- Po nieudanej jesieni wreszcie zagrał Pan 90 minut i to w wygranym meczu z mistrzem Niemiec...
Bartosz Karwan: No tak, trudno się nie cieszyć. Przychodząc do Herthy pół roku temu na łatwy chleb nie liczyłem. No i było ciężko. Kłopoty ze zdrowiem, jakie miałem wcześniej, nie pozwoliły mi wejść do pierwszego składu. Byłem w słabej formie. Ale trener zawsze podkreślał, że czeka na takiego Karwana, jakiego zna z Legii i reprezentacji Polski. No i mam nadzieję, że się doczekał. Trwało to trochę, ale nie uważam, żebym tu, w Berlinie, stracił pół roku. Nauczyłem się wielu nowych rzeczy, no i teraz dzięki tej wiedzy i lepszej formie wchodzę do drużyny. Mam nadzieję na stałe. Fizycznie czuję się bardzo dobrze, więc z psychiką też jest dobrze.
- Liczył Pan na grę w pierwszym składzie?
- Tak. W przygotowaniach grałem dużo i trener był zadowolony. W gazetowych typach na mecz z Borussią wszędzie pojawiałem się w podstawowej jedenastce. Jednak niepewność była.
- Pozbawiliście Borussię Dortmund pozycji wicelidera.
- Tak. To był bardzo prestiżowy mecz. Mówiono, że dla rywali najważniejszy w tej rundzie. Dobry start umocniłby ich wiarę w możliwość dogonienia Bayernu i obrony tytułu. A my? Chcieliśmy się zrehabilitować za słabszą jesień. Na stadion przyszedł tłum ludzi i menedżer prosił, żebyśmy ich nie zawiedli. Zagraliśmy bardzo dobrze. Przypadkowo straciliśmy gola, ale poza tym Borussia nie miała żadnych okazji do zdobycia kolejnego. To wystawia nam dobre świadectwo, bo przecież rywal był bardzo mocny. Kibice byli zadowoleni, my też. Ja zagrałem 90 minut i to chyba nieźle. Są powody do radości.
- O co walczy Hertha w tym sezonie?
- O udział w europejskich pucharach. Rywalizacja jest ostra, różnice w tabeli niewielkie, a te trzy punkty z Borussią bezcenne.
- Paweł Janas tworzy nową kadrę.
- Tak. Ja powtarzam, że mimo przerwy nie przestałem się czuć reprezentantem Polski. Wiem, że teraz wszystko zależy ode mnie. Jeśli będę grał w Hercie, będę w formie, powołanie przyjdzie.
- W składzie Herthy jest dwóch Węgrów, a to rywale Polski w eliminacjach ME.
- Z Gaborem Kiralym i Polem Dardaiem wymienialiśmy już poglądy o przebiegu eliminacji w naszej grupie. Ale ponieważ do bezpośredniego meczu Polska - Węgry jest jeszcze czas, na razie o nim nie mówiliśmy. Z pewnością jednak to się zmieni.
- Po porażce z Łotwą sytuacja Polski nie jest ciekawa.
- Ta porażka była bolesna, ale nie rozstrzygająca. Są szanse, trzeba walczyć. Ja grałem przeciw Węgrom w kadrze Jerzego Engela. Jestem jednak pewien, że obecna drużyna węgierska jest bez porównania silniejsza. Wierzę jednak w zwycięstwo. Mamy na tyle dobrych piłkarzy w Polsce, żeby się udało.
Rozmawiał Dariusz Wołowski