Najpierw Nuhi miał zjawić się w Warszawie w sobotę rano. Kierownik Legii Ireneusz Zawadzki bezskutecznie jednak oczekiwał na Okęciu na samolot z Budapesztu. Lot został zawieszony ze względu na złe warunki atmosferyczne. Piłkarz dotarł dopiero o godz. 12.30 - okrężną drogą przez Frankfurt.
Gdyby nie pomoc piłkarzy Legii, Stanko Svitlicy i Radostina Stanewa, którzy przyjechali na Okęcie, Nuhi zostałby na lotnisku pewnie na noc. Nie chciano go bowiem wypuścić ze strefy odprawy celnej. Miał tylko bilet w jedną stronę, a znając wyłącznie język serbski, nie umiał wytłumaczyć, o co mu chodzi. - Gdy ja po raz pierwszy przylatywałem do Warszawy, też miałem podobne kłopoty. Na szczęście czekał na mnie mój menedżer, który przedstawił dokumenty i wtedy mnie wypuszczono - wspominał Stanew. Z tego wniosek, że jednak szkoda, że na lotnisku nie było nikogo z pracowników klubu.
Pomogła dopiero pomoc dziennikarzy towarzyszących komitetowi powitalnemu oraz informacja, że Nuhi zatrzyma się w hotelu na Agrykoli, bo tego celnikom brakowało. - No, to teraz możemy robić konferencję - mówił łamaną polszczyzną mający pełnić w rozmowach z Nuhim funkcję tłumacza Svitlica, wyraźnie ucieszony z przyjazdu rodaka. - Chociaż ja wam mogę powiedzieć to, co on wam powie - że kocha Legię, że zawsze chciał grać w tym zespole - żartował, pamiętając o tym, co zwykle przy okazji transferów mówią polscy piłkarze.
- Miał Pan przylecieć w piątek, potem w sobotę rano, w końcu dopiero w południe. Skąd to opóźnienie?
Ajazdin Nuhi: Zabrakło dla mnie biletu na piątkowy lot przez Wiedeń. W Belgradzie były problemy z pogodą, jechałem więc przez noc, by zdążyć na samolot do Budapesztu. A ten, który miał mnie zabrać do Warszawy, w ogóle nie odleciał. W końcu trafiłem do was przez Frankfurt. Długo to trwało, ale jestem. W sobotę dostałem wolne na odpoczynek. Trenować z Legią zacząłem w niedzielę.
- Kiedy po raz pierwszy usłyszał Pan o Legii?
- Pięć lat temu byłem w Polsce z młodzieżową reprezentacją Jugosławii. Wtedy jak ktoś wymieniał dla przykładu nazwy polskich klubów, to zawsze padało słowo Legia. Zorientowałem się, że u was to chyba najpopularniejsza drużyna.
- A kiedy po raz pierwszy spotkał się Pan z działaczami Legii?
- Nie spotykałem się z nimi. Propozycja padła w rozmowach prezesów. Mnie ofertę wypożyczenia do Legii przedstawił Partizan. Szybko się zgodziłem.
- Właściwie dlaczego zamienił Pan mistrza Jugosławii na najlepszą drużynę kraju, o którym do tej pory za wiele nie wiedział? Legia to taka dobra drużyna?
- W Partizanie ostatnio nie grałem. Przez długi czas miałem kontuzję mięśnia dwugłowego. Potem trudno było wrócić do składu, chociaż wcześniej to ja grałem, a ci, którzy teraz są w jedenastce, byli na rezerwie. Liczę na to, że u was pokażę, co jestem naprawdę wart. Z drugiej strony spodziewam się, że nie zostanę tutaj tylko pół roku, ale znacznie dłużej. Z Partizanem mam pięcioletni kontrakt, ale to da się załatwić.
- Czy słyszał Pan kiedykolwiek o którymś z piłkarzy Legii? Oczywiście poza Stanko Svitlicą.
- Polscy piłkarze raczej nie znają jugosłowiańskich i na odwrót. Kiedyś było inaczej. Każdy słyszał o takich graczach jak Dżajic z jednej czy Deyna z drugiej strony. Znam natomiast Aleksandara Vukovicia. Przez krótki czas byliśmy razem w Partizanie. Ale wkrótce wyjechał do Legii i nie zdążyliśmy razem zagrać ani jednego spotkania.
- Może Pan opowiedzieć o swojej piłkarskiej karierze...
- Kiedy miałem ledwie rok, rodzice przeprowadzili się do Belgradu. Gdy podrosłem i zacząłem grać w piłkę, trafiłem do stołecznego Cukaricki. Przez 11 lat byłem jego zawodnikiem. Tam spotkałem trenera Dragomira Okukę. Tam też zetknąłem się ze Stanko Svitlicą. Gdy się spotkaliśmy, miałem 16 lat, a on 19. Graliśmy razem przez 1,5 roku. Byliśmy za to niemal sąsiadami. Mieszkaliśmy najwyżej o dwie minuty drogi od siebie. Do Partizana trafiłem w roku 2000.
- Legia potrzebowała prawego pomocnika. Czy to rzeczywiście pozycja, na jakiej czuje się Pan najlepiej?
- Najlepiej czuję się jako środkowy, zarówno defensywny, jak i ofensywny pomocnik. Myślę, że jestem dosyć wszechstronny.
- Czy gdyby w Legii nie było trenera Okuki, to zdecydowałby się Pan na tę przeprowadzkę?
- Zdecydowałbym się, chociaż to, że jest tutaj trener, ułatwiło mi decyzję.
- A obecność Svitlicy?
- Ze Stankiem jesteśmy dobrymi kolegami. Przed moim przyjazdem często rozmawialiśmy przez telefon. Stanko opowiadał, że zainteresowanie Legią jest bardzo duże. Jest ciśnienie ze strony dziennikarzy, kibiców. Wszyscy wciąż liczą tutaj na sukces. Dzięki temu wiem, czego mam się spodziewać.
Rozmawiał Maciej Weber