Royd Leeman, młody kibic FC Den Haag zmarł w piątek wieczorem po ciężkiej chorobie. Kilka miesięcy temu poszedł do lekarza z pozornie niegroźnymi zmianami skórnymi. Po dokładniejszych badaniach okazało się, że wewnątrz klatki piersiowej ma kilkucentymetrowego guza. Lekarze na początku dawali 70% szans na wyleczenie. Niestety, po chemioterapii najpierw guz zmniejszył się, potem gwałtownie urósł do niemal 11 centymetrów. Odstawiono leczenie, ponieważ lekarze stwierdzili, iż nie ma to już sensu.
Royd - you`ll never walk alone
Ostatnie tygodnie życia Royd spędził w otoczeniu najbliższych osób, jednak w miarę swoich możliwości nie odpuszczał meczów swojej drużyny. Zanim dowiedział się o chorobie, był na każdym meczu swojego klubu, jeździł na każdy wyjazd. Tak bardzo zależało mu, aby obejrzeć mecz wyjazdowy pomimo ciężkiej choroby i osłabiającego go leczenia, że na mecz w Dordrechcie z miejscowym FC Dordrecht dojechał karetką. Wszakże po takiej dawce chemii jego organizm miał praktycznie zerową odporność, więc w dużej mierze chodziło o to aby przejechał kilkadziesiąt kilometrów w możliwie sterylnych warunkach.

Pomimo dość skomplikowanych stosunków pomiędzy kibicami Dordrechtu i FC Den Haag, fani gospodarzy zdecydowali się zrobić flagę dla Royda wiedząc, że będzie na meczu. Na mecz u siebie z NAC Breda został zaproszony do strefy VIP i z tej trybuny oglądał mecz. Po rozmowach między kibicami i klubem, Royd został również oprowadzony po "kulisach" stadionu.
Royd miał ogromne wsparcie ze strony bliskich osób, kilkunastu znajomych zrobiło sobie tatuaże związane z nim. Jego brat wytatuował sobie na klatce piersiowej jego portret.

Był to człowiek bardzo bliski Legii, należał do osób fascynujących się Legią, oprawami na Żylecie, śledził wyniki i zawsze był na bieżąco ze wszystkim, co dotyczyło w danym momencie Legii.

Legioniści na emigracji w Beneluksie zapamiętają go jako wielkiego Przyjaciela Legii, wiecznie uśmiechniętego, pozytywnie nastawionego do życia. Tego nastawienia nie zniszczyło w nim nawet to, gdy dowiedział się o rozwijającym się w jego klatce piersiowej guzie. Niestety w bardzo nierównej walce z rakiem, przegrał.
Krótko przed śmiercią wziął ślub z ukochaną narzeczoną, Willie. Dokładnie za miesiąc skończyłby 24 lata. Osierocił 3 letnie dziecko.


W sobotnim meczu z Heerenveen w 23. minucie cały stadion klaskał, aby oddać mu cześć.

