- Strzelona bramka, po dwóch faulach na Panu drużyna Legia dostała dwa rzuty karne. Kto więc był bohaterem tego spotkania?
Marek Saganowski: Dzisiaj nie było lepszego, nie było gorszego w naszym zespole. Wszyscy zagraliśmy na podobnym, niezłym poziomie. Nie mnie oceniać, kogo można uznać za bohatera. Ja próbowałem zrobić wszystko. Na tyle, na ile miałem sił.
- Chciał Pan pokazać trenerowi Okuce, że źle robił zapominając o Marku Saganowskim, wystawiając do tej pory w ataku innych piłkarzy?
- Chciałem wykorzystać szansę, jaką dzisiaj dostałem. Zawodnicy przychodzący do klubu często muszą czekać na swoją kolej. Ja czekałem dosyć długo. Chciałem udowodnić, że przyszedłem do Legii nie po to, by siedzieć na ławce rezerwowych.
- Czy sędzia zrobił słusznie dyktując rzuty karne na początku spotkania i potem w drugiej połowie?
- Wyskoczyłem do piłki, a obrońca skoczył mi na plecy. Na pewno różnie tę sytuację można było ocenić. Sędzia gwizdnął i tyle. W drugim przypadku przewróciłem się o czyjąś nogę.
- Do tej pory w pierwszym zespole Legii zdobył Pan tylko jedną bramkę, w pucharowym spotkaniu z Okęciem.
- Dlatego tym bardziej cieszę się z trafienia z Zagłębiem. Nie kombinowałem, strzeliłem instynktownie.
- Trener zdjął Pana z boiska już w 73. minucie. Zepsuł udany występ, czy dał kibicom okazję do wiwatów?
- Chyba to drugie. Taka owacja dla zawodnika jest bardzo miła. Myślę, że i dla mnie może być raz do roku.
- Chce Pan zostać w Warszawie?
- Mam z Legią kontrakt jeszcze przez pół roku. Bez względu na to chciałbym zostać dłużej. Nie przychodziłem do Legii, żeby od razu uciec.
Rozmawiał Maciej Weber