Czytam poszczególne odcinki książki Wojciecha Kowalczyka, bo przecież od wielu lat jestem w piłce, w PZPN, i interesuje mnie to, co ma do powiedzenia ktoś obserwujący futbolowe wydarzenia z innej pozycji - powiedział prezes PZPN, Michał Listkiewicz. - Ale opowiastki Wojtka nie podobają mi się. Nawet go lubię, bo kiedyś w Brazylii, gdy wyjechałem po niego na lotnisko, długo rozmawialiśmy. Był wtedy w przeddzień urodzin dziecka, więc nieco podekscytowany. Wspominam go jako niegłupiego, sympatycznego chłopaka, a tymczasem w książce jest wulgarny, zgrywa się na macho, twardziela, a dużo lepiej wypada, gdy jest sobą. Moim zdaniem to poza, bo nie jest taki, jakim się przedstawia. "Kowal" uznał, że cel uświęca środki, a zapomniał, że jego przygody czytają młodzi ludzie, dla których jest idolem. Poszedł więc na łatwiznę, bo nie wierzę, że chciałby, by młodzi ludzie szli w jego ślady. Dziwię się też jego nielojalności wobec kolegów, z którymi kiedyś grał. Nie podobają mi się liczne epitety, także pod adresem PZPN. "Misie", "złodzieje", "leśne dziadki", "chora instytucja" to określenia obraźliwe, a przecież Wojtek był w siedzibie związku zaledwie kilka razy i to pewnie tylko po... odbiór pieniędzy.
Michał Listkiewicz o książce Kowalczyka
piątek, 24 stycznia 2003 11:52
MaxyMźródło: Przegląd Sportowyna podstawie: Przegląd Sportowy