Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Furia kibica

poniedziałek, 28 października 2002 13:15
Calagan

Furia jaka opanowała mnie po meczu Legii z Widzewem jest niemożliwa do opisania. Czuję olbrzymią złość i smutek - i to mimo, że Moja Drużyna wygrała. Ale co z tego, skoro to co zobaczyłem na stadionie bardzo mnie zmartwiło. Bynajmniej nie chodzi o poziom widowiska sportowego. Wiadomo – kibice.

Jestem typowym przeciętnym kolesiem, który chodzi na Legię, nie dla szpanu, ani dlatego, że kolesie ode mnie z podwórka chodzą, ale dlatego, że kibicuje tej drużynie. Jedni nazwaliby mnie piknikiem, inni szalikowcem. A i tak wszystko zależy od definicji jaką przyjmuje osoba, która określa stopień zaangażowania w kibicowanie. Kiedyś byłem zawsze na Żylecie, ale wyrosłem z tego i przeniosłem się na krytą. Nie pada, nie wieje, tyle że doping słabszy. Doping na Legii jest fantastyczny. Głośny, efektowny i efektywny. Cała Polska nam zazdrości tego. Nie pojawiamy się w takiej sile jak kibice Lecha u siebie do niedawna, ale za to lepiej dopingujemy. I to przyciąga nowych na stadion.

Wszystko jest fajnie, ale do czasu takich zdarzeń jak dzisiaj. Takie wydarzenia powodują, że cała praca kibicowska wykonywana przez wielu anonimowych ludzi (oprawa, prowadzenie dopingu itp.) idzie na marne. Jednym takim meczem niweczone są wszystkie starania o poprawę wizerunku kibiców piłkarskich nie tylko Legii, ale wszystkich, w całej Polsce. Bo to co się dzieje w Warszawie jest komentowane w całym kraju. Każda rozróba (nawet mała) w mediach jest wyolbrzymiana. I nieważne, że do większych i gorszych wydarzeń dochodzi także w innych częściach kraju. To Legia jest na świeczniku. To jednak nie jest żadne usprawiedliwienie dla kogokolwiek, a zwłaszcza dla naszych „kibiców”. To właśnie powinno ich zdopingować do lepszego zachowania podczas wszystkich meczów, zarówno u siebie, jak i na wyjeździe. Niestety, naszych fanów to przerasta. Nie rozumieją lub nie chcą tego zrozumieć. Regularnie powodują, że pisze się o nas dużo, niestety głównie negatywnie.

Oprawa meczów to bardzo fajny element kibicowskiego rzemiosła. Nie wiedzieć jednak czemu bardzo często pojedyncze wybryki kolesi, którzy określają się mianem „kibiców” powodują, że to co było piękne i wspaniałe, staje się złe. Nie mam zamiaru rozwodzić się nad tym czy race i inne świetlne zabawki powinny pojawiać się w czasie meczu, czy nie. Jest to część oprawy meczów, która jest ładna i efektowna, a w odpowiedzialnych rękach zupełnie niegroźna. No właśnie – odpowiedzialnych rękach. Tego właśnie nie mogę zrozumieć. Jacyś ludzie organizują oprawę. Ponieważ muszą często dostać zgodę od klubu, nie są anonimowi. A skoro tak, to i ich pomocnicy, względnie osoby, które biorą udział w tworzeniu widowiska, powinny być znane. Może i są, ale to najwyraźniej nic nie daje, gdyż ciągle w czasie meczów na Łazienkowskiej na murawę lecą race. I ja tego zrozumieć nie mogę. Czy tak trudno spisać dane ludzi, którzy trzymają w ręku race? Czy tak trudno powiedzieć wprost kibicom – macie wolną rękę jeśli chodzi o efekty specjalne, ale podpisujecie zobowiązanie, że wszelkie kary wynikające z tego płacicie wy. Raca poleci na boisko – płaci ten, którego to była raca (miał ją trzymać i nie rzucać), ewentualnie grupa osób odpowiedzialna za oprawę. Odpalacie świece dymne – przewidujcie czy będzie wiatr i w jakim kierunku, żeby nie przerywać meczu. To naprawdę nie jest skomplikowane.

To samo dotyczy wyjazdów. Ja wiem – większości kibiców w Polsce nas nie lubi. I to ich problem. Ale ja nie wiem czemu nasi kibice zawsze muszą zaakcentować swoja obecność w tak chamski sposób. Bo inaczej nie można nazwać rzucania rac, skroboskopów, czy czego tam jeszcze, na murawę. Że inni to robią też w Warszawie. No i dobra. Ale to o nich będą mówili wandale i kretyni, a nie o nas. Niech oni się tym martwią. My się martwmy jak wyeliminować ten element kibicowania u nas. Czy tak trudno to zrobić?

Kolejna sprawa – obiekty latające. Czy naprawdę jest aż tak zabawne rzucanie czymkolwiek w sędziego i piłkarzy drużyny przeciwnej? Przecież gdyby to działo się na innym stadionie to wszyscy nasi fani mówiliby jacy to źli kibice. Tyle, że na naszym stadionie jest dokładnie to samo, a nawet gorzej. Nie wiedzieć czemu nikt nie potrafi powstrzymać rzucających. Na meczu z Widzewem widziałem jak łapią kolesia, który rzucił petardę na płytę boiska. Skopali go. Fajnie, ale co z tego, skoro wcześniej poleciały kamienie i inne przedmioty? Ktoś się rzuci, że to nie prawda, ale kamery nie kłamią. Nim doleciała petarda, kilka przedmiotów zostało z murawy podniesionych i odrzuconych na bok. Były wśród nich i kamienie. To cud, że żaden piłkarz nie został raniony. A ten co rzucił petardę? Pewnie już kupił bilet na Schalke i obejrzy go tak samo jak i inni. Bo zakazu stadionowego nie dostanie. Zresztą ten zakaz w naszym kraju jest po prostu martwy. A później dziwią się, że piłkarze rywali usprawiedliwiają się tym, że nasi rzucali w nich kamieniami. Dla naszych „kibiców” to śmieszne, ale jakby im w czasie meczu kamienie latały koło głowy, to zmienili by zdanie. Zresztą mieli już kilka razy namiastkę tego. Np. w Łodzi w czasie jednego z meczów. Zostali obrzuceni kamieniami. Fajnie było? Chyba nie – więc może jednak się zastanowić nad tą kwestią. I nie tak jak zawsze – apele. To nic nie daje. Bo tłumaczenia później, że to zrobił podpity koleś, dzieciaki, czy babcia na wózku są śmieszne. A krytyka na różnych listach dyskusyjnych i forach jak najbardziej słuszna. Jest na to pewna rada, ale jak dla kibiców zbyt kontrowersyjna – za chabety i oddać go w ręce Policji. Niestety, w naszym społeczeństwie ciągle pokutuje obraz, że każdy policjant to brutal, a jakakolwiek współpraca to donosicielstwo.

No i na koniec sprawa najbardziej bulwersująca mnie. Bardziej niż jakikolwiek akt chuligaństwa jaki widziałem na naszym stadionie. Chodzi mi o płótna jakie zawisają od czasu do czasu na płotach i przyśpiewki jakie temu towarzyszą. Pomijam już tutaj przyśpiewki na Widzew. Śpiewają – no trudno. Ale to co zobaczyłem na płocie, zmroziło mnie. Mam wrażenie, że kolesie, którzy wywiesili tą flagę są maksymalnymi durniami, ale to byłoby zbyt delikatne dla nich określenie. Tego się nie da wyrazić słowami. Dla mnie to jest coś gorszego, niż spalenie własnego stadionu. Patrzyłem na ten napis i byłem smutny. Nie cieszyło mnie już nic do końca meczu. Ani druga bramka dla Legii, ani fakt, że mecz wygraliśmy. Cały czas miałem przed oczami tą przerażającą flagę. Mimo, że nie słyszałem tego na krytej, to jestem też przekonany, że towarzyszyła tej fladze odpowiednia piosenka, która także przeraża. Sporo osób nie zrozumiało tej flagi. Nie wiedzieli o co chodzi. Ja byłem dotknięty do żywego. Ludzi, którzy ją wywiesili powinno się wywalić poza wszelki krąg kibicowski. Nie zaliczyłbym ich do żadnej z grup, bo oni nie mają za grosz honoru i taktu (o inteligencji nawet nie wspominam). Hoolsi przy nich, to chodząca arystokracja i światowcy. Jestem niemal pewny, że oni nawet nie zdają sobie sprawy z aktu jakiego dokonali. Nie rozumieją co to jest holocaust. Nie wiedzą, że to obraża nie kibiców Widzewa, ani ludzi narodowości Żydowskiej, ale nas wszystkich. Na widzewiakach to nie zrobiło najmniejszego wrażenia, ale My w Polsce będziemy mieli opinię taką jak swego czasu kibice Poloni po wywieszeniu flagi Bin-Ladena. Rasizm przy tym to jest nic. To nawet nie był antysemityzm. Wywieszenie tego płótna to była po prostu zbrodnia, zbrodnia na pamięci o milionach ofiar faszyzmu. Ktoś stwierdzi, że koleś przesadza, przecież to tylko flaga, którą zdjęto po kilkunastu minutach. Ale jej wspomnienie pozostanie na długo w pamięci tych, którzy ją widzieli. W ten sposób została zszargana pamięć tych, którzy zostali tam zamordowani. A to nie byli tylko Żydzi czy Cyganie. Tam mordowano także Polaków. I pamięć o nich została zbeszczeszczona. Nie wiem, czemu nikt z kibiców, którzy dbali o jako taki porządek na trybunach nie zareagowali natychmiast. Czy naprawdę tak trudno zrozumieć jakie to będzie miało konsekwencje dla nas wszystkich. Nie chodzi mi o jakiekolwiek kary dla Legii (choć takie będą, co do tego nie ma wątpliwości), ale o to co pozostanie w ludzkiej pamięci. Nikt nie będzie pamiętał wspaniałej oprawy meczu, ani nawet bójki. Wszyscy za to zapamiętają tą jedną flagę. Może być tego pewni – prasa już o to zadba. W oczach reszty społeczeństwa będziemy zwykłymi prostakami i faszystami. I żadna akcja kibicowska, choćby nie wiem jak piękna i wspaniała, obrazu tego nie zamaże. Tylko wyplenienie tego we własnym gronie może unormalizować sytuację. Ale kto się tego podejmie, skoro z mniejszymi problemami nasza „starszyzna” nie może dać sobie rady?

I to tyle co miałem na ten temat do powiedzenia. Nie potępiam wejścia na płytę naszych kibiców. Rozumiem ich. Wiem co nimi (a przynajmniej częścią z nich) kierowało. Obrona własnych płócien to najważniejsza rzecz dla kibiców. Jedyna kwestią do której mam zastrzeżenia to to, że tak długo schodzili z płyty boiska i że grupa małolatów ciągle atakowała Policję. Ta wykazała się tym razem wyjątkowym spokojem i nie ruszyła. Jeszcze dwa lata temu byłaby totalna bitwa z nimi. Teraz stali i nie ruszali, mimo że kolesie w szalikach Legii rzucali w nich czym popadnie. Zdziwiłem się jeszcze raz, gdy już po zejściu z płyty i zbliżeniu się Policji nic (a przynajmniej ja nic nie widziałem) nie poleciało w ich kierunku. Ostatnio przy takim manewrze służb prewencji, połowę krzesełek z jednego z sektorów poleciała w ich kierunku.

Co grozi Legii? Bardzo surowe kary i podwyżka cen biletów na wiosnę. Stadion zamknięty na co najmniej jeden mecz (i nie ma znaczenia kto zaczął rozróbę – mecz został przerwany) i kilka jeszcze przy ograniczonej publice (prawdopodobnie zamkną Żyletę). Podobał się obniżony płot? To zapomnijcie o tym na najbliższych kilka lat. Nawet jak zbudują kiedyś ten nowy stadion, to na początku postawią zasieki i płot równie wysoki jak obecny, a za nimi jeszcze fosę. Kary finansowe – za same race – jakieś 50 tys. (recydywa), tym razem złotych. Za płótno – kolejne 10 tys. Doliczmy zniszczone ogrodzenia i wyrwane krzesełka i będzie trochę do wydania. To tyle jeśli chodzi o drobiazgi. Poważniejsze straty – marketing. Trudniej będzie znaleźć nowych reklamodawców. Kto chce się reklamować na stadionie pełnym rasistów, antysemitów itp. hołoty? Jeśli były prowadzone jakieś rozmowy z potencjalnymi inwestorami/sponsorami, to właśnie się cofnęły do punktu wyjścia i to w wersji optymistycznej. Bardziej pesymistyczna mówi o ich całkowitym zerwaniu. Nowych będziemy szukać długo. Lech, choć gra słabo, ma tą przewagę, że tam jest spokój. A to nie tylko wyniki decydują o tym, gdzie będą się reklamować i w co inwestować duże firmy. Dalszymi konsekwencjami tych wydarzeń będzie wyprzedaż zawodników, brak transferów w zimie (niech tylko któryś pierdnie o tym w grudniu – a zrobi to niejeden). Latem nie zatrzymamy tych, których chcielibyśmy zatrzymać. Nowi nie przyjdą i na kolejne eliminacje LM będziemy jeszcze słabsi niż w tym roku. I to wszystko przez kilku debili, którzy wywiesili taką flagę i kilku z Łodzi, którzy weszli na murawę.

Podaj ten news dalej: