Ponieważ jako osoba przygotowująca od kilku sezonów oprawę na meczach Legii zauważyłem pewne nadinterpretowanie faktów, myślę, że powinienem kilka spraw wyjaśnić.
Po pierwsze kartoniada "Witamy w piekle" nie nawiązywała do żadnych rasistowskich przekonań kibiców Legii, nie nawoływała również do agresywnych zachowań. Napis był skierowany do piłkarzy Widzewa i miał podkreślać piekielną atmosferę stadionu (w domyśle bardzo głośny doping). W zasadzie powinienem to wyjaśnienie opowiedzieć Kolatorowi a nie Wam, bo mam nadzieję, że przynajmniej tu dla wszystkich jest to jasne, ale piszę to bo chcę, żeby nie było żadnych niedomówień.
Po drugie, prasa znowu zrobiła z nas winnych całego zajścia. Niestety ręce opadają, kiedy czytam po raz kolejny Szczepłka, który uważa, że całą awanturę wywołała raca wrzucona do sektora Widzewa. Z dalszej lektury wynika, że najprawdopodobniej obaj autorzy tekstu w Rzeczpospolitej (Guzowski, Szczepłek) nie byli w ogóle na meczu albo spali. Nie ma ani słowa o beznadziejnej interwencji Policji.
Wg prawa, wg powszechnie przyjętych norm stadionowych, żeby przez zachowanie kibiców Legia nie dostała żadnej kary, musieliby kibice pozostać w spokoju na trybunach. Zażegnaniem awantury powinna zając się ochrona i Policja. Takie przynajmniej wyobrażenie maja działacze, federacja piłkarska itd., ale niech mi ktoś powie, w jaki sposób można było utrzymać kibiców Legii na trybunie mających patrzeć jak rywal spokojnie biega po ich stadionie i rwie ich flagi, kiedy "profesjonalna" Policja sama sobie zablokowała wyjście z tunelu wyginając kłódkę? To tak jakby wymagać od przeciętnego obywatela, żeby patrzył przez siatkę jak sąsiad mu żonę gwałci i wymagać od niego, żeby cierpliwie czekał na przyjazd Policji, której się akurat benzyna w radiowozie skończyła. Bez przesady!
Zwiększenie sił porzadkowo-policyjnych tu nic nie rozwiąże. Policja co najwyżej może na stadionie stoczyć kilkugodzinna bitwę i jeszcze na dodatek ją przegrać. Ktoś powinien wreszcie zrozumieć, że o bezpieczeństwie na stadionie decydują nie policjanci, nie ochrona, nie piłkarze, tylko właśnie sami kibice. Niestety już kilka lat temu pisałem, że brak kreowania wypracowanego modelu kibicowania przez PZPN doprowadzi w końcu do katastrofy. PZPN nie przyjął żadnego modelu kibicowania, nie kreuje takich rozwiązań, nie zdając sobie chyba sprawy, że kibicowanie to także część piłki nożnej i skoro fajnie jest zarabiać na tej części dochodowej związanej z reklamami, to trzeba się liczyć, że ta mniej prestiżowa też wymaga nakładów pracy. Zakazy, nieprzemyślane zamknięcia stadionów biją wszystkich tylko nie tych, którzy są winni. Niestety tak to już jest, że gdzie nie ma kasy, to się specjalnie nikt nie schyli, żeby cokolwiek zrobić. Tak jest właśnie z kibicami - nie są specjalnie dochodowi, bo wpływy z biletów to przeciętnie 10% budżetu klubu, ale bez kibiców ten sport byłby niczym, jak również nie dałoby się nawet na nim zarobić (bo jak sprzedać reklamy, kiedy nikogo to nie interesuje). Mediom taki model najwyraźniej pasuje, mają sensację na pierwsze strony i zwiększoną sprzedaż. Zobaczcie, taki Żukowski, Szczepłek, mimo że mienią się kibicami Legii, mimo tego że dzięki Legii zarabiają, mają na chleb, a nawet można powiedzieć, że w pewnym sensie żyją z Legii, jakże chętnie zamieniają się z dziennikarzy sportowych w dziennikarzy sensacyjnych, kiedy jest najmniejsza ku temu okazja.
Czasami jest tak, że razem z przyjaciółmi tworzymy za własne i to niemałe pieniądze oprawę godną włoskiej Serie A, ale media to olewają. Ten temat nie ma znamion sensacji, więc jest nieatrakcyjny, nie publikuje się zdjęć, nie nagłaśnia sprawy w przeciwieństwie do tego, kiedy kilku pijanych wyrostków w szalikach w autobusie spotka się ze Szczepłkiem jadącym do domu.
Po czwarte, takie akcje jak ta z transparentem mnie szalenie rozczarowują i osłabiają. Zdaję sobie sprawę, że trzy lata ciężkiej pracy grupy Cyberf@ni zostaje w takich momentach zaprzepaszczone. Zakładaliśmy swoją grupę kiedy nikt w Polsce nie myślał o innym modelu kibicowania, niż to z popcornem w ręku albo to z pałą w ręku i kominiarką na głowie. Zdawaliśmy sobie sprawę, że pomiędzy awanturą na meczu a spokojnym siedzeniem w milczeniu na trybunie jest ogromna przestrzeń na inny model kibicowania, czyli kibicowanie efektowne i efektywne. Jesteśmy pierwszą taką grupą w Polsce i poprzez podnoszenie coraz wyżej poprzeczki w dopingu, walnie przyczyniliśmy się do tego, że na większości polskich stadionów wreszcie zaczął się w ogóle doping. Nie ukrywam, że dzięki temu chcieliśmy głownie młodym, nowym kibicom pokazać, że na stadionie nie muszą być wyłącznie chuliganami, ale mogą zostać aktywnym kibicem poprzez rywalizację z kibicami innych klubów na polu opraw meczowych, dopingu, frekwencji na meczach itd.
Nie udało się. Okazuje się, że zbyt mało osób rozumie o co w tym wszystkim chodzi, okazuje się, że prezes Kolator w napisie "Witamy w piekle" widzi wręcz samego diabła. Okazuje się, że wąska cześć kibiców potrafi wykorzystywać oprawę meczową do poparcia własnych przekonań.
Teraz czekamy na kolejne kary, pewnie nam zamkną stadion, pewnie klubowi dowalą karę finansową, pewnie znowu normalni, ultrasi i niewinni dostaną po tyłku. Ponieważ karanie naszego klubu nie jest naszym celem, dlatego pytanie o sens naszej pracy, o wysiłek włożony w działalność grupy stało się od piątku co najmniej pytaniem retorycznym.
Felieton
CF: Kilka wyjaśnień i przemyśleń
poniedziałek, 28 października 2002 12:51
karpiko