Radosław Leniarski: Czy Warszawa jest zainteresowana, aby klub piłkarski Legia był w Warszawie?
Andrzej Urbański, wiceprezydent Warszawy: Jest zainteresowana, aby nie tylko Legia, ale także inne kluby - chociażby Polonia - istniały i rozwijały się. To dla miasta sprawa arcyważna. Ich rozwój należy do obowiązków miasta. W żadnym razie natomiast Warszawa nie może dopuścić do dwóch sytuacji.
Po pierwsze, że klub piłkarski należy do miasta, bo to nie jest zdrowa sytuacja i nie jest praktykowana w świecie.
Po drugie, nie chcemy doprowadzić do tego, że miasto obdarowuje prywatnych przedsiębiorców superatrakcyjnymi terenami, a oni później plajtują i wpędzają miasto w rozwiązywanie kolejnego problemu.
- W jaki sposób miasto chce ratować dla Warszawy znajdującą się w kryzysowej sytuacji Legię?
- Przymierzamy się do modelu funkcjonującego w Europie - miasto jest aktywnym elementem spółki sportowej, opłacając np. działalność edukacyjną. Spółka musi przy tym mieć jakiś sens ekonomiczny. To chyba najtrudniejsze - zgodne współdziałanie różnych podmiotów w ramach spółki. Oczekujemy zgodnego współdziałania od przeżywającej kłopoty Legii SSA, również od właściciela wielkiej tradycji CWKS. Być może od PZPN - organizacji, która musi myśleć o dobru futbolu w Warszawie, być może od Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu. Miasto chce pomóc klubowi i miasto pomoże. Ale nie pozwolimy sobie na popełnienie takiego błędu, jaki popełniono na przykład w Szczecinie.
- Czy wydając 16 mln zł na tereny, na których znajduje się stadion i korty CWKS, miasto miało pomysł, jak pomóc klubowi?
- Pomysłem była spółka z aportem miasta. Tak mówił mi ówczesny prezydent Warszawy pan Wojciech Kozak, który miał dwa pomysły, jak to zrobić. Miasto wydzieliłoby teren, na którym stoi stadion, drugą, mniejszą część oddając w dzierżawę inwestorowi zobowiązującemu się pokryć dzięki temu koszty swojej inwestycji. Miasto zachowałoby wpływ za pomocą złotej akcji. Ja jestem jednak sceptyczny jeśli chodzi o takie rozwiązanie. Nie daje ono efektywnej kontroli nad finansami. Byłem członkiem rady nadzorczej wielkiego przedsiębiorstwa w imieniu skarbu państwa i wiem, że złota akcja to bardzo słabe "trzymanie".
Jestem zwolennikiem innej koncepcji, którą także faworyzował prezydent Kozak - miasto pozostaje aktywnym udziałowcem w sportowej spółce, wyzbywając się jednak ziemi w formie dzierżawy i łożąc na ten typ działalności, który jest siłą rzeczy niedochodowy. W pojęciu "aktywny udziałowiec" nie kryje się chęć kontroli nad wszystkim, co dzieje się w klubie. Chcemy być elementem wczesnego ostrzegania, czy prywatny przedsiębiorca nie przekracza granicy rozsądku.
- Ma Pan pomysł, jak zapewnić miastu tak pewny, ale zarazem subtelny wpływ?
- Wystarczy zagwarantować sobie wpływ w radzie nadzorczej i w zarządzie spółki. Jeśli miasto będzie miało dostęp do odpowiednich dokumentów, będzie wiedziało, jaka jest polityka finansowa przedsięwzięcia. Będę namawiał prezydenta Lecha Kaczyńskiego na to, aby udziałowcami klubu byli kibice Legii. To świetne rozwiązanie. Kibice nie muszą być udziałowcami większościowymi. Wystarczy, że wytworzy się więź ekonomiczna między nimi i klubem. Nie tyle liczę tutaj na pieniądze ze sprzedaży kibicom udziałów, ile na kontrolę społeczną. Co innego, gdy plajtuje prywatny przedsiębiorca i klub zostaje sam, a co innego, kiedy 30 tysięcy, choćby mniejszościowych, udziałowców jest w stanie całkowicie legalnie podać go do sądu za działanie niezgodne z interesami spółki.
- Na jakiej zasadzie miasto skłonne byłoby wyzbyć się ziemi?
- W grę wchodzi tylko dzierżawa. W podobnych przypadkach zazwyczaj mówi się o 33 latach. Jeśli okazałoby się, że budowa stadionu i okolic jest bardzo kosztochłonna, część ziemi można by sprzedać. Tego też nie wykluczam. Podkreślam - stadion to nie tylko miejsce, gdzie spotykają się kibice, ale też miejsce, które powinno na siebie zarabiać. Np. w Amsterdamie przetarg na górną trybunę stadionu wygrał podobno wielki browar Grolsch. Począwszy więc od koncepcji architektonicznej - już w niej kryje się sekret ekonomicznego powodzenia inwestycji. Klub musi mieć stałe pieniądze pochodzące ze stadionu, bo od prywatnych sponsorów nie będzie ich miał, to już chyba w Polsce wiadomo.
- Czy miasto może wydzierżawić tereny bezpośrednio przyszłej spółce piłkarskiej, z gotowym biznesplanem, bez pośrednictwa CWKS?
- Wykluczam wybór między zadłużoną spółką piłkarską a nie mającym pieniędzy CWKS. To po prostu żaden wybór. Pan mówi, że problemem jest ziemia. A ja mówię, że jest to majątek, który trzeba spożytkować na korzyść Legii i kibiców. Problemem jest konflikt między spółką Legia SSA i CWKS.
- Miasto wydzierżawia CWKS-owi tereny do 30 kwietnia. Co będzie dalej?
- Do tego momentu w urzędzie miasta powstanie koncepcja spółki, która będzie na pewno realizowana. Nie oderwana od rzeczywistości, tylko taka, która zyska przychylność inwestorów. Tej spółce przekażemy grunty.
- Czy możliwe jest, aby miasto, nie oglądając się na nikogo, samo wybudowało stadion?
- Nie. Nie pozwalają na to zaciągnięte już zobowiązania finansowe i inwestycje już prowadzone.
- Nie wyklucza Pan zmiany planów zagospodarowania terenu, w którym znajdują się różnego rodzaju ograniczenia?
- Nie wykluczam, choć w granicach rozsądku. Jeśli powstała spółka będzie miała ciekawy, rozsądny plan, jak zagospodarować ten teren zgodnie z interesami Legii, CWKS i miasta, to na pewno taki plan rozpatrzymy. Najważniejszy jest los klubu Legia. I podkreślam - pracujemy też nad przyszłością Polonii.
Rozmawiał Radosław Leniarski
Wywiad
Oczekuję współpracy
środa, 12 lutego 2003 09:59
Andrzej Urbańskiźródło: Gazeta Wyborcza