Trwają, a właściwie kończą się, negocjacje w sprawie przejścia do Legii lidera Odry Wodzisław, Piotra Rockiego. Gdy kandydaturę autora "Cieszynek" pozytywnie zaopiniował trener Dragomir Okuka, działacze Legii przystąpili do rozmów z aktualnym pracodawcą zawodnika. - I pewnie oni wiedzą lepiej, jak się sprawy mają - mówi Rocki. - Byłem co prawda wczoraj u dyrektora Edwarda Sochy, ale dopiero dziś dowiem się pewnie jakichś szczegółów.
- To oznacza, że kontaktowali się już z panem działacze Legii?
Piotr Rocki: Jakieś rozmowy były, ale raczej nieformalne. Więcej czasu poświęciłem na telefoniczne pogaduchy ze znajomymi, niż na poważną dyskusję z kontrahentami.
- Czyżby dlatego, że Pański kontrakt z Odrą jest ważny do 30 czerwca przyszłego roku?
- Tej kwestii nie można pominąć. Gdyby bowiem umowa skończyła się już w grudniu, to już byłoby po sprawie, a ja szykowałbym się do zimowych przygotowań z Legią.
- Marek Saganowski w zamian za rezygnację z zaległych wypłat otrzymał przed terminem kartę od szefów Odry. Może Pan powinien postąpić identycznie?
- Coś trzeba stracić, żeby zyskać coś innego - takie jest życie. To chyba rzeczywiście dobra wskazówka, bo niedługo dla mnie zabrzmi ostatni dzwonek. Jeśli chcę jeszcze coś poważnego osiągnąć w futbolu, to muszę się teraz zdecydować. Potem może być za późno.
- Z przejściem do Legii wiązałby się tak naprawdę powrót do domu.
- Oczywiście! Znajomi telefonują do mnie i mówią - stary wal te pieniądze! Jesteś warszawiakiem, więc powinieneś grać w stołecznym klubie.
- W Legii widzą pana na prawej pomocy. Będzie się więc trzeba przestawić.
- To żaden kłopot. W Wodzisławiu też miałem grać na tej pozycji, ale potem okazało się, że na innych jestem bardziej potrzebny, zwłaszcza na lewym skrzydle. Prawą nogą gram jednak lepiej niż lewą, więc tak naprawdę gra na prawej flance jest dla mnie optymalnym rozwiązaniem.
- Tylko słynnych "Cieszynek" trochę żal.
- A dlaczego? Przecież na stadionie Legii można urządzać jeszcze lepsze scenki niż w Wodzisławiu, bo na trybuny przychodzi zawsze kilka tysięcy skorych do zabawy kibiców.
Rozmawiał Adam Godlewski