Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

O dwóch takich co kupują Legię

poniedziałek, 10 lutego 2003 11:30
Przegląd Sportowy

Zadzwonił starszy pan. Głos poważny. Mówi, że chce kupić Legię, a właściwie to przejąć jej długi i zrobić porządny klub. I stadion. I kupić piłkarzy. I jeszcze parę innych rzeczy. Proponuje spotkanie. Nie ma sprawy...


Przychodzi punktualnie. Przedstawia się: - Janusz Dorosiewicz jestem. Zawód? Menedżer, producent filmowy... Na lekki uśmiech reaguje od razu: - Taaak, teraz każdy producent kojarzy się z Lwem Rywinem... Znam go. Mieliśmy wspólny biznes przy "Sarze", ale mnie wykolegował. Sam zrobiłem parę lepszych filmów, każdy chyba zna "Psy" Pasikowskiego, gdzie on stworzył Bogusia Lindę, Pazurę. Wie pan, film to piękna rzecz, tyle że w Polsce się na nim nie zarabia. Mam prawa do sfilmowania nowych przygód Klossa, może na tym coś się wreszcie zarobi... - chwilę się zastanawia, po czym sięga do teczki i wyciąga list, zaadresowany na swoje nazwisko, od... Roberta de Niro. - Kiedyś zaprosiłem go do Polski, wielki aktor, ale przyjechał. Byłem z nim bliżej niż Wojciech Fibak! Ha, czy wie pan, że lada moment Fibak będzie miał trzecią córkę? Całe życie gonił na korcie Ivana Lendla, a teraz go ściga z tymi córkami. Tyle że Lendl znów lepszy, ma już pięć!


Miło słucha się starszego pana, który co chwila sypie anegdotami, pokazuje zdjęcia... - Dwadzieścia siedem lat spędziłem w Stanach i w Kanadzie. Byłem menedżerem w tenisie, najdłużej Fibaka, Lendla, przez chwilę Connorsa, Gerulaitisa i Johna McEnroe. Miałem zespół piłkarski w Kanadzie, mistrza tego kraju i sklep sportowy z Grzesiem Lato, oj, sto tysięcy dolarów straciliśmy, ludzie przychodzili pogadać, a nie kupować...


Kiedy pytam o kupno Legii, mówi o tym tak prosto, jakby szukał zabawki w sklepie...


- Paręnaście lat temu wróciłem do Polski na stałe. Mam różne interesy, obrazy zbieram, buduję, takie tam... I w pewnym momencie rozeszła się wiadomość, że Legia ma kłopoty. I że jest do kupienia.


Wie pan, ja się koleguję z Gmochem, z Jackiem Gmochem. Jego syn Paweł ma koszykówkę w Pruszkowie, pierwsza liga. No i Jacek też chciał gdzieś się zadomowić. A gdzie lepiej, jak nie w Legii - przecież to jego klub! Zresztą obaj ze "Szczęką" chodziliśmy nieopodal do szkoły na Górnośląskiej. Rudy był, zawzięty, no i trafił do kadry Polski, potem ją trenował, zrobił karierę i majątek w Grecji. Ale cały czas marzył o powrocie. No i jego mariaż z Legią to najlepsze co można wymyślić...


Więc pewnego razu Jacek do mnie telefonuje i mówi: "Wchodzimy w to. Dzwoń do Zarajczyka, przejrzyj książki, zobacz ile trzeba pieniędzy... ". Mnie nie trzeba było przekonywać, bo mnie do Legii też ciągnęło zawsze, to wielki klub. Więc do Zarajczyka zadzwoniłem.


Najpierw udawał, że nie jest zainteresowany, ale gdy długi Legii rosły, parę razy się spotkaliśmy. Zgodził się, byśmy przejrzeli wszystkie dokumenty. Bałagan w nich był, ale jak zacząłem sumować, wyszło mi 13,7 mln zł długu. No i Zarajczyk mówi, że jeszcze trzeba dopłacić 2 mln dolarów Pol-Motowi. Ja nie wiem, może by i Jacek tyle dał, ale jeden znajomy podpowiedział mi, że od niego Zarajczyk chciał tylko pół miliona. Więc zaraz skontrowałem, że na dwa miliony nie ma co liczyć. Zszedł do półtora. My trochę ponad pięćset... Ostatnio zadzwonił, spotkaliśmy się i mówi - zgoda! Sprzedaję! Wysłałem mu końcową ofertę, odpowie po powrocie z zagranicy, za dziesięć dni. W Chorwacji albo w Albanii jest, nie wiem, może auta albo czołgi sprzedaje - śmieje się Dorosiewicz.


- Mieliśmy jeden kryzys w rozmowach. Gdy poszła plotka, że przejmuje Legię PZU. Jacek dzwoni: "Odpuszczamy, na nich to jesteśmy za krótcy". Podobno Polsat za tym stał, żeby wyjąć jedną drużynę z Canal+. Nie wiem... W każdym razie ci z PZU szybko się wycofali, a my wróciliśmy do gry.


Gmoch ma swoją wizję prowadzenia klubu i drużyny. I partnerów z gotówką. Jeden z nich chce stawiać stadion i deklaruje, że 25 procent kosztów pokryje sam, jest wiarygodny, pełno jego obiektów w Polsce stoi. A ja kim w tej grupie jestem? Ja? Ja jestem taki klej, który skleja ludzi, interesy, pomysły. Dużo ludzi znam, świat bardzo mały jest...


No więc Gmoch i ja pomysł mamy taki. Pierwsze cztery miliony złotych dajemy na podwyższenie kapitału, bo za mały, no i przede wszystkim na spłatę zaległości wobec piłkarzy, zwłaszcza za mistrzostwo Polski. Bo nie można zaczynać czegoś nowego, jak stare wisi nad głową. Ale nie będziemy od razu spłacać wszystkich długów. Bo jak klub wyjdzie na zero, to i kibice wyjdą na zero, a Legia musi mieć przecież wyniki, to firma! Dlatego Jacek chce kupować nowych graczy. Połowa obecnej drużyny nie należy do Legii, zaraz ci ludzie poznikają i co? Więc muszą być nowi. Gmoch jest za Okuką, sam trenować już nie chce. Powiedział mi niedawno: "Jadę jeszcze na parę miesięcy do Grecji, do maja, pomóc przyjacielowi utrzymać zespół w lidze. Ostatni raz posiedzieć na ławce, poczuć boisko, ostatni raz... ". Wierzę mu. To zresztą urodzony menedżer. Popatrzył chwilkę na Legię i pyta: "Jak oni mogli nie wziąć tego miliona od Barcelony, za zmianę gospodarza meczu w pucharach? Przecież mieliby milion w kieszeni, a Barcelona i tak by ich rąbnęła, niezależnie od kolejności gier. Czy tak, czy siak, czy przez sędziego. Bo to firma i tak jest świat poukładany! "


Dla Dorosiewicza świat jest prosty, łatwy do objaśnienia. Czego pan szuka w Legii? Czego Gmoch szuka?


- Czego? Emocji! Ja byłem 27 lat poza krajem, Gmoch 21, myśmy wyjechali za chlebem i już w Legii chleba szukać nie musimy. Zresztą piłka to nie biznes, tylko szołbiznes! To są inne reguły gry, tu się nie liczy zysk, tylko sukces! Może być strata finansowa, a zysk sportowy. Klub to nie fabryka gwoździ i dlatego do jego prowadzenia sprzedawcy samochodów nie są potrzebni. Tu raczej trzeba mieć szczęście. A ja... nigdy nie mam pecha - chwali się, wielokrotnie, Dorosiewicz.


Niemal każdy klub w Polsce, to kłótnia o tereny. Także w Legii. Dorosiewicz uspokaja. - My jako spółka piłkarska żadnych gruntów nie chcemy. Tylko prawo do korzystania z boiska głównego i treningowego. A wie pan dlaczego? Bo jakby miasto dało ten teren Pol-Motowi albo nam, albo byle jakiej prywatnej firmie, to wystarczy głupi rozwód z żoną, albo złośliwy prawnik i nagle stadionu nie ma! Ja już widziałem jak rozwody rujnują majątki do cna. Więc stadion musi należeć do miasta. My tylko proponujemy wykonawcę, który szybko zbuduje obiekt. Po co? A czy pan słyszał, że za dwa lata ma powstać w Polsce Zawodowa Liga Piłkarska? Inicjatywa podobno Wisły. PZPN ma się na rzecz Ligi zrzec praw, jeśli Liga w zamian poprze obecne władze w wyborach, za dwa lata właśnie. A czy może pan sobie wyobrazić tę nową Ligę bez silnej Legii, bo ja nie!


Dorosiewicz idealnie pasuje do Gmocha, obaj barwnie opowiadają, obaj uwielbiają dygresje, czyli słowne wędrówki na boki. - Wie pan, wierzę w sukces, bo wiele spraw ostatnio się układa jak scenariusz. Dzwoni niedawno kolega, szef domu aukcyjnego Rempex i mówi: "Słuchaj, mam do sprzedania obraz. Z 1916 roku. Wiesz kto na nim jest? Drużyna piłkarska I Brygady Legionów. Obraz należał do jednego z legionistów. Według przekazu, ci właśnie żołnierze byli założycielami klubu sportowego Legia".


No i niech pan zobaczy jaki zbieg okoliczności - przecież my z Gmochem wrócić chcemy właśnie do korzeni, a ten obraz spada jak z nieba, to niemal prehistoria. No więc... kupiliśmy go.


I Legię też kupimy. I wie pan jakie jest jedyne ryzyko, moje i Gmocha w tej całej transakcji? Że nic jeszcze nie wiedzą o tym nasze żony...

Podaj ten news dalej: