Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Piłka naszła idealnie...

środa, 30 października 2002 12:16
Dariusz Dudekźródło: Gazeta Wyborcza

Robert Błoński, Maciej Weber: Zdobył Pan dla Legii już drugiego gola, a to wcale nie takie częste u obrońców lub defensywnie zorientowanych graczy pomocy. Uderzenie zza pola karnego w meczu z Schalke było fantastyczne.

Dariusz Dudek: Bardzo się cieszę, że piłka wpadła do bramki. Bardzo czysto trafiłem piłkę. Tak czysto, że aż rzadko się zdarza.

- Uderzył Pan piłkę tuż po jej odbiciu o trawę. W takich sytuacjach zwykle trafia się nad poprzeczką. I to przeważnie bardzo wysoko.

- Zastanawiałem się, czy nie uderzyć piłki od razu, bezpośrednio z powietrza. Zdecydowałem jednak, że zrobię to z tzw. dropsztyka, jak często zdarza się to na treningach. Wyszło, i myślę, że to nie był żaden przypadek.

- Który gol był ładniejszy - ten z przewrotki z Polonią czy ten w spotkaniu z Schalke?

- Dziś piłka idealnie "naszła" mi na nogę. Ale ten gol dał tylko radość i satysfakcję, bo nie wygraliśmy. Z Polonią ustaliłem wynik spotkania na 4:1. Tamten gol był i ładniejszy i cenniejszy.

- We wtorek, kilka minut po zdobyciu gola, został Pan sfaulowany i arbiter podyktował rzut karny. Czy słusznie?

- Faul był ewidentny. Nie wbiegłem na pole karne po to, by się położyć. Chciałem strzelić kolejnego gola. Brutalnie mi w tym przeszkodzono. A szansę miałem dużą, ponieważ wychodziłem na pozycję sam na sam z bramkarzem. Czysty karny.

- Wchodził Pan na boisko w ciężkiej sytuacji...

- Tak. Było 0:0, miałem pomóc odwrócić losy spotkania. A tu po dziesięciu minutach było 0:2. Co pomyślałem? Jest źle, ale zostaje nam sportowa złość i ambicja. Chciałem poderwać kolegów do walki. Okazja nadarzyła się szybko. A trzeba było coś zrobić, bo gdy straciliśmy dwie bramki, trochę uszło z nas powietrze.

- Nie miał Pan obaw, wchodząc po przerwie na prawą pomoc? To chyba nietypowa pozycja.

- Już raz miałem okazję zagrać w Legii jako prawy pomocnik. Bardzo dziękuję trenerowi, że w tak ważnym meczu jednak zdecydował się na mnie postawić. Czasem, wchodząc na boisko w drugiej połowie, można pokazać się bardziej niż wtedy, gdy gra się od początku spotkania.

- Pozycja skrajnego pomocnika w meczu z takim zespołem jak Schalke jest bardzo trudna?

- O, tak. Niemcy mają bardzo szybkich graczy, trzeba się zdrowo za nimi nabiegać. Zawodnicy Schalke są bardzo doświadczeni i ciężko jest zyskać nad nimi przewagę. Mimo wszystko pokazaliśmy charakter i jeszcze nie wszystko stracone.

- Legia ma jeszcze szanse na awans?

- Skończyła się dopiero pierwsza połowa. Nikt nie powinien odbierać nam szans. W Gelsenkirchen czeka nas 90 min walki.

- Czego zabrakło, by pokonać Schalke? A jeżeli nie pokonać, to chociaż zremisować?

- Moim zdaniem zabrakło nam koncentracji. Przy ostatniej bramce chyba popełniłem błąd. Nie udało mi się dokładnie pokryć Sanda. Skoczył wysoko, a ja się spóźniłem. Rywale zrobili wokół niego zasłonę, miał sporo miejsca i przesądził o wygranej niemieckiego zespołu.

- Po raz pierwszy zagrał Pan w białych butach?

- Tak, rzeczywiście. Poprzednie - czarne - mi się rozleciały. Odkąd przyszedłem do Legii, gram w obuwiu Nike, wcześniej występowałem w adidasach, które najczęściej przysyłał mi mój brat Jurek. Te białe dostałem od Marka Citko. On ma umowę z Nike. Powiem szczerze, że bałem się, czy ktoś nie będzie ze mnie się wyśmiewać albo mówić, że odbiła mi woda sodowa. Tak nie jest, po prostu w białych butach dobrze mi się grało. Są wygodne i chyba już takie założę na następne spotkania.

- Odzyskał Pan miejsce w podstawowym składzie?

- Nie wiem. W Legii jest ponad 20 zawodników, z których każdy czuje się na siłach i ma umiejętności, by grać w pierwszej jedenastce. Ja jestem jednym z nich i walczę.

- Czy przed stratą drugiej bramki nie był Pan faulowany przy linii, z prawej strony boiska, na połowie Schalke?

- W polskiej lidze, i to na naszym boisku, sędzia raczej podyktowałby wolnego dla nas. Jednak w pucharach gra się inaczej.

Podaj ten news dalej: