- Obecny rok bardzo nerwowo rozpoczął się w klubie przy Łazienkowskiej.
Edward Trylnik: Nie, wprost przeciwnie! W siedzibie Legii jest bardzo spokojnie. Zaniepokojenie jest odczuwalne głównie wśród kibiców i dziennikarzy. Wszyscy się dziwią, że nie dokonujemy wzmocnień. Tymczasem po dokładnej analizie przygotowanej przez szkoleniowców doszliśmy do wniosku, iż tytuł mistrzowski jesteśmy w stanie obronić składem, który był do dyspozycji trenera Dragomira Okuki jesienią. No, może potrzebne będzie wzmocnienie prawej strony, ale w tym kierunku poczyniliśmy już kroki - będziemy testowali pomocnika z Partizana Belgrad, Ajzadina Nuhiego.
- Tak się stanie, bo wcześniej przegraliście z Groclinem walkę o Piotra Rockiego.
- Nieprawda, my nie stawaliśmy do żadnego konkursu. Piłkarz chciał zostać legionistą, ale szansa na to była tylko wówczas, gdyby przyszedł do nas z wolną kartą.
- Mówi pan o spokoju, tymczasem nerwowo jest w zespole. Piłkarze grożą strajkiem, bo Legia opóźnia wypłatę premii za mistrzostwo.
- Nasi zawodnicy są na tyle rozsądnymi ludźmi, że ja w żaden strajk nie wierzę. Zdają sobie bowiem sprawę, iż Legia przeżywa trudności finansowe i trzeba było ustalić priorytety - albo wypłacać na bieżąco kontrakty i premie, albo nagrodę za tytuł. Bo na wszystko jesienią po prostu nie było środków. I nadal nie ma. Pieniądze mogą się znaleźć tylko wówczas gdybyśmy pozyskali sponsora lub sprzedali komuś część akcji. Dla nikogo nie jest bowiem tajemnicą, że przemysł futbolowy jest ogarnięty kryzysem. Canal Plus obniżył wpłaty z tytułu praw telewizyjnych o 40 procent, Global Sportnet wypłacił nam zaledwie 50 procent sumy wynegocjowanej za prawa do pokazywania meczu z Barceloną i 70 procent z Schalke. A 3 miliony złotych to kwota wystarczająca na dwa miesiące działalności. Można by więc wypłacić premię za tytuł, a wstrzymać wszystkie inne płatności.
- To znaczy, że raty kontraktowe i premie meczowe regulujecie zgodnie z regulaminem?
- Są pewne poślizgi, związane z tym, że w miesiącach zimowych nie sprzedajemy swojego piłkarskiego produktu. A mój poprzednik mógł podjąć starania, zakładając konto w banku, o załatwienie debetu. Przez rachunek Legii przepływa około 40 milionów złotych. Gdyby więc tylko dopuszczalne ujemne saldo mogło wynosić 10 procent nasze obecne kłopoty w ogóle nie miałyby miejsca. I tak jednak nie jest źle. Zdołaliśmy wypłacić kontrakty za listopad, a zalegamy jeszcze z premiami za ten miesiąc.
- Kiedy piłkarze mogą spodziewać się przelewu tych i grudniowych należności?
- Do 20 stycznia wszystkie wspomniane pieniądze znajdą się na kontach zawodników. Mamy już też zabezpieczone pieniądze na wszystkie trzy zimowe zgrupowania, które w sumie będą kosztować nieco ponad sto tysięcy euro.
- Nie ustalona jest jeszcze wysokość premii za obronę tytułu. To również może być problem.
- Zgadza się, ten temat wzbudza kontrowersje. PZPN ustalił, że wypłaci mistrzowi milion złotych, więc zaproponowaliśmy właśnie taką kwotę piłkarzom. Natomiast zawodnicy żądają sumy porównywalnej z rokiem ubiegłym, a więc trzykrotnie wyższej. Na to dziś klubu nie stać. Mistrzostwo to za mało, żeby Legia zarobiła. Musi być zrobiony potem kolejny krok, którym jest awans do Ligi Mistrzów.
- To dlaczego już teraz chcecie sprzedać Sergieja Omeljańczuka? Aby uratować płynność finansową klubu?
- Ależ my wcale nie chcemy sprzedawać tego obrońcy! Wprost przeciwnie, przedłużyliśmy niedawno umowę o rok, do czerwca 2004 roku i podnieśliśmy warunki zawodnikowi. Tyle tylko, że pieniądze na zakup Białorusina - 220 tysięcy dolarów - wyłożył prywatny sponsor. I z góry zażyczył sobie zapisania sumy odstępnego. Zimą tego roku wynosi ona 600 tysięcy dolarów. Jeśli zgłosi się kontrahent gotowy wyłożyć tę sumę, to nie będziemy mieli nic do powiedzenia. Dlatego musieliśmy wyrazić zgodę na testy Omeljańczuka w Arsenale Kijów.
- Doszło już do negocjacji z Ukraińcami?
- Nie, stąd wnioskuję, że Arsenał wcale nie musi Sergieja kupić. Podobno klub z Kijowa testuje podczas zgrupowania w Turcji aż 40 zawodników, więc może też dlatego nikt dotąd się z nami nie skontaktował. Dzwonił do mnie jedynie menedżer zawodnika, ale to mało poważny kontakt. Tym bardziej, że suma odstępnego, którą zaproponował jest dla Legii nie do przyjęcia.
- Załóżmy jednak, że dojdziecie do porozumienia z Arsenałem. Jak będzie wyglądał podział kasy z właścicielem karty Białorusina, Andrzejem Fijałkowskim?
- Nie będzie dla Legii korzystny. Musimy zwrócić 220 tysięcy dolarów, a nadwyżką podzielić się na pół. Razem musimy wnieść jeszcze opłaty transferowe do PZPN. 7 procent transferu i wpłacić 9 procent do kasy poprzedniego klubu Omeljańczuka, Torpeda Moskwa. Na czysto zostanie więc nam 180 tysięcy euro. Najlepiej więc, żeby Sergiej został u nas, bo za te pieniądze nie zastąpimy go równie wartościowym zawodnikiem.
- Czy Marek Saganowski dostał już podwyżkę?
- Jeszcze nie. Piłkarz ma ważny kontrakt do czerwca więc nie mamy obowiązku podnosić mu pensji. Umówiliśmy się jednak na rozmowy w grudniu, bo chcieliśmy przedłużyć umowę, nawet o cztery lata.
- A Cezary Kucharski może być już pewny, że karierę zakończy w Legii?
- Nowej, 4,5-letniej umowy jeszcze nie podpisaliśmy, ale mamy ustalone już wszystkie warunki. Chcemy bowiem wprowadzić dobre zwyczaje, polegające na tym, że piłkarze, którzy grali długo w Legii będą mogli liczyć na pozostanie w klubie także po zakończeniu kariery.
Rozmawiał Adam Godlewski