościami to jeszcze jesteśmy za mali. Dlatego Legia jest skazana na bieganie i szarpanie, co robi dobrze widowisku, bez względu na wynik. Tyle, że wynik może zrobić źle kibicom, jak okaże się, że mimo iż z Wisłą wygrywaliśmy, to będziemy mieć do Wisły stratę punktową na finiszu.

Powtarza się stara śpiewka, że legionistom trudno zmobilizować się na słabe zespoły i że tam pogubimy punkty. Tym bardziej, że zupełnie nie udaje się nam gra na wyjazdach. Być może najbliższe spotkania w Utrechcie i Katowicach będą meczami prawdy. W pierwszym trzeba dowieźć zaliczkę z Warszawy, a dowożenie nie jest naszą najsilniejsza stroną, natomiast z Katowicami trzeba będzie walczyć o komplet punktów. Oba trzeba rozstrzygnąć na własną korzyść i opanować umiejętność załatwiania rywali u nich. Ten drugi mecz leży Legii bardziej mentalnie, choć zwycięstwa wyjazdowe nie są naszą dyscypliną koronną. Pierwszy mecz wydaje się łatwiejszy, choć spodziewać się należy najgorszego. Wszak Utrecht będzie chciał zmazać hańbę wysokiej porażki i może dojść do desperackiego szturmu, a Legia będzie miała więcej powodów, by patrzeć na zegar, niż gonić za grą.


Istota kopania


Jeśli założymy, że cztery gole z Utrechtem - na pięć oddanych strzałów to był wyczyn a nie norma, natomiast norma bliżej jest tego, co wyszło z Odrą, ośmielę się zauważyć, że niska skuteczność zespołu wynika ze słabego wyszkolenia technicznego. Wtedy nawet najlepsza taktyka będzie kuleć z braku właściwych solidnych choćby wykonawców. Słyszymy potem, że piłkarze nie wykonali zadań taktycznych. Tylko nikt nie odpowiada, dlaczego nie wykonali. A dlatego, że w grze piłka wciąż przeszkadza im w takiej samej mierze jak przeciwnik.
Legioniści często nie nadążają za własną grą. Pewne rozrysowane schematy akcji po zrealizowaniu okazują się tak szybkie, że legioniści nie dają rady dobiec tam, gdzie powinni. Najlepszy nawet schemat jest tylko schematem i jak z samej nazwy wynika, jest schematyczny. Tu należy dopatrywać się przyczyn, dlaczego nasi piłkarze nie wygrali z Odrą. Otóż do znudzenia próbowali przeprowadzić dwójkową akcją w tzw. „trójkącie” w polu karnym Odry. Dokładnie taką, jaką Svitlica z Vukovicem rozmontowali obronę Utrechtu i zdobyli drugiego gola w meczu pucharowym. Tyle, że wodzisławianie też oglądali mecz z Utrechtem, a legioniści po czwartym fiasku rozegrania takiej akcji nie pojęli, iż trzeba szukać innego rozwiązania. Wodzisławianie widzieli także stałe fragmenty gry, które stosują legioniści, a ci nie byli w stanie wprowadzić żadnej modyfikacji.

Jak zła wróżba powraca to, co powiedział Jacek Gmoch podczas mundialu: dzisiejszy futbol polega na coraz bardziej perfekcyjnej technice graczy i szybkości gry. Szybkości przede wszystkim mentalnej, kiedy trzeba błyskawicznie czytać co się dzieje na boisku i zrobić to samo jeszcze szybciej lub uprzedzić zamiar rywala. Ładnie pokazała nam to Barcelona. Pokazała, że jesteśmy w piłkarskim średniowieczu.


Renesans


Drugą sprawą jest rozgrywanie akcji z pierwszej piłki. Jak na naszą ligę legijne rozgrywanie jest nowatorskie niesłychanie. Gra z tzw. klepy przyspiesza akcję i jest zabójcza przy dwóch-trzech ostatnich podaniach otwierających drogę do bramki. Tyle, że legioniści tę klepę grają już wszędzie i wystawiają prostopadłe piłki na dobieg nawet na 30 metrze przed własną bramką! A najbardziej irytujące jest podawanie na dobieg w rejony, gdzie są tylko i wyłącznie obrońcy przeciwnika – tylko dlatego, że tak wynika to ze schematu, a nie z sytuacji boiskowej. Czasem aż prosi się żeby ktoś tę piłkę przetrzymał, zmienił rytm akcji, ale wpojony naszym schemat uniemożliwia takie rozwiązanie w wielu fragmentach gry. Nie chcę przez to powiedzieć, że trzeba szukać nowych schematów, tylko, że trzeba umieć na tych schematach improwizować. A do tego potrzeba inteligencji i to nie tylko tej boiskowej.
Trzeba myśleć, czyli stosować to, co Gmoch nazywa czytaniem gry, a czego Okuka, mam wrażenie, będzie wymagał, bo z sezonu na sezon wprowadza coraz większe modyfikacje do gry Legii. Nie wiem czy Państwo zwrócili uwagę, że nasi obrońcy raz za razem raczą nas ofensywnymi rajdami po skrzydłach, czego wcześniej trudno było uświadczyć. Że Zieliński zaczął strzelać bramki, czego wcześniej starał się unikać, że bez Murawskiego, który twierdził iż od strzelania to są w Legii inni, druga linia Legii gra nowocześniej, jest większa rotacja piłkarzy, którzy raz atakują a raz bronią. W końcu, że wraz z pojawieniem się Surmy, wzrosła siła ognia. Szczególnie liczba strzałów z dystansu.

Pozostaje jeszcze rozprawienie się z archaiczną gra obronną - każdy swego. I jeszcze jedna pozytywna wiadomość – gra Majewskiego. Choć żeby nie zapeszyć, nie napiszę za wiele, bacznie obserwując czy to szczyt formy akurat pana Adama, czy może trwała progresja w jego poczynaniach piłkarskich. Majewski zaczął strzelać z daleka i próbować wykańczać akcje, nie ogranicza się już tylko do dogrywania na dwa sposoby. Z natury jestem sceptyczny do piłkarzy, którzy wynoszą określone braki ze szkółek piłkarskich, ale może tym razem reguła zostanie złamana.



Engeliada


Odnotowałem jeszcze jedną bardzo pozytywną rzecz po meczu z Odrą. Legioniści byli autentycznie wkurzeni po stracie punktów. I to wszyscy - od rezerwowych po trenera, a według Engelowej kategorii pojęć, to bardzo pozytywna sportowa złość. Wypowiedź Engela o złości sportowej (bardzo nie lubię tego określenia) w tej kwestii wszyscy już chyba słyszeli w filmie Smokowskiego pt. „W kadrze”. Trzeba kopać w szafki panowie po klęskich remisach.
Trzeba też niestety nauczyć się odnosić seryjne zwycięstwa, bo szkoda ciężko zdobytych punktów na Wisłę roztrwaniać z ligowymi słabeuszami. Ufam, że zdeterminowany Okuka chce obronić tytuł bez względu na nieprzychylne okoliczności i ma ku temu okazję, bo gra Wisły wciąż zgrzyta. Legii niestety też, przynajmniej w sferze efektywności.


