Dyrektor sportowy warszawskiej Legii, Janusz Olędzki, w weekend przebywał w Belgradzie, a w poniedziałek odwiedził Pragę.
- Obejrzałem dwa spotkania jugosłowiańskiej ekstraklasy z udziałem czterech belgradzkich klubów: OFK - RAD i Cukaricki - Żeleznik. To drugie w towarzystwie trenera Dragomira Okuki. Byłem też na dwóch spotkaniach drugiej ligi - mówi Olędzki. - Okazuje się, iż poziom prezentowany przez serbskie zespoły jest bardzo podobny do naszego. Tyle że na Bałkanach jest więcej gwiazd, więcej świetnych piłkarzy.
- Czy to oznacza, że wraz z Okuką odbyliście już jakieś rozmowy?
Janusz Olędzki: Uzupełniliśmy notesy. Dobrzy zawodnicy na interesujące nas pozycje, ofensywnego i prawego pomocnika, grają choćby w Javorze, ale prawdziwe perełki są w Belgradzie. Największa pozostająca w naszym zasięgu to Ajazdin Nuhi z Partizana. Spotkaliśmy się wraz z Okuką z tym zawodnikiem na trybunach, bo swój mecz zdążył rozegrać w piątek. Piłkarz zadeklarował chęć przyjazdu do Warszawy. Reszta jest w rękach prezesa Andrzeja Zarajczyka, który już negocjował wypożyczenie Nuhiego. Bo na transfer definitywny Legii w tej chwili nie stać.
- 23-letni piłkarz nie mieści się w kadrze Partizana? Czy do Polski ciągną go większe niż w Jugosławii pieniądze?
- Od dłuższego czasu zawsze jest w meczowej kadrze i gra bardzo często. Gdy byłem ostatnio w Jugosławii grał w podstawowym składzie w najbardziej prestiżowym derby - z Crveną Zvezdą. Jest wyższy od Rudiego Gusnicia, lepiej wyszkolony i naprawdę wie, o co w futbolu chodzi. W Warszawie mógłby liczyć na podwyższenie poborów, ale wcale nie gigantyczne.
- A Markovski z Żeleznika?
- To również ciekawy piłkarz, ale trudno go będzie wyciągnąć, bo jest zatrudniony w bogatym klubie. Ten ofensywny pomocnik świetnie spisuje się za dwójką napastników, ale sam też może grać w pierwszej linii.
- Wizyta w Pradze była równie owocna?
- Spotkałem się z kilkoma menedżerami, którzy mają nadesłać oferty. Najważniejsze, że zostały przetarte ślady.
Rozmawiał Adam Godlewski