Maciej Weber: Czy to prawda, że odchodzi Pan z Legii?
Radostin Stanew: Dostałem dobrą propozycję. Szinnik Jarosław tworzy bardzo ciekawą drużynę. Ostatnio kupiono pięciu obcokrajowców, w tym mojego rodaka i przyjaciela Martina Kuszewa. Prawdę mówiąc, i on namawiał mnie, abym przyjechał i spróbował. Zawsze mieliśmy bardzo dobry kontakt, pamiętam go z gry w Slavii i Lewskim Sofia. On nie mógłby wybrać złego zespołu. Poza tym z zapewnień działaczy Szinnika wynika także, że są tam naprawdę dobre pieniądze.
- A nie szkoda Panu odchodzić? Uznanie fachowców, sympatia kibiców...
- Bardzo ciężko jest mi odchodzić. Byłem tutaj 14 miesięcy i ten okres uważam za najlepszy w karierze. Kibicom mogę tylko dziękować, bo obdarzyli mnie zaufaniem. Są znakomici, ale muszą zrozumieć, że takie jest życie piłkarza. Gdybym miał 23 lata, to pewnie zostałbym w Legii. Ale mam 28 i gdy skończy się mój kontrakt z Legią, będę miał już 31. I może będzie już za późno, by coś jeszcze osiągnąć. Mam taką umowę, że mogę odejść w każdej chwili.
- Prezes Legii Edward Trylnik mówił, że jest zawiedziony sposobem załatwienia przez Pana sprawy. Faks przysłany do klubu zamiast bezpośredniej rozmowy...
- Zastosowałem normalną procedurę. Z tego co wiem, tak robi się w klubach na Zachodzie. Nie mogłem postąpić inaczej. Nie miałem czasu. Wróciliśmy z Cypru, w Polsce byliśmy zaledwie kilka dni. Propozycję od Szinnika otrzymałem jakieś 10 dni temu, gdy znowu byliśmy na Cyprze.
- Miał Pan oferty innych rosyjskich klubów?
- Słyszałem, że był mną zainteresowany Spartak Moskwa, ale ani z Legią, ani ze mną jego wysłannicy się nie kontaktowali. Zrobił to tylko Szinnik i od razu była to oferta bardzo konkretna.
- Jeśli Pan odejdzie, to w Legii zabraknie bramkarzy.
- Jest przecież Łukasz Załuska - bardzo utalentowany. Natomiast Artur Boruc już teraz prezentuje bardzo wysokie umiejętności i nawet szkoda, by ciągle siedział na ławce. Jestem pewny, że na wiosnę będzie jednym z najlepszych bramkarzy w polskiej ekstraklasie. Poza tym w drużynie rezerwowej Legii są utalentowani gracze na tej pozycji. To wcale nie tak, że bramkarz jest najlepszy, gdy ma 35 lat. Każdy musi kiedyś zdobywać doświadczenia, a nie można tego robić, wiecznie czekając na swoją kolej.
- Na oficjalnej stronie internetowej Szinnika podano, że już wczoraj miał Pan być w Jarosławiu.
- To głupoty, zresztą zupełnie niepotrzebne. Byłem z Legią na Cyprze i razem z nią wracam w czwartek do Warszawy. Nie zrobię niczego, zanim nie dostanę zgody na transfer. Muszą przecież dogadać się kluby.
- Będzie Pan rozczarowany, jeżeli nie uda się odejść?
- W żadnym wypadku. Zaakceptuję każdą decyzję. Spodziewam się, że tego samego dnia kiedy wrócimy, spotkam się z prezesem Trylnikiem. Przez telefon tego nie można załatwić. Ostatecznie nic bowiem nie zastąpi bezpośredniej rozmowy.
- Z Szachtarem zagrał Pan w drugiej, a nie jak w innych sparingach w pierwszej połowie. Trener Okuka zaczął przygotowywać Boruca do roli pierwszego bramkarza?
- Może trener uznał, że jestem zdekoncentrowany i muszę odpocząć psychicznie? Trzeba jego zapytać.
- Jak koledzy z drużyny zareagowali na pańską decyzję?
- Jeszcze o tym nie rozmawialiśmy, ale sądzę, że nie będą mieli pretensji.
- A nie czuje się Pan nie w porządku? Cały okres przygotowawczy z Legią i tuż przed rozpoczęciem ligi taka decyzja?
- Oczywiście, że mam wątpliwości. To jest moja wina. Przez ten rok dałem jednak z siebie wszystko dla Legii. Gdy tu przychodziłem słyszałem ciągle, że Legia od siedmiu lat czeka na tytuł. A ja przyszedłem i od razu ten tytuł zdobyłem. Zanim przyjechałem do Polski z Bułgarii to słyszałem o Legii, bo to naprawdę znana i dobra firma. Szinnik jeszcze taką nie jest. Trzeba było jednak wybrać. I ja wybrałem. Przepraszam.
Rozmawiał Maciej Weber
Wywiad
Ciężko mi odchodzić
czwartek, 27 lutego 2003 11:08
Radostin Stanewźródło: Gazeta Wyborcza