- Jest Pan jednym z piłkarzy, który znakomicie zna nowego selekcjonera kadry. W 1996 roku awansowaliście razem do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Zaskoczyła Pana nominacja Pawła Janasa na szkoleniowca kadry?
Leszek Pisz: Nie, ponieważ uważnie śledzę prasę. Od kilku dni pisaliście, że Janas jest jednym z najpoważniejszych kandydatów. Sprawdziło się...
- Jak Pan oceni wybór prezesa PZPN?
- Moim zdaniem, pan Listkiewicz podjął słuszną decyzję. Szkoleniowcem reprezentacji powinien być Paweł Janas albo Henryk Kasperczak. Innych odpowiednich kandydatów nie widziałem.
- Paweł Janas uchodzi za trenera rządzącego "twardą ręką".
- Nie było aż tak źle, przynajmniej w czasie naszej pracy w Legii. Potrafiliśmy się dogadać z trenerem, choć przyznaję, że nie pozwalał sobie wchodzić na głowę. Nie musiał jednak używać męskich słów - miał taki autorytet w drużynie, że każdy go słuchał.
- Czy teraz Janas poradzi sobie z presją mediów i kibiców?
- Jeśli poradził sobie na Łazienkowskiej, to teraz też nie powinien mieć kłopotów. Legia to specyficzny zespół. Tutaj słowa "presja" i "krytyka" są doskonale znane. Kiedy w połowie lat 90. reprezentowaliśmy Polskę w Lidze Mistrzów, skupialiśmy na sobie uwagę niemal wszystkich kibiców i mediów. W polskiej ekstraklasie było podobnie.
- Nowy selekcjoner miał trzyletnią przerwę w pracy trenerskiej. Nie za długo?
- Nie. Tego fachu się nie zapomina. Moim zdaniem, Paweł będzie kontynuował to, co kiedyś robił w Legii. Powinien sobie poradzić. Mam nadzieję, że instynkt myśliwego nie zawiedzie go w reprezentacji (polowanie to hobby Pawła Janasa - przyp. MB). Z tego, co wiem, będzie mógł liczyć na pomoc swoich kolegów po fachu, choćby Janusza Wójcika. To bardzo ważne przy tak odpowiedzialnej funkcji.
- Utrzymujecie ze sobą kontakt?
- Tak. W sobotę dzwoniłem do Pawła i gratulowałem nowej funkcji. Zresztą próbowałem dodzwonić się już w piątek, ale to było niemożliwe.
- Mówimy o nowym trenerze kadry, tymczasem Pan również próbuje sił w tym fachu. Ponoć z powodzeniem.
- Od pewnego czasu trenuję juniorów młodszych i starszych Igloopolu. Podczas niedawnego turnieju o Puchar Burmistrza Dębicy zajęliśmy pierwsze miejsce. Grę mojego zespołu chwalił nawet obecny na trybunach Andrzej Strejlau. Piłkarskie plany na przyszłość? Wiele razy powtarzałem, że nie odejdę od futbolu. W tej sytuacji pozostaje zawód trenera...
- Święta spędzi Pan tradycyjnie w Dębicy?
- Oczywiście. Trochę inaczej zaplanowałem sylwestra i Nowy Rok. Pojadę do Rzeszowa, gdzie 1 stycznia o godzinie 11.55 wspólnie z kolegami, m.in. Jurkiem Podbrożnym, zagramy pierwszy w 2003 roku mecz. Będziemy szybsi nawet od piłkarzy Cracovii, którzy wybiegną na boisko w samo południe.
Rozmawiał Maciej Białek