Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Podwyżka jest nie do przyjęcia

środa, 18 grudnia 2002 10:20
Marek Saganowskiźródło: Przegląd Sportowy

- Znudził się Panu pobyt w Legii?

Marek Saganowski: Wprost przeciwnie. To świetny klub, w którym bardzo dobrze się czuję. Na dodatek z Warszawy mam bardzo blisko do rodzinnej Łodzi - twierdzi Saganowski. - Dlatego chciałbym grać w Legii jak najdłużej. Tyle, że to już nie zależy ode mnie. Wszystko jest w rękach działaczy klubu.


- W czym tkwi problem? Upomniał się Pan o podwyżkę już po trzech miesiącach?


- Nie. Jestem dorosłym mężczyzną i skoro zgodziłem się grać przez rok na określonych warunkach, to słowa dotrzymam. Tyle tylko, że działacze zgodzili się na renegocjację warunków w grudniu. Zgodnie z tym punktem umowy przystąpiliśmy do rozmów. Nie sądziłem jednak, że zaproponują podwyżkę dopiero od czerwca. Czyli przy podpisywaniu nowej umowy. Na dodatek taką, na jaką nie mogę się zgodzić (według uzyskanych przez nas informacji "Sagan" przez trzy lata miałby zarabiać po 200 tysięcy rocznie). - Teraz ma 140 tysięcy.


- Takie jest życie - każdy chce kupować za jak najmniejsze pieniądze.


- Wiem i zdaję sobie sprawę, że negocjacji finansowych nie przeprowadza się w pięć minut. Tyle tylko, że działacze Legii mają świadomość, że mam niski kontrakt. A mała podwyżka, którą zaproponowali jest nie do przyjęcia.


- Liczył Pan na większą? Przecież dotąd grał Pan niewiele.


- Przyszedłem do Legii za darmo, bo w Warszawie widziałem dla siebie szansę. Zgodziłem się na naprawdę niskie warunki finansowe, a biorąc pod uwagę zwyczaje panujące w stołecznym klubie, to nawet bardzo niskie. Mało tego - w Wodzisławiu, w zamian za zwolnienie mnie z kontraktu, zrezygnowałem z długów Odry wobec mnie, które wynosiły 35 tysięcy złotych. Liczyłem więc, że jeśli sprawdzę się w Legii, działacze przy podpisywaniu kolejnej umowy wezmą to pod uwagę. Wygląda na to, że się przeliczyłem.


- Żałuje Pan więc, iż odszedł z Wodzisławia?


- Nie, bo w Odrze mój czas minął. Też kilka razy usiadłem tam na ławce, działacze i trenerzy nie wiązali ze mną przyszłości. Ja też potrzebowałem zmiany. Nie kryję jednak, że nie byłem zadowolony z miejsca w rankingu trenera Dragomira Okuki. Jesienią grałem zbyt krótko, żeby pokazać na co naprawdę mnie stać. Mam nadzieję, że wiosną nasz szkoleniowiec częściej będzie na mnie stawiał.


- Skoro już w Odrze poznał Pan smak ławki, to w Legii powinno być Panu łatwiej pogodzić się z rolą rezerwowego.


- Nigdzie nie jest łatwo pogodzić się z rolą rezerwowego! A ja już chyba się tego nie nauczę. Zawsze walczę o to, żeby grać w podstawowym składzie. W przeciwnym razie cała zabawa nie miałaby sensu. Słyszałem, że jeden z działaczy warszawskiego klubu powiedział, iż jeśli nie zgodzę się na zaproponowane przez Legię warunki, to wiosnę spędzę w zespole rezerw. To chyba żart, bo jeśli tak miałoby być naprawdę, to lepiej, żebym certyfikat otrzymał już zimą. Naprawdę nie mam już czasu na marnowanie czasu w rezerwach.


- To znaczy, że czuł się Pan lepszy od Cezarego Kucharskiego lub Stanka Svitlicy?


- Tak nie mogę postawić sprawy. Przyszedłem do Legii w trakcie rozgrywek, trener miał swoją koncepcję ustawienia ataku, która do pewnego momentu była niezwykle skuteczna. Czarek i Stanko stanowili najgroźniejszy duet w kraju. Potem jednak nie zawsze szło już wspaniale. I wówczas mogłem dostać szansę. Już nie byłem piątym napastnikiem w Legii, co miało miejsce tuż po transferze. Byłem przygotowany na danie naprawdę dobrej zmiany, o czym przekonałem w meczu Zagłębiem Lubin. Zagrałem od pierwszej minuty, bo "Kucharz" pauzował za kartki i nie tylko wywalczyłem dwa rzuty karne, ale i zdobyłem gola.


- Nie brakowało głosów, że Okuka powinien postawić na Pana już wcześniej - w rewanżu z Schalke w Gelsenkirchen.


- Słyszałem podobnie opinie - od kolegów z drużyny i przedstawicieli mediów. Myślę, że przy wyprowadzaniu kontrataków byłbym przydatny na Arena auf Schalke, ale trener postawił na pewniaków. Może gdyby dał mi szansę, to losy rywalizacji z Niemcami potoczyłyby się inaczej?


- Są kluby w Polsce gotowe spełnić Pańskie żądania finansowe?


- Oczywiście, ale przede wszystkim zgłaszają się zagraniczni kontrahenci. Z pytaniami o konkrety odsyłam do mojego menedżera, Grzegorza Bednarza.


- Podobno niedawno przebywał Pan w Liverpoolu.


- Owszem. Byłem u Jurka Dudka, z którym się przyjaźnię. Poznaliśmy się w Feyenoordzie, polubiły się nasze żony, więc od tego czasu utrzymujemy bliskie kontakty. I zawsze gdy się spotykamy jest bardzo wesoło.


Rozmawiał Adam Godlewski

Podaj ten news dalej: