Kontynuując temat gruntów donoszę, że Miasto postanowiło przedłużyć
tymczasową dzierżawę stowarzyszeniu CWKS. Wynik 1:0 dla CWKS utrzyma się co najmniej do kwietnia. Do końca kwietnia Miasto ma się określić. W tym celu powoła pewnie komisję lub zespół roboczy. Pocieszające jest, że coś z tym bajzlem musi w końcu zrobić. Wydało przecież 16 mln złotych. Dlaczego Miasto wybrało CWKS? Z prasy wynika, że z powodu tradycji. Chyba tej legionowej, niezależnie od tego, jak trudno jest wiązać z Piłsudskim te resztki spadochroniarzy, których wiatr czystek w Ludowym Wojsku Polskim przywiał na Forty Bema. Z pewnością nie tej z ostatniego okresu, polegającej na metodycznym wyżynaniu sekcji po sekcji. W każdym razie tradycja to ważna rzecz, skoro CWKS powołuje się na nią wyciągając ręce po grunty, a Trylnik pyta, ile "to coś" kosztuje i czy zbuduje stadion. "To coś" kosztuje i to pewnie sporo. W postaci wartości znaku towarowego "Legia", którego SSA nie posiada. Gdyby znak był, to byłyby wpływy ze sprzedaży koszulek w miejsce
obecnej kwadratowej dyskusji o premii.
Właśnie. Jest już luty, a piłkarze nie dostali premii za tytuł, który
zdobyli w maju. Rozmawiają w tej chwili z prezesem, bo nie wiedzą, czy mają w końcu grać o następnego majstra, czy też spowodować, żeby prognozy fachowców choć raz się sprawdziły, czyli tytuł zdobyła Wisła. Pytanie ich jest tym bardziej zasadne, że Cezary K. znalazł pod dywanem w gabinecie prezesa papier, że premia za następny tytuł będzie, owszem, ale trzykrotnie niższa. Prezes przez wrodzone roztargnienie zapomniał mu o tym powiedzieć, ale nie zaprzecza wskazując, że poprzednia była z księżyca. Biedny ten Pol-Mot, bo przekombinował. Ustalił premię na zasadzie, że i tak nie zdobędą, oni zdobyli i teraz jest problem. W dodatku jeden z wielu wynikających z faktu, że właśnie rozrywa się jedyna nić łącząca strategię tej grupy z Legią: grunty.
Za nić tę szarpie tzw. grupa Gmocha, a że Gmochowi łatwiej rozmawia się z CWKS-em, a przede wszystkim pod rękę z CWKS-em łatwiej jest dogadać się z prezydentem Warszawy, to Zarajczyk ma podstawy mówić, że może pójść won z Legii i to już tylko za 1,5 mln USD. Czyli sprawdza, bo jeśli Gmocha nie stać nawet na taką sumę, to jaka to grupa? To raczej duet szkolnych kolegów, którzy chcą na starość przypomnieć sobie lata młodości. Jako fanatyk tego klubu uprzejmie więc proszę szanownego Zarajczyka, żeby dokładnie sprawdził,
czy Gmoch ma kasę nie tylko na wykup akcji, ale i czy wystarczy mu na
wypłatę premii plus pokrycie kilku innych zobowiązań. W sumie to
interesowałoby mnie też, czy Gmoch ma środki na trzy lata do przodu, ale przecież to polski futbol, więc czego ja wymagam.
Sytuacja jest dziwna. Jest CWKS, który - jeśli chodzi o gotówkę - jest goły jak święty turecki. Jest grupa Gmocha, o której aktywach wiadomo z całą pewnością, że miała przez chwilę obraz piłkarskiej drużyny Legionistów, ale malowidło zdążyło już trafić na Ratusz. Pewnie do magazynu, skoro - jak na forum Legii poinformował jakiś masochista czytający gazetkę kibiców Polonii - prezydent Warszawy to właśnie klub z Muranowa uważa za najbardziej warszawski z warszawskich. No i jest Pol-Mot, firma również nie za bogata, która jednak widzi interes w klubie Legia pod warunkiem długoterminowego
dostępu do gruntów. Podsumowując, jest golec, który ma prawo do znaku i układy w Mieście, jest Gmoch, co gwarantuje, że będzie show, a może i pieniądze, jest i Pol-Mot, dla którego świat na Legii dzieli się na dwie ery: przed gruntami i po gruntach. Z boku wydaje się, że te trzy podmioty skazane są na porozumienie, ale znając życie - jest już na nie za późno.
Naprzeciwko siedzi Miasto, a dokładniej prawica. Jeśli prawica, to - jak uczy historia - można obstawiać, że w zarządzie większość to futbolowi ignoranci, którzy nigdy nie byli na meczu piłkarskim. Jest też widownia, te kilka milionów ludzi, których nie interesują grunty, a jeżeli już, to tylko w kontekście perspektyw piłkarskiego zespołu Legii. Ten na razie jest w dobrym stanie, aczkolwiek wyniki ostatnich sparringów wskazują, że piłkarzom jakby przestawało się chcieć. Ciekawe, czy ma to związek z premią? Jeszcze miesiąc tych przepychanek, a szczęściarzami będą ci, którym w czerwcu kończy
się kontrakt. Będą mogli spokojnie pakować manatki i z całą rodziną ruszać na wieś. Bo o tym, że świat futbolu jest w Polsce w dalszym ciągu dobrze izolowaną wyspą świadczy fakt, że najwięcej kasy jest w nim na prowincji, a najmniej w dużych miastach. Poza Krakowem, choć i tam forsa przybywa z Myślenic.
Felieton
Do przerwy 1:0
poniedziałek, 17 lutego 2003 09:15
marmar