Trzydzieści lat życia, z tego dwadzieścia spędzone na szemierczej planszy. Trzynaście tytułów mistrza Polski, trzy krążki z mistrzostw Europy, dwa z mistrzostw świata. Pokaźny dorobek, który może się już nie powiększyć. Dlaczego? O tym opowie Marcin Sobala, olimpijczyk z Sydney, szablista stołecznej Legii.
- W środku roku miałem trzy miesiące przerwy. W lipcu odbyły się mistrzostwa świata w Lizbonie, na które nie zdołałem się zakwalifikować. Od połowy września zacząłem się trochę ruszać, ale pierwszy, czysto szermierczy trening zaplanowałem na połowę października. Wszedłem na planszę, wykonałem wypad i szabla wyleciała mi z ręki. Poczułem niesamowity ból w plecach. Pomyślałem, że to jakaś przejściowa sprawa i ponowiłem ćwiczenie. Znowu coś chrupnęło...
- Co właściwie się stało?
Marcin Sobala: Od tego momentu zaczęła się mordęga i nieustanna wędrówka po lekarzach. Pięciu niezależnych fachowców orzekło to samo - aktywny kręgozmyk. Gdy jestem wyprostowany, da się żyć. Gorzej, kiedy odchylę się do tyłu. Wszystko pali żywym ogniem. W tej sytuacji diagnoza mogła być tylko jedna - całkowity rozbrat ze sportem. Jeśli się do tego nie zastosuję, grozi mi kalectwo.
- Czy lekarze nie pozostawili żadnej nadziei?
- Wyjściem z sytuacji może być poważna operacja, która i tak na okres jednego roku wyeliminuje mnie z grona aktywnych sportowców. Ponieważ nie jestem już młodzieniaszkiem, nie bardzo wiem na co się zdecydować. Jak go nie kijem, to pałą. Niestety, bolące plecy to nie jedyna dolegliwość. Od pewnego czasu regularnie drętwieje mi lewa stopa i nie bardzo wiem dlaczego. Najgorsze jest to, że podobne objawy z reguły dotyczą ludzi znacznie starszych ode mnie. Nie ukrywam, jestem podłamany... Nie idzie nawet o samą chorobę, ale o okoliczności z nią związane. Życie jest życiem. Od przyszłego roku stracę stypendium. Idzie o kwotę tysiąca dwustu złotych, a dla mnie to poważna suma.
- Jest pan zawodowym żołnierzem!
- I dzięki temu otrzymuję pensję z Legii, niedawno przedłużyłem kontrakt o kolejne pięć lat. Jednak świadomość, że - być może - będę zmuszony do kompletnej zmiany trybu życia jest trudna do wytrzymania. Biję się od dwudziestu lat, właściwie nigdy przedtem nie miałem dłuższej przerwy w treningach. Ciężko znaleźć sobie miejsce.
- Czyli operacja?
- Wychodzi na to, że tak. Muszę to wszystko jeszcze raz porządnie przemyśleć.
- Życzymy zatem powodzenia.
- Bardzo dziękuję.
Rozmawiał Grzegorz Pazdyk