Czkawka holenderska


Sprawa końcowa i bardzo drażliwa w naszych szeregach, czyli kibicowanie. Z Utrechtem nie odpalono rac i innych dymiących światełek i mam wrażenie, że wielu boli ten fakt okrutnie. Tanie efekty są bardzo powabne i... kiczowate, ale o tym drugim mało kto wie. Podobnie jak śmiecenie na murawę różnym papierzyskiem - racowisko jest tradycją południa. A jeśli chodzi o piłkę południową to ja wolę, aby czerpano z niej wzorce techniczne gry, niż zwyczaje stadionowe. Tymczasem gramy w stylu północnym, kibicować próbujemy w południowym, brud i bałagan mamy wschodni. Co mamy własnego? Agresję i faule. A na Legii jest jeszcze przekonanie, że „my sum najlepse” jak określił pewien mieszkaniec Wisły ideową wymowę sukcesów Adama Małysza. Może i sum, ale proszę mi wytłumaczyć dlaczego, skoro atmosfera jest tak wspaniała, szczytem marzeń jest przybycie 10 tysięcy kibiców na mecz i to w sezonie pucharowo-mistrzowskim. A potem licytowanie się w internecie ile kogo tam przybyło, gdzie i czy mieli sprzęt lub flagi. I w ogóle jak się prezentowali. Otóż proszę Państwa, takie pytanie można zadać tylko na prowincji, gdyż kilkudziesięciotysięczny tłum kibiców zawsze prezentuje się dobrze. A dla mnie prywatnie, najlepiej prezentującymi się kibicami są starsze panie paradujące w dniu meczu w szalikach klubowych po mieście i matki z dziećmi w wózkach przybranych barwami klubowymi oraz chmary dzieci w koszulkach klubowych tak, że nie sposób przeoczyć oczywistego faktu, że nasza drużyna gra dziś mecz. Mam wrażenie, że pomimo „najlepsiejszej atmosfery na meczu” u nas sam diabeł nie domyśli się, że jest jakiś mecz. Chyba, że będzie miał pecha i wejdzie do autobusu z kibicami. Co zatem bardziej świadczy o naprawdę wielkiej atmosferze nie tylko na stadionie? Czy możemy sobie wyobrazić, że ludzie chodzą spontanicznie na mecze bez względu na wiek i że nikt ich nie organizuje, nie narzuca rodzaju oprawy, nie mówi gdzie mają wieszać flagi i jakie, ani nie podpowiada kiedy śpiewać, a kiedy krzyczeć. I to jest prawdziwa atmosfera. Gdzie tak jest? Nie napiszę. Pozostawiam do zweryfikowania co to znaczy dobra prezentacja i prawdziwa atmosfera.





emsior:

Dlaczego podważasz to, że sędzia wypaczył wynik, skoro nawet sam sędzia tak mówi? I dlaczego do cholery mieszasz się w sprawy kibicowania, których widać że nie rozumiesz ?


Keleborn:

Nic dodać nic ująć. Odniosę się do kibicowania - ja też mam dosyć dresiarzy, którzy usiłują mnie "mobilizować" wdzięcznymi okrzykami w stylu "śpiewać k...a!". Aż się chce śpiewać k.... tylko nie wiadomo na jaką melodię. Autor napisał kiedyś - "piromania polskich kibiców graniczy z obsesją" (jeśli przekłamałem to przepraszam); nie sposób się z tym nie zgodzić. Uważam że obrazy z kartoników, flagi, szaliki - to wszystko jest super, a może być jeszcze lepiej. Piromanom - dziękujemy.


maciej_KO:

Zdaje sie przyjacielu ze koncza Ci sie pomysly i obnizasz loty... o ile
Twoje pierwsze felietony czytalo sie z przyjemnoscia to teraz z przykroscia
musze stwierdzic ze zbilzasz sie poziomem do pana Atlasa z PS. Dam Ci rade
wez wyjedz gdzies na poludnie i pokontempluj technike tamtejszych pilkarzy,
no chyba ze przeszkodzi Ci w tym dym na trybunach. A jezeli nie chcesz/nie
mozesz to skup sie na czyms innym ale na pewno nie na kibicowaniu bo nie
masz bladego pojecia co to takiego.

Ja tez lubie "na miescie" widziec starsze panie w barwach i panow w
garniturach w szalach klubowych i lubie "piknikow", ktorzy przychodza na
stadion, nawet jezeli nie wiedza ze jak sie spiewa hymn (a takim na Legii
jest "Mistrzem Polski jest Legia") to sie wstaje, bo oni robia frekwencje,
klub na tym zarabia i wszyscy sa zadowoleni.

Natomiast pirotechnika jest czescia rzemiosla kibicowskiego tak samo jak
flagi czy kartoniki, wiec jezeli komus sie to nie podoba to moze usiasc z
dala od plonacych rac i podziwiac kopanine na Naszym stadionie.


Kubus:

Zgadzam się co do pirotechniki. 160 rac na jednym meczu to trochę przesada. Myślę, że kilka spokojnie wystarczy i nie przeszkodzi w prowadzeniu meczu.
Co do oceny sędziego to nie ulega wątpliwości, że źle prowadził zawody. Nie jest to wcale zwalanie winy za zły wynik, ale nie da się normalnie grać gdy sędzia nie wie co robić na boisku. A co do teorii spiskowej, to miom zdaniem nie "wydaje się ona być nadwątlona", bo remis dobrze zrobił Wiśle jak żaden inny wynik w tym spotkaniu.

Wydaje mi się, że nie za bardzo można mówić o GKS-ie i Odrze "słabeusze". Przecież to właśnie te zespoły aktualnie zmieniły się na pozycji lidera.


Net:

Myślałem że umiesz pisać felietony ale ... nie miałem racji. Skończ już to bo nie dobrze się robi jak to się czyta. Jest tu trochę prawdy ale tej prawdy to jest z 1 % całego tekstu. Mam wrażenie że wszedlem na stronę jakiegoś innego klubu a nie LEGII Piknikom dziękujemy !!!!


Kriss z Kwidzyna:

Oj ta LEGIA !!!chciałoby się powiedzieć po meczu z Odrą. Zupełnie nie rozumiem co się dzieje!Owszem ,sędzia nie był w najlepszej formie tak zresztą jak niestety nasza Legia. Szkoda,że autor tekstu nie mówi ,że występują jeszcze poprost poważne luki w składzie i błędy kadrowe Okuki.
Vuković,Szala a nawet zachwalany Majewski robią jeszcze karygodne i kompromitujące błedy szczególnie w celności podań. Okuka jest jednak wyjątkowo uparty i trzyma na ławie dużo lepszych pilkarzy np.Zganiacza.

Mam nadzieję,że jak wrócą kontuzjowani to w/wym anemicy zostaną wreszcie usunięci ze składu ! Karne dla Legii ? a to byłby dopiero problem !!!
Przecież ci anemicy nie potrafią kompletnie strzelać i lepiej żeby ich
nigdy nie było. Niech się nie obrażają fanatycy do których i ja należę,ale taka jest smutna prawda o naszej Legii.

Osobny rozdział to kompromitująca forma Kucharskiego.Co się dzieje ? Ten człowiek ledwo już chodzi po boisku !!!! To są jedyne przyczyny fatalnej gry Legii w lidze drogi autorze ! Wszyscy (nawet żyleta) doskonale o tym wiedzą ,ale fanatyzm nie pozwala im o tym poprostu głośno i otwarcie mówić
Nie wmawiajmy więc sobie dalej ,że to kolejny sędzia wypaczył wynik meczu
lub jak coś nie idzie, nie śpiewajmy również pieśni w rodzaju jeb...ć PZPN !
Jeżeli ktoś nie zgadza się z moją oceną,niech zobaczy sobie na spokojnie w
Canal + ostatni mecz z Odrą zwracając szczególną uwagę na w/wym pilkarzy !
Inna niż moja ocena będzie świadczyła,że macie wyjątkowe poczucie humoru !
A tak na poważnie to rzeczywiście postawa sędziów wobec Legii jest
obrzydliwie czytelna i ma niestety jednoznaczny wymiar.Musimy więc walczyć z nimi i kolejnymi przeciwnikami-nie ma innego wyjścia ! Jeżeli ktoś uważa,że nie znam się na piłce to podpowiem skromnie,że oglądam naszą Legię
od 42 lat !!!(z tego kilkanaście lat na żylecie) !!! Ostatni wynik z Odrą oczywiście niestety przewidziałem.


Paweł Kowalski:

Wiele uwag pana Kapena jest trafnych, zwłaszcza jeśli chodzi o styl gry prezentowany przez Legionistów (chociaż powoływanie się na mądrości trenerskie Jacka Gmocha to lekka przesada). Co do postawy kibiców, to pan Kapen po raz kolejny daje do zrozumienia, że nie do końca mu się ona podoba i że jego zdaniem inaczej to wszystko powinno wyglądać. Chciałbym jednak zauważyć, że do kibiców, którym nie podobają się zasady prowadzenia dopingu na Łazienkowskiej, można zastosować przytoczony przez pana Kapena przykład Kalego. Kiedy Legia grać z Wisłą i wygrywać, to kibice być zadowoleni, cieszyć się, klaskać, śpiewać, krzyczeć. Mecz im się podobać, race, flagi i cała reszta też. Kiedy Legia przegrywać, remisować, albo choćby grać ze słabszym rywalem, to kibice się nudzić, ziewać, milczeć i nie klaskać. Wtedy mecz im się nie podobać i kibice żałować, że wydać 20 złotych na bilet. Tymczasem głośny doping kibiców naprawdę działa mobilizująco i pomaga piłkarzom. Być może za jakieś 100 lat, kiedy przy Łazienkowskiej będzie stał 40-tysięcznik, ultras będą mieli całą trybunę dla siebie i żaden "dresiarz", jak to zostało ładnie określone w jednym z komentarzy, nie będzie nikogo "mobilizował" do śpiewania mniej czy bardziej wdzięcznymi okrzykami. Na dzisiaj jest jak jest i radziłbym się z tą sytuacją pogodzić.


Marcin:

nie bardzo wiem do czego pijesz z tą "dobrą atmosferą", klimatu teatru na stadionie pilkarskim nigdy nie będzie, chociaż fakt płot na 5,5 metra charakteryzuje klimat z bardziej hardcorowych zakątków ZOO, ale powiem Ci coś. Uwaząm, że i tak jest bardzo dobrze...czemu ? - bo byłem na meczach w Katowicach, Krakowie, Chorzowie....zaufaj mi naprawde jest dobrze.


Szabla:

Zgadzam się z jednym wyjątkiem: PIROTECHNIKA MUSI BYĆ bo wygląda zaje....cie!!! A poza tym ktoś musi kierować dopingiem ale nie tak ze na kazdym sektorze ktoś inny. Wojtek Hadaj był jest i bedzie debeściakiem!!!


Mariusz Szulim:

Ludzie, ten człowiek jest geniuszem piłkarskim. Dlaczego jeszcze nie jest trenerem conajmnej jednej z drużyn eurpejskiego formatu? Z jego beletrystyki płynie tyle złotych myśli, że aż dziw bierze dlaczego Okuka i Kubicki nie wciągnęli go do kadry trenerskiej. Chociaż patrząc z drugiej strony taki sposób zarabiania na życie (czyli notoryczne malkontenctwo ) jest wygodniejszy od kreowania nowych rozwiązań. Jedno co mnie pociesza to fakt, że tego typu "dziennikarze" powoli odchodzą w niebyt, co możemy zaobserwować na przykładzie Tomaszewskiego. Człowieku daj sobie spokój !!!


daimos:

"Chyba, że będzie miał pecha i wejdzie do autobusu z kibicami"
rozumiem, ze autor jest przeciwny "odwiecznej" tradycji wesolych autobusow? jakos czesciej widze na twarzach ludzi usmiechy niz przerazenie. prawda, ze troche za duzo bluzg w takim busie leci, ale przeciez samych aniolkow na tym swiecie nie ma :). a teraz uwaga do Keleborn'a: gdyby nie te "dresiarze" (czy Rozyk jest dresiarzem?) to nikt by nie spiewal na tym stadionie. prawda jest taka, ze doping leci u nas w dol z meczu na mecz, a najlepsza wedlug mnie atmosfera byla na maczu pucharu ligi z Gornikiem, kiedy to na odkrytej stalo 270 osob!!!!!! Kto byl, to pamieta - 90 minut ekstra spiewu!!!! I jeszcze jedna uwaga - gdyby wszyscy "sami z siebie" spiewali na meczach, ci "dresiarze" nie byli by potrzebni! A ze nie chce sie Wam ryja chocby raz na 90 min otworzycc to jest tak jak jest! Co do pirotechniki - bez tego juz w ogole nudno by na meczach bylo! Widze ze my tu jakas rewolucje mamy - wesole autobusy STOP, race STOP, moze jeszcze inne aspekty zycia kibicowskiego chcecie zaSTOPOWAC?!?!?!


was:

Właśnie, że trochę dodać i trochę ująć. Ujął bym ostatnią część felietonu pana Kapena i tekścik "Keleborna", ale trudno, każdy ma prawo do własnego zdania. Widać, że panom nie pasuje atmosfera na naszym stadionie. I mam dla was propozycję. Mianowicie pikniki odbywają się co pewien czas na niejakiej ulicy Konwiktorskiej, może tam wam sie spodoba. Pan Kapen będzie mógł spędzić troszkę czasu z babciami i dziadkami w szalikach, a pana Keleborna napewno nikt nie poprosi o dopingowanie i nie będzie mu przeszkadzał dymek z jednej racy. Oczywiście odradzam, ale wybór należy do panów. A dodał bym to, że niestety nigdy nie było i raczej nie będzie tak kolorowo i pięknie jakby sobie wszyscy tego życzyli. Pozdrowionka dla wszystkich kibiców Legiuni.


Artur:

Co by tu nie mowic o felietonach(?!) p.Kapena, to jednak potrafia one zmusic do reakcji i aktywnego udzialu w dyskusji... Szkoda tylko, ze wrazenia i emocje powstale w wyniku lektury sa wybitnie negatywne. Zeby nie przedluzac wstepu podpisze sie pod opiniami Kolegow (emsior, maciej KO, Szabla, Mariusz, daimos, was). Uwazam ze wspomniana "przedmeczowa pozastadionowa atmosfera" (z wyjatkiem godziny przed meczem) nie jest taka o jakiej marzy wiekszosc kibicow Legii z prostej przyczyny: media ukazuja srodowisko stadionowe w zlym swietle promujac "ogladactwo telewizyjne" a wladze klubu nie staraja sie specjalnie o zmiane tej sytuacji. O tym ze mozna Warszawe zmusic do przyjscia na Lazienkowska swiadcza mecze z udzialem TVNu czy RAPu. Inna sprawa to wydziwione (czyt: odstraszajace) ceny biletow nieadekwatne do rangi spotkan ( ufff... dobrze ze sa karnety obnizajace koszty jednego meczu). Poza tym mieszkancy Warszawy nie identyfikuja sie w zaden sposob z Legia (co z latwoscia przychodzi im w stosunku do np. centrow handlowych w ktorych kupuja regularnie bo to sa ICH SKLEPY) bo 90% z nich to osoby niezwiazane emocjonalnie z miastem (goscie i rezydenci, nic im nie ujmujac). Wladze Legii i Warszawy powinny zastanowic sie nad taktyka wobec mieszkancow Naszego Miasta przyciagajaca ich na Legie jak lep na muchy, dajac im cos, co kaze przyjsc takze nastepnym razem i nastepnym... Bez wzgledu na rywala Legii i pogode (przeciez mamy dach ;) ). Jesli zakochaja sie w Legii, to polubia Warszawe, a z tego moze byc tylko pozytek.


pafko:

Dobry text skoro rozpetał taką dyskusję:-). Osobiście chciałbym się odnieść do dopingu, który według mnie jest dobry (nawet panowie w dresach ujdą) jednakowoż pirotechnika w naszym wykonaniu jest kiczem i w tym zgadzam się w 300% z autorem. Jest to opinnia nie tylko moia ale i masy znajomych którzy zasiadają na naszym stadionie( i niema się o co obrażać)


Burak_Siedlce:

K(przez duże k)URWA mać! koles wkońcu ma rację! Bo "my sum najlepse" to naprawde boli! podkreślam boli! naprawde atmosfera do chodzenia na mecze legiuni jest bardzo hujo...


Maciejjj:

W krótkim komentarzu ograniczę się jedynie do sprawy pirotechniki. Mecz piłkarski nie jest miejscem na odpalanie rac i innych fajerwerków - chyba, że odpalane są po meczu i nie z trybun. Jest to nie tylko kwestia bezpieczeństwa kibiców ale i piłkarzy. Co z tego, że w Warszawie race zazwyczaj nie padaja na murawę, jak podczas ostatniego meczu w Krakowie za płot poleciało dziesiątki "legijnych" rac - tylko tam "klitke" dla kobiców gości maja na tyle daleko od murawy, że nikt nie był w stanie dorzucić. Doping jest świetny, tylko trzeba wymyślić coś zamiast pirotechniki, bo za to tylko kary się płaci.


grinch:

Chciałem się zapytać wszystkich tych ludzi, którym się nie podoba pirotechnika na naszym stadionie i dlaczego, może mi to ktoś wytłumaczy??!!??

YANKES:

mamy najlepszy doping wnaszej czesci europy to samo z pirotechnika jest
super jestesmy najlepsi bo kibicujemy najepszemu klubowi a setki rac
odpalonych w jednym momencie robi piorunujace wrazenie


Keleborn:

Do Grinch: Nie chodzi o to że nie podoba się pirotechnika - ale nie podoba się piromania. Odpalanie rac dla samej idei i dlatego, że jest to rajcujące (że użyję tego słowa), jest bez sensu. Jestem przeciw rzucaniu rac na murawę i jestem przeciw zadymianiu boiska. O ile uda się uwzględnić kierunek wiatru (wiem że nie zawsze jest to łatwe) to na prawdę nie mam nic przeciwko.
PS. Piknikowców zapraszamy. Przyłączą się z czasem.


Evil:

powiem wam jedno... temu genezypowi czy jak mu tam caly czas cos nie pasuje!!! nawet gdyby legia zdobyla puchar mistrzow to i tak by mial jakies "ale" !!! skoro jest taki madry, inteligentny i wystukany w pilce noznej to niech sie sam wezmie za trenerke a nie ciagle krytykuje innych !!!! prosze bardzo panie kapenie niech sie pan wykarze!!!!
radzilbym zaczac od jakiejs ligi regionalnej zeby od razu sie pan nie zblaznil...


Tofi:

Zawsze z zaciekawieniem czytalem felietony pisane przez "Genezyp Kapen" mialy one watki interesujace nas kibiocow, tarfne spostrzezenia na nasz podworkowy football.Ale tym razem sie zawiodlem, Legia moim zdaniem z meczu na mecz robi coraz to wieksze postepy, wiadomo ze nie jestesmy tak wielkim klubem jak Barcelona, ze nasi pilkarze nie sa czolowymi herosami europejskich boisk i ze trener Okuka to nie Senol Gunes czy Goeran Eriksson.Ale czemu podwazasz taktyke Draga...czy on sie wtraca do twoich felietonow....zajmij sie tym co robisz najlepiej a jemu zostaw trenerskie rzemioslo...i mysle ze obaj na tym najlpiej wyjdziecie.Reasumujac czekam na kolejne trafne i bardziej obiektywne felietony, ktore zawsze czytelem z
zainteresoiwaniem...Legia do boju...




Skomentuj felieton wysyłając maila na adres: woytek@legialive.pl

Podaj ten news dalej